Rośnie niepokój o stabilność finansów publicznych w kontekście tzw. nowej „piątki" PiS. Premier Mateusz Morawiecki wyliczał co prawda, że uszczelnienie różnych systemów i szarej strefy może przynieść do 50 mld dochodów do kasy państwa, więc starczy na nowe obietnice, które mają kosztować 40 mld zł rocznie. Jednak takie kwoty z uszczelnienia wydają się – zdaniem ekspertów – mocno przeszacowane.

Nawet Ministerstwo Finansów nie uważa, by wskazane przez premiera źródła finansowania „piątki" PiS były w pełni wystarczające.

Jak się zmieścić w limicie

„Tak istotne zmiany są znaczącym wyzwaniem dla finansów publicznych" – pisze resort w komentarzu dla „Rzeczpospolitej". „Ich przygotowanie oraz wdrożenie wymaga bardzo szczegółowego przeglądu zarówno strony przychodowej, jak i wydatkowej ustawy budżetowej. Co obecnie ma miejsce. Jest to konieczne, aby odpowiedzialnie wskazać źródła finansowania" – czytamy.

Znalezienie dodatkowych pieniędzy na nowe obietnice jest więc konieczne, jeśli rząd chce utrzymać wiarygodność w zakresie dyscypliny finansowej i przestrzegania zapisanych w ustawach reguł fiskalnych.

– Bez dodatkowych realnych działań po stronie dochodowej lub wydatkowej nie ma możliwości, by koszty „piątki" PiS zmieściły się w limicie wydatków wyznaczonych przez stabilizującą regułę wydatkową – przekonuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Oczywiście papier wszystko przyjmie i można ten limit poszerzyć, sztucznie zwiększając dochody z uszczelnienia. Ale takie manipulacje zostaną szybko rozszyfrowane zarówno w kraju, jak i przez ekspertów Komisji Europejskiej. Naciąganie reguły wydatkowej zostanie ocenione tak, jakby Polska jej po prostu nie przestrzegała – dodaje Jankowiak.

Utrata wizerunku

– Dopóki rząd nie przedstawi szczegółów, jak zostanie sfinansowana „piątka" PiS, inwestorzy, agencje ratingowe czy ekonomiści będą podchodzili do sprawy ostrożnie, zakładając, że koszty tych programów znajdą w całości swoje odbicie we wzroście deficytu – analizuje Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA. I dodaje, że brak wiarygodnych działań rządu na rzecz ograniczania deficytu nie zostanie dobrze odebrane przez rynki.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Ekonomiści popierają więc deklaracje resortu finansów o przeglądzie finansów państwa, by rzetelnie się zastanowić, gdzie znaleźć 40 mld zł. Pytanie, jaki będzie tego wynik, bo niestety trudno dziś wskazać proste rezerwy, które można szybko i bezboleśnie uruchomić.

Projekty w zamrażarce

– Jeśli mowa o szybkich rozwiązaniach, to najczęściej wiążą się one z bolesnym podniesieniem podatków – zaznacza Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Może rząd wyciągnie z zamrażarki projekty związane ze składkami na ZUS. Wszystko jest możliwe – zauważa Jankowiak.

Chodzi m.in. o zniesienie limitu składek na ZUS (dziś składki nie są pobierane powyżej 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia), które może przynieść ponad 5 mld zł. Odpowiednia ustawa jest już nawet gotowa. Przypomnijmy, że rząd przeforsował takie rozwiązanie pod koniec 2017 r., ale jego wejście w życie zastopował Trybunał Konstytucyjny.

W rządowej zamrażarce leży też projekt tzw. jednolitej daniny, nad którym pracowano jeszcze w 2016 r. Pomysł ten zakładał, że osoby prowadzące działalność gospodarczą będą płacić składki na ubezpieczenie społeczne proporcjonalnie do uzyskiwanych dochodów (obecnie to ryczałt). W zależności od przyjętych parametrów takie rozwiązanie mogłoby wzmocnić kasę FUS na kilka miliardów złotych.

Z kolei rozszerzenie programu 500+ na każde dziecko, to dobra okazja, by przyjrzeć się systemowi wsparcia rodzin z dziećmi. Obecnie mogą one korzystać z podatkowych ulg na dzieci, dodatków 500+, a osoby ubogie także ze świadczeń rodzinnych. Program 500+ w nowej odsłonie to ok. 18,5 mld zł więcej wydatków, ale likwidacja ulg przyniosłaby budżetowi ok. 6–7 mld zł.

Racjonalne wydatki

Nowe daniny na szczęście nie muszą jednak składać się na całość kosztów „piątki" PiS. – Zamiast podnoszenia stawki PIT czy VAT, co zresztą byłoby trudne w roku wyborczym, bardziej racjonalne wydaje się przemyślenie na nowo samej „piątki" PiS – podpowiada rządowi Aleksander Łaszek. Można w 2020 r. zrezygnować z 13. emerytury, ponieważ ten dodatek nie spełnia żadnej roli poza kupowaniem głosów wyborczych – wyjaśnia. Do tego warto też tak zmodyfikować program 500+, by obniżyć jego koszty.

Można też znaleźć w przestrzeni fiskalnej kilka pozapodatkowych źródeł. – W 2020 r. będziemy już poza szczytem wykorzystania funduszy UE, a to oznacza mniejsze obciążenie państwa z tytuły zapewnienia wkładu własnego i zmniejszenie w sposób naturalny inwestycji publicznych w relacji do PKB – wylicza Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Poza tym pewne efekty może przynieść uszczelnienie podatków, szybsze tempo wzrostu PKB czy inne drobniejsze oszczędności w wydatkach. – Ale to nie wystarczy, jakieś dodatkowe działania dla sfinansowania „piątki" PiS trzeba będzie podjąć – podsumowuje Bujak.

Opinia dla „rz"

Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Przestrzeń fiskalną dla dodatkowych programów publicznych poszerzyć może tempo wzrostu gospodarczego wyższe niż założono w budżecie, a jest to dosyć prawdopodobne – mBank prognozuje wzrost 4,5–4,7 proc. w 2019 r. Z kolei ograniczenie szarej strefy o 1 pkt proc. może dać – jak wynika z naszego jeszcze nieopublikowanego raportu – 3,5–6,5 mld zł, choć potrzebne są odpowiednie mechanizmy uszczelniające. W sumie ta przestrzeń w 2020 r. może być większa, niż zakładamy obecnie.

Sukces już był

– Od 30 do 50 mld zł może przynieść dalsze uszczelnienie i wzrost aktywności gospodarczej w efekcie działań rządu – wynika z wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego. W telewizyjnym wywiadzie wyjaśniał, że „mamy jeszcze kilka kolejnych miliardów do uszczelnienia w CIT, kilkanaście miliardów z VAT oraz kilka miliardów z likwidacji szarej strefy". Wątpliwości do tych wyliczeń budzi m.in. fakt, że rząd już dotychczas odniósł sukces, jeśli chodzi o walkę z luką w VAT. Jak wylicza Centrum Analiz Ekonomiczno-Społecznych, w 2018 r. luka w VAT spadła do poziomu 7,2 proc. potencjalnych wpływów, a więc poniżej średniej unijnej, i trudno ją dalej obniżać. Poza tym rząd w swoich planach na 2019 r. oraz 2020 r. ujął już dochody z poprawy ściągalności, trudno więc je traktować jako źródło finansowania nowych programów.