Komisja Europejska jeszcze nie zaakceptowała naszego Krajowego Planu Odbudowy, co oznacza, że pierwsze transze z unijnych grantów zaczną napływać do Polski nie w sierpniu, jak deklarował rząd, ale najprawdopodobniej dopiero w październiku czy listopadzie.

Czytaj także: Fundusz Odbudowy: Niepewny los unijnych miliardów dla Polski

W praktyce oznacza to, że Fundusz Odbudowy, który ma wspierać kraje UE w popandemicznej odbudowie, w naszej gospodarce nie będzie w tym roku odgrywał żadnej roli. Na szczęście zdaniem ekonomistów taki kilkumiesięczny poślizg nie stanowi dużego problemu.

Na razie dajemy radę

– Szybkie uruchomienie KPO nie jest już tak kluczowe, jak mogło wydawać się jakiś czas temu – ocenia Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Z tego względu, że aktywność inwestycyjna w Polsce zwiększyła się mocniej, niż oczekiwano. A jednocześnie mamy ograniczenia podażowe, czyli przerwy w dostawach dóbr inwestycyjnych i wzrost ich kosztów. W tej chwili polska gospodarka daje sobie radę bez pieniędzy z KPO – wyjaśnia Bujak.

– Rzeczywiście, sytuacja makroekonomiczna i na rynku pracy nie uzasadnia potrzeby dodatkowej stymulacji z Funduszu Odbudowy – uważa też Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – W odróżnieniu od krajów południa Europy, które najbardziej ucierpiały na pandemii, polska gospodarka wróciła mniej więcej do stanu równowagi, a w niektórych sektorach, takich jak przetwórstwo przemysłowe, widać nawet symptomy przegrzania – dodaje.

Zielony problem

Bardziej opłakane skutki mogłyby przynieść większe opóźnienia, na przykład gdyby o pierwszych efektach KPO można było mówić dopiero w drugiej połowie 2022 r. – Wpłynęłoby to negatywnie na przyszłoroczną dynamikę PKB. Obecnie prognozujemy, że gospodarka wzrośnie o 5 proc., przy uwzględnieniu już inwestycji z Funduszu Odbudowy. Jeśli tych pieniędzy nie będzie, może to obniżyć tempo wzrostu o 0,5–1 pkt proc. – szacuje Borowski. Także ING Bank Śląski prognozuje, że brak napływu unijnych grantów z Funduszu Odbudowy może zmniejszyć dynamikę PKB o 0,5–0,7 pkt proc. wobec obecnie prognozowanych 5 proc.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze miasta i gminy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

– Oczywiście brak unijnego wsparcia w przyszłym roku nie zatrzyma nam gospodarki – zaznacza Bujak. – Ale nie znaczy to, że możemy sobie pozwolić na kolejne opóźnienia. Bez Funduszu Odbudowy możemy mieć duże trudności w zakresie koniecznej przecież, a niezwykle kosztownej, transformacji energetycznej. Zielona rewolucja nabrała ekspresowego tempa, nie możemy zostać w tyle, na dłuższą metę odbije się to negatywnie na konkurencyjności naszej gospodarki – zaznacza Bujak.

– W przypadku Krajowego Planu Odbudowy efekt wpływu na dynamikę PKB nie jest najważniejszy. Najważniejsze są cele, na jakie mają iść te pieniądze – podkreśla też Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – O ile dotychczasowe programy krajowe wspierały popyt konsumpcyjny, o tyle KPO ma wspierać projekty w kluczowych obszarach takich jak transformacja energetyczna. Polska ma tu ogromne zapóźnienia, cierpimy przez to z tytułu wysokich cen energii elektrycznej. Nie ma chwili do stracenia, by zacząć nadrabiać dystans. Równie ważna jest agenda cyfrowa, pandemia pokazała, jak ważna jest cyfryzacja usług publicznych i na poziomie przedsiębiorstw. Jeśli nie będziemy mieć środków na zwiększenie kompetencji cyfrowych, Polska pozostanie tanią montownią Europy – ostrzega Benecki.

Czarny scenariusz

Ekonomiści podkreślają jednocześnie, że najbardziej dotkliwe konsekwencje przyniosłoby całkowite zablokowanie pieniędzy dla Polski z Funduszu Odbudowy. – To nie tylko pogorszenie dynamiki PKB, byłoby to prawdziwym game changerem z punktu widzenia pozycji Polski w Unii Europejskiej, co przyniosłoby nam duże straty w średnim i długim okresie. Takiego czarnego scenariusza w ogóle nie uwzględniamy w naszych prognozach – zaznacza Jakub Borowski.

Premier Mateusz Morawiecki wspomina, że w razie braku funduszy z KPO Polska jest gotowa do samodzielnego finansowania niezbędnych inwestycji. – Ale to oznacza wzrost zadłużenia o co najmniej 30 mld euro, czyli ok. 130–140 mld zł, co spowodowałoby naruszenie stabilności finansów publicznych. I nie można zapomnieć, że jeśli dojdzie do zablokowania KPO, to będzie to też dotyczyć całego zwykłego budżetu unijnego wsparcia. A to byłyby już ubytki, których na pewno nie jesteśmy w stanie samodzielnie uzupełnić – zaznacza Benecki. W latach 2021–2027 do Polski ma trafić łącznie 770 mld zł unijnego wsparcia.

Adam Antoniak starszy ekonomista Banku Pekao SA

Środki z Funduszu Odbudowy nie są nam potrzebne „na teraz", bo polska gospodarka już się rozpędziła i obecnie, poza ryzykiem pandemicznym, nie widać większych zagrożeń dla tego wzrostu. Zaskakująco mocne jest odbicie inwestycji, a patrząc na dynamikę kredytów inwestycyjnych, można mieć nadzieję, że to ożywienie utrzyma się do końca roku. Jednak większość prognoz ekonomicznych uwzględnia pozytywny wpływ Funduszu Odbudowy na tempo wzrostu gospodarczego już w 2022 r. Jeśli opóźnienie w jego uruchomieniu dla Polski przeciągnie się na przyszły rok, będzie mieć to oczywiście negatywne konsekwencje także dla dynamiki PKB.