Partner rozmowy: Comarch

Zapytam może nieco kontrowersyjnie - czy ostatnio nie za dużo mówi się o sztucznej inteligencji?

Myślę że nie. Skala transformacji, ryzyka i szans, które kreuje AI, jest tak imponująca, że trzeba stale uświadamiać całemu społeczeństwu i nam jako menedżerom, jak istotna jest sztuczna inteligencja. Mamy tu kilka wymiarów, w tym czysto biznesowy. Ci, którzy dopasują się i poprawią produktywność dzięki AI, będą bardziej innowacyjni i staną się autentycznymi zwycięzcami przyszłości. Natomiast firmy, które będą jedynie eksperymentować i szukać sposobu wejścia w AI, zgubią rytm rozwoju. W efekcie nie będziemy już mówić o zwykłej luce konkurencyjnej, ale raczej o „kanionie konkurencyjności”, który będzie się pogłębiał między spółkami. AI zmienia geografię biznesu i sposób postrzegania przedsiębiorstw.

Drugi wymiar jest społeczny. Musimy mieć świadomość, że sztuczna inteligencja będzie miała ogromny wpływ na rynek pracy. Wiele obszarów zostanie zautomatyzowanych, a część ludzi utraci zatrudnienie. To ogromne wyzwanie dla rządów, społeczeństw i menedżerów – trzeba znaleźć sposób na zagospodarowanie potencjału osób, które w wyniku automatyzacji staną się zbędne w dotychczasowych rolach. Dlatego właśnie o AI trzeba mówić dużo i otwarcie.

Ma pan na myśli konkretne branże, które będą traciły lub zyskiwały pracowników wskutek wdrożenia AI?

Nie chciałbym spekulować, bo dziś wiele takich prognoz ma jeszcze charakter hipotetyczny. Wszystkie branże będą w jakimś stopniu dotknięte przez AI. Oczywiście sektory wymagające empatii i bezpośredniego kontaktu człowieka z człowiekiem mają większą odporność i bardziej defensywne modele działania.

Natomiast branża, którą reprezentuję, czyli produkcja oprogramowania, już dziś znajduje się pod dużą presją. Widzimy przecież informacje o redukcjach zatrudnienia w największych firmach technologicznych. Przedsiębiorstwa dostosowują się do nowych wymogów produktywności i trzeba to bardzo poważnie brać pod uwagę.

Jednocześnie mówi się, że dzięki AI będą powstawały nowe zawody?

Oczywiście. Życie nie znosi próżni. Na świecie zachodzi dziś głęboka zmiana kompetencyjna. Inżynierowie, którzy historycznie zajmowali się pisaniem kodu i tworzeniem rozwiązań software’owych, w części zostaną zastąpieni przez agentów AI. Jednocześnie będzie rosła potrzeba nadzoru nad tymi agentami – tzw. human in the loop.

Ktoś nadal będzie musiał na końcu nacisnąć przycisk „accept”. Człowiek powinien mieć ostatnie słowo w całym procesie. Powstaną więc nowe role związane z kontrolą, nadzorem i rozumieniem kontekstu biznesowego. Zmienia się także samo postrzeganie tworzenia oprogramowania. Coraz mniej istotna będzie umiejętność samego pisania kodu, a coraz ważniejsze stanie się rozumienie kontekstu, który ten kod ma realizować.

Wspomniał pan o agentach AI. Czym właściwie jest agentyzacja i czy jej znaczenie dla biznesu rzeczywiście będzie tak przełomowe, jak deklarują firmy technologiczne?

Mówiąc obrazowo: kiedy korzystaliśmy z ChatGPT czy innych rozwiązań typu copilot, były to głównie narzędzia pomocnicze – coś w rodzaju kolegi w pracy, który podpowiada, rozwiązuje problemy albo odpowiada na pytania.

Agentyzacja oznacza przesunięcie akcentu z pomocy na działanie. Agent AI nie tylko podpowiada, ale wykonuje cały proces end-to-end – od początku do końca. To już nie jest środowisko wspierające pracownika, ale środowisko, w którym system wykonuje pracę za człowieka. Ma to ogromne znaczenie nie tylko dla branży software’owej, ale dla całej gospodarki – od procesów produkcyjnych po sprzedaż czy customer care. Mówimy o autonomizacji procesów biznesowych na bardzo dużą skalę.

Jak ocenia pan przygotowanie polskiego rynku do implementacji rozwiązań AI? Jak wyglądamy na tle innych państw?

Comarch jest firmą globalną. Działamy w Ameryce Północnej i Południowej, w większości krajów europejskich oraz w Azji – m.in. w Tajlandii, Japonii i Korei Południowej. Dzięki temu mam stały kontakt z rozwiązaniami stosowanymi na całym świecie i muszę przyznać, że Polska niewiele różni się od innych rynków.

Wszyscy zadają sobie dziś podobne pytania: dokąd zaprowadzi nas ta transformacja i jak głęboko zmieni biznes. Polacy mają jednak w swoim „genetycznym kodzie” przedsiębiorczość i odwagę do zmian. Ostatnie trzy dekady po 1989 r. to udowodniły.

Widzę to zarówno w swoich zespołach, jak i w innych firmach. Jesteśmy otwarci na zmiany i nie boimy się nowych technologii. Jednocześnie nie powiedziałbym, że jesteśmy wyjątkowo bardziej progresywni niż inne kraje. Korzystamy z tych samych narzędzi i uczestniczymy w bardzo żywej, pogłębionej debacie o AI. Moim zdaniem jesteśmy dziś dość dobrze przygotowani.

A jak pracownicy Comarchu podeszli do wdrażania AI? Co było największym wyzwaniem?

Kiedy ponad rok temu zdecydowaliśmy, że chcemy być organizacją „AI first”, miałem sporo obaw, jak pracownicy przyjmą tę zmianę. To przecież transformacja zarówno kulturowa, jak i kompetencyjna. Okazało się jednak, że adaptacja przebiegła bardzo szybko. Dajemy pracownikom dużą swobodę w korzystaniu z narzędzi AI. Nazywam to „managed freedom” – zarządzaną wolnością. Chodzi o to, żeby umożliwić eksperymentowanie, ale jednocześnie odpowiednio nawigować wykorzystanie narzędzi.

Pracownicy zaczęli bardzo szybko korzystać z AI sami z siebie. Już na początku mieliśmy 60–70 proc. wykorzystania narzędzi AI, dziś ten wskaźnik przekracza 90 proc. Adopcja była więc błyskawiczna. Zbudowaliśmy też własną akademię AI, szkolimy ludzi i nie oszczędzamy na dostępie do narzędzi czy tokenów. Moja filozofia jest prosta: najpierw trzeba wrzucić wszystkie puzzle na stół, żeby organizacja mogła nauczyć się je układać. Jestem bardzo zadowolony z tempa tej transformacji.

Partner rozmowy: Comarch