Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Polacy, choć chcą częstszych zakupów w niedzielę, nie popierają całkowitego zniesienia zakazu.
- Które sektory branży handlowej zyskałyby na zmianach, a dla których obecne regulacje są korzystniejsze.
- W jaki sposób obecna sytuacja polityczna oraz potrzeby pracowników i konsumentów wpływają na przyszłość zakazu.
Handel w niedzielę wciąż rozpala emocje, choć ustawa wprowadzająca zmiany obowiązuje już od 2018 r. Mimo to wielu klientom nadal takie regulacje przeszkadzają, za zmianami opowiada się też wiele firm. Obecnie już tylko 27,5 proc. badanych popiera całkowite uwolnienie niedzielnego handlu i otwarcie sklepów codziennie poza dniami świąt religijnych czy państwowych. Z drugiej strony w sumie 60,5 proc. chce większej liczby dni handlowych i sklepów czynnych w większą liczbę niedziel – wynika z badania UCE Research i Shopfully Poland, którego wyniki „Rzeczpospolita” poznała jako pierwsza.
Na zakupy w niedzielę? Sieci handlowe są podzielone
Zgodnie z obowiązującymi przepisami sklepy są otwarte tylko w osiem niedziel w roku, zazwyczaj przed świętami, ale też na start sezonu wyprzedaży oraz zakupów szkolnych. Gdy ustawa o ograniczeniu pracy sklepów w niedziele była uchwalana, liczba zwolenników i przeciwników ograniczeń rozkładała się w miarę po równo, ale już przed rokiem zgodnie z badaniami Shopfully po raz pierwszy liczba Polaków chcących powrotu do sklepów otwartych we wszystkie niedziele w roku była mniejsza niż tych, którzy przyzwyczaili się do ograniczeń. Szansa na zmianę prawa obecnie jest jeszcze mniejsza.
Teraz za całkowitą liberalizacją handlu w niedzielę najczęściej opowiadają się ankietowani w wieku 45-64 lat, ale młodsi też nie są jego przeciwnikami. Liberalizacja ma najmniejsze poparcie w grupie 65-74 lat, ale co ciekawe wśród jeszcze starszych uczestników badania znowu poparcie rośnie. Także te wyniki pokazują, że temat wciąż nie jest prosty i budzi emocje oraz kontrowersje. Z drugiej strony już tylko 14,3 proc. opowiada się za zaostrzeniem przepisów i likwidacją wszelkich niedziel handlowych.
– Z perspektywy rynku nie oznacza to jednoznacznego poparcia dla otwarcia wszystkich sklepów w każdą niedzielę. Wyniki wskazują przede wszystkim na potrzebę większej elastyczności w organizowaniu codziennych zakupów. To istotny sygnał zarówno dla sieci handlowych, jak i ustawodawcy – komentuje Robert Biegaj, ekspert z Shopfully Poland. – Możliwość odwiedzenia sklepu w niedzielę może oznaczać większą swobodę planowania tygodnia, uniknięcie sobotniego tłoku czy spokojniejsze zrobienie większych zakupów. Nie musi przy tym oznaczać, że konsumenci chcieliby korzystać z tej możliwości regularnie – dodaje, podkreślając, że dla części badanych ważna może być sama dostępność takiego rozwiązania.
– Sprawa wymaga analiz, ponieważ jakiekolwiek zmiany w tym zakresie nie są takie oczywiste. W handlu mamy różne potrzeby i oczekiwania, rynek się także zmienił, mocno rozwinął się handel internetowy – podkreśla Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Sklepy z ofertą przemysłową podejdą do tego inaczej niż te oferujące głównie produkty spożywcze. Na pewno temat wymaga analizy potrzeb i oczekiwań klientów, ale także pracowników oraz przedsiębiorców – dodaje.
W tym zakresie ocena otwierania sklepów w niedziele jest jasna, ale firmy nie chcą mówić o tym otwarcie. Po latach obowiązywania regulacji określających zasady handlu w niedzielę konsumenci zdążyli się do nich po prostu przyzwyczaić. Dlatego jeśli chodzi o zakupy spożywcze sieciom niekoniecznie zależy na zmianach obecnego modelu. – Niedziele handlowe sprawdzają się tylko przed świętami, wtedy mamy duży ruch. Pozostałe się dla nas nie liczą, jest mało klientów, nie wiadomo, jak planować zaopatrzenie, są koszty pracownicze. To nie dla nas – przyznaje przedstawiciel jednej z większych sieci handlowych.
Przeciwników zakazu handlu w niedzielę nadal wielu
Zupełnie inaczej widzą to sieci odzieżowe, kosmetyczne czy te z elektroniką. One chętnie powitają każdą możliwość otwierania sklepów w niedziele. – W weekendy ludzie mają czas i ochotę na inne zakupy niż tylko szybkie uzupełnienie lodówki jak w dzień powszedni. Wtedy chcą oglądać meble, sprzęt. W soboty w takich sklepach są tłumy, niedziele by zdecydowanie poprawiły sytuację – mówi przedstawiciel sieci z asortymentem do wyposażenia wnętrz.
Czytaj więcej
Po ośmiu miesiącach obniżek ceny masła znów ruszyły w górę. We wrześniu średnia cena kostki wzrosła o ponad 13 proc. – wynika z danych UCE Research...
– Chcemy dać klientom wybór, a dane o odwiedzalności centrów w niedziele handlowe pokazują jednoznacznie, że jest potrzeba robienia zakupów tego dnia. Nie odbywa się to też kosztem frekwencji w piątek czy sobotę. Najbardziej pożądany scenariusz to powrót do otwarcia handlu we wszystkie niedziele, choć niekoniecznie w pełnym wymiarze godzin, np. od 12 do 17. Tak odbywa się to w innych krajach i ich doświadczenia wskazują na skuteczność takich opcji – mówi Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca Polskiej Rady Obiektów Handlowych.
– Zakaz handlu w niedzielę na pewno zostanie kiedyś zmieniony, ale przez te lata zachowania konsumentów się zmieniły, rynek także. Niemniej po ruchu w wielu sklepach, jakie są tego dnia otwarte widać, że potrzeba robienia zakupów tego dnia nie zniknęła – przyznaje Andrzej Faliński, niezależny ekspert ds. handlu. – Niezależnie od wyników badań teraz nie ma woli politycznej dla jakichkolwiek zmian, a ewentualne analizy można robić dopiero po wyborach – dodaje.
Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi pojawiały się zapowiedzi dotyczące zmiany przepisów, ale wobec wielokrotnie sygnalizowanego sprzeciwu prezydenta, rządząca koalicja nie zdecydowała się na przegłosowanie nowelizacji. Wobec spodziewanego weta do Sejmu trafił poselski projekt, zgłoszony przez klub Polska 2050. Przewidywał otwarcie sklepów w dwie niedziele w miesiącu, a pracownicy za pracę tego dnia dostawaliby dodatkowe wynagrodzenie. Niemniej tej ustawy nie udało się także uchwalić.
Handlowcy podkreślają, że branża jest istotną częścią polskiej gospodarki, a sklepy wielkopowierzchniowe, których najmocniej dotykają niedzielne ograniczenia, odpowiadają za 30 proc. dochodów z podatku VAT i 7 proc. dochodów z podatku CIT.