Rząd ogłosił nowe restrykcje: od soboty zamknięte zostaną sklepy budowlane i meblowe o powierzchni powyżej 2 tys. mkw. Zmiany dotyczą też sklepów spożywczych. – Do tej pory był limit jednej osoby na 15 mkw. powierzchni, teraz dla sklepów ponad 100 mkw. będzie to jedna osoba na 20 mkw. – mówił Adam Niedzielski, minister zdrowia.

Czytaj także: Kto i jak walczy z Covid-19. „Niepotrzebnie Morawiecki to mówił"

Od soboty zamknięte będą też salony urody i fryzjerskie, co już w czwartek spowodowało szturm konsumentów. Serwis rezerwacyjny Booksy zanotował 15-krotny wzrost ruchu na stronie i w aplikacji już w momencie ogłoszenia restrykcji.

„Nie rozumiemy klucza, według którego rząd decyduje o kolejnych zamknięciach jednych sklepów i pozostawieniu otwartych innych" – pisze zarząd Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług.

Zamykane są przedszkola i żłobki. To wielkie wyzwanie dla pracujących rodziców, którzy w ub.r. posyłali do tych placówek ok. 2,3 mln dzieci. – W drugim kwartale 2020 r. około 940 tys. osób skorzystało z zasiłków opiekuńczych na dzieci, a w pierwszym ok. 500 tys. – mówi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Roczny koszt zasiłków wyniósł 3,7 mld zł.

Nie brak głosów, że obostrzenia są zbyt łagodne. – Regulacje powinny obejmować też nabożeństwa w kościołach – mówi prof. Marcin Czech, epidemiolog i były wiceminister zdrowia. – Rozważyłbym też ograniczenia w przemieszczaniu się – dodaje. Tłumaczy, że jeśli ludzie wyjadą na święta, to dwa–trzy tygodnie później można się spodziewać nowego szczytu zachorowań.

Innego zdania jest wirusolog prof. Włodzimierz Gut. – Restrykcje nie byłyby konieczne, gdyby ludzie stosowali się do zasad. Ale tego nie robią, więc lockdown też nie przyniesie większych efektów – tłumaczy.