Białoruski dyktator Aleksander Łukaszenko nie przyjął do wiadomości pandemii koronawirusa. Twierdzi, że na Białorusi (9,5 mln obywateli) nikt od Covid-19 nie umarł, a ci, dla których już brak miejsc w szpitalach w całym kraju, chorują na... grypę.

Z pozoru jest normalnie. Działają sklepy, zakłady usługowe, targowiska. Otwarte są granice, lotniska, pracuje cały transport. Wciąż przychodzą paczki z zagranicy, także z krajów najmocniej dotkniętych zarazą.

Czytaj także: Łukaszenko lekceważy koronawirusa. Mieszkańcy reagują sami

Otwarte są szkoły, przedszkola, kościoły, uczelnie i ligi sportowe. W ostatni weekend odbył się znany z czasów sowieckich, tzw. subotnik. Tysiące urzędników i pracowników państwowych przedsiębiorstw musiało gromadnie sadzić drzewa, sprzątać swoje miejsca pracy, porządkować parki i place. Teraz przed Białorusinami długi majowy weekend, pochód ludzi pracy, zabawy ludowe i jarmarki.

Jaka jest naprawdę kondycja białoruskiej gospodarki – jedynej, która w czasie pandemii działała bez ograniczeń? Oficjalnie PKB Białorusi zmniejszył się w pierwszym kwartale o 0,3 proc. w ujęciu rocznym, inflacja na koniec marca była na poziomie 4,9 proc., a stopa bezrobocia – 4,1 proc. Dług publiczny rośnie z roku na rok. Na początku 2020 r. (świeższych danych brak) wynosił 25,438 mld dol. – o 312 mln dol. więcej aniżeli rok wcześniej.

Niezależny ekonomista Leonid Zajko zwraca uwagę, że białoruska gospodarka sama w sobie jest słaba, mocno zależna od czynników zewnętrznych.

Ponad połowa przedsiębiorstw i zakładów rolnych Białorusi to firmy państwowe, kraj jest uzależniony nie tylko od surowców rosyjskich, ale też od eksportu do Rosji i do Unii.

Sprzedaż produktów naftowych z dwóch białoruskich rafinerii na rynek Wspólnoty to główne źródło dewiz do kasy państwa. A ponieważ gospodarka Europy zamarła, to i gospodarka Białorusi znalazła się w dole. Popyt na białoruską produkcję gwałtownie spadł. Saldo w handlu zagranicznym towarami wyniosło w styczniu minus 51,6 mln dol., a w lutym wzrosło do minus 179,3 mln dol. I to w sytuacji, kiedy Białoruś importowała trzy razy mniej ropy.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Biznes od miesiąca zbierał podpisy pod petycjami, pisał apele do władz w Mińsku o działania pomocowe. W minionym tygodniu Łukaszenko podpisał dekret o wsparciu gospodarki. Zakłada on m.in. odroczenie zapłaty podatków i składek ubezpieczeniowych oraz opłat za dzierżawę i wynajem. Ale nie wszystkim.

Lista najbardziej poszkodowanych objęła sektory gospodarki, takie jak: transport lotniczy i naziemny, hotele, bary, restauracje, handel detaliczny, producenci odzieży itd. Wszyscy oni mogą liczyć na odroczenie opłat z tytułu najmu czy dzierżawy. Ale od 1 października do 31 grudnia muszą uregulować w równych ratach odłożone płatności. Czyli zapłacić podwójnie.

– Potrzebne jest nie odroczenie spłat, ale ich umorzenie, np. w wypadku dzierżawy do września. Trzeba też umorzyć podatki dla małego biznesu i samozatrudnionych. Wstrzymać pobieranie składek na ubezpieczenia społeczne. A także zmniejszyć o 15 proc. zarobki urzędników państwowych, a zaoszczędzone pieniądze skierować na pomoc emerytom i bezrobotnym – mówi Zajko dla białoruskiego wydania „Komsomolskoj Prawdy".