Gość wyjaśnił, że Beesfund to największa w Polsce platforma equity crowdfundingowa, która pomaga przeprowadzać małe emisje akcji i obligacji, głównie dla startupów.
Beesfund podpisał z GPW umowę na stworzenie akceleratora dla startupów.
- Jest to umowa idąca z trendami największych giełd, jak londyńska czy nowojorska - ocenił Regiec.
- Dzięki takim programom giełda dostarcza sobie świeżego narybku przyszłych emitentów. Warto, żeby polska giełda również wyszła z inicjatywą, żeby nie tylko giełda londyńska miała korzyść z polskich startupów – dodał.
Gość zaznaczył, że potrzebni są nowi emitenci z obszaru nowych technologii, którzy będą w stanie ożywiać rynek.
- Temu ma służyć akcelerator. Ma przygotowywać potencjalnych emitentów, albo na rynek główny, albo na NewConnect – mówił.
Regiec zaznaczył, że są osoby, które mogą doradzić takim firmom.
- Prezes, który przeszedł ścieżkę od spółki, która aspirowała do rynku, do spółki, która na tym rynku się znalazł, już w tym obszarze jest doskonałym mentorem. W tym obszarze ponad 400 prezesów spółek to jest wystarczający potencjał. Mamy deklaracje pierwszych prezesów – mówił.
- Chcemy też wychodzić poza ten krąg, szukając mentorów, którzy przeszli w rozmaitych akceleratorach proces akceleracji startupowych – dodał.
Przyznał, że jest kilkanaście bardzo dobrych przykładów polskich startupowców, którzy przeszli przez najlepsze jakościowo światowe projekty akceleracyjny. - Chcemy czerpać z ich potencjału i wiedzy – zaznaczył.
Regiec wyjaśnił, że omawiany akcelerator ma dosyć ambitny cel przełożenia i pomocy w sprzedaży startupom do spółek notowanych na giełdzie.
- Musimy im pomóc w tym, żeby łapali pierwszych klientów. To jest bezcenne i rewolucyjne na polskim rynku. Pierwsze efekty poznamy za kilka miesięcy – ocenił.
Zaznaczył, że reprezentanci giełdy są otwarci na metodologię prowadzenia tego akceleratora.
- Testujemy rozwiązania, patrzymy co się sprawdza, dostosowujemy program do warunków. Jeżeli coś się nie sprawdza, to wyrzucamy i bierzemy następny klocek – mówił.
Gość podkreślił, że jest to program nie tylko dla polskich startupów, ale całego potencjału Międzymorza, czyli od Estonii, przez Białoruś, Ukrainę, Czechy, Słowację czy Węgry.
- Chcielibyśmy, żeby Warszawa stała się miejscem, gdzie startupy z naszego regionu mogły dostawać mocne wsparcie i wchodzić na polski rynek – mówił.
Przyznał, że w tej chwili jest ponad 100 zgłoszeń do programu, a nie podjęto jeszcze dużych działań marketingowych.
- To pokazuje jaki jest potencjał i że jest ewidentna potrzeba takiego programu - ocenił Regiec.
Przypomniał, że do tej pory giełda była wielkim słoniem, którego każdy omija i nie zauważa na rynku startupowym. - Po ogłoszeniu programu ludzie przyznali, że giełda jest źródłem networkingu i kapitału – stwierdził.
- Nasz program pokazuje, że jest taka ścieżka jak rynek kapitałowy. To też jest źródło finansowania poza funduszami VC, private equity czy dotacjami unijnymi – dodał.
Regiec zaznaczył, że w Polsce NewConnect ma średnią opinię, a z punktu widzenia ponad 500 spółek, które tam były, to jest sukces. - Chcemy odczarować ten rynek – mówił.
- Oceną miary sukcesu programu będzie liczba debiutów i tego jak szybko po akceleracyjnym okresie startupy będą rosły – podsumował.