Panie premierze Zjednoczonego Królestwa,

dał nam Pan, Polakom, lekcję konserwatyzmu, liberalizmu i europejskiej solidarności.

Nie widzę innej możliwości, jak unieść się honorem.

Nigdy już nie wsiądę do astona martina.

Nie zjem owsianki z Marksa & Spencera, choć Marks pochodził z terenów dawnej Rzeczpospolitej.

Nie pokażę brytyjskim turystom drogi do baru z wódką i nie zaśpiewam z nimi Glory, Glory Man United.

Nie będę słuchał brytyjskich piosenek (tylko tych, które powstały po wstąpieniu Polski do UE, czyli po 1 maja 2004 roku; przedunijnym wybaczam, bo niewinne)

ani przytaczał plotek o rodzinie królewskiej.

Nie kupię od Abramowicza żadnej londyńskiej posiadłości (od rodziny Baszara Asada też nie).

Nie wyjdę po angielsku z najnudniejszego party.

Nie wezmę złamanego funta od bankierów z City.

Nie będę używał angielskich przekleństw, a może się nawet przerzucę na sacrebleu.

I nie liczę na sojuszniczą pomoc we wrześniu.

Liczę natomiast, że podatki od polskich imigrantów wystarczą wyborcom Pana partii na emerytury.