Od dawna żadna decyzja personalna nie była tak wewnętrznie krytykowana, jak właśnie ta. Jako główne kontrargumenty wobec niej padają: To zaprzeczenie pro-europejskiego, umiarkowanego kursu zadeklarowanego pod koniec roku przez samego premiera Mateusza Morawieckiego. Są jednak i argumenty, że to ma sens.
Najważniejszy z nich dotyczy tego, że biorąc na pokład Andruszkiewicza rząd zyskuje zasięg i dostęp do młodych wyborców. Powierzając mu tematykę cyfrową - kluczowe pole politycznej bitwy, biorąc pod uwagę obecne polityczne znaczenie Facebooka i mediów społecznościowych - PiS ustawia się pod ludzi młodszych po prawej stronie, do których Andruszkiewicz może dotrzeć. To też odpowiedź na widoczną apatię i pewnego rodzaju zastój w internecie po stronie PiS - pod względem emocji i zaangażowania. A to był jeden z czynników istotnych dla sukcesu w 2015 roku. W tym roku, co pokazała analiza opublikowana w kwietniu przez “Do Rzeczy”, to Andruszkiewicz i podobni politycy mają większe od polityków PiS statystyki zaangażowania i zasięgu własnych społeczności. Stąd nominacja dla Andruszkiewicza, próba przejęcia tych właśnie emocji. Morawiecki w ten sposób poszerza swoje własne zaplecze, buduje dodatkowy element własnych kadr - tak przynajmniej brzmią niektóre argumenty. Inne dotyczą budowy przeciwwagi dla tworzącej się poza PiS prawicy.