Józef Wojciechowski, przewodniczący rady nadzorczej i głównym akcjonariusz J.W. Construction, po przeprowadzonym niedawno wezwaniu do sprzedaży wszystkich akcji, zwiększył zaangażowanie w spółce z prawie 66 do 85,6 proc. Wystarczyłoby więc, by milioner dokupił jeszcze 4,4 proc. papierów, by zyskać prawo do przeprowadzenia przymusowego wykupu udziałowców mniejszościowych. Choć w ostatnim czasie inwestorzy ściągają z parkietu spółki jedna za drugą, jeden z najbogatszych Polaków zapewnia, że nie ma takich intencji wobec J.W. Construction.

Prestiż i wiarygodność

Jaki jest zatem sens utrzymywania na giełdzie spółki po tak istotnym zmniejszeniu udziału akcjonariuszy mniejszościowych? – Gdyby obecność na giełdzie nie przynosiła żadnych korzyści, to i my byśmy z niej zeszli. Kluczowe jest to, że spółka notowana jest transparentna i przez to lepiej odbierana przez kontrahentów. I to jest w zasadzie główny powód – wyjaśnia Wojciechowski.

Poza wzrostem ryzyka doprowadzenia do przymusowego wykupu, spadek udziału akcjonariuszy mniejszościowych może mieć inne, istotne konsekwencje. Firma nigdy nie wypłacała dywidend, teraz motywacja dodatkowo spadła. Jak na ironię J.W. Construction wchodzi teraz w okres księgowania bardzo dobrych zysków – głównie dzięki przekazywaniu mieszkań z warszawskiego projektu Bliska Wola.

– W najbliższym czasie nie ma planów wypłacania dywidendy. Co będzie w przyszłości, zobaczymy – przyznaje Wojciechowski. – Na razie chcemy nieco odbudować bank ziemi, dawno nie robiliśmy zakupów – dodaje. Na celowniku są grunty w Warszawie, Trójmieście, Krakowie i Poznaniu.

Stabilizacja i ostrożność

W 2016 r. J.W. Construction sprzedało 1,58 tys. mieszkań, czyli prawie tyle samo, ile rok wcześniej. Konkurencja notowała wówczas znaczny wzrost i rekordowe wolumeny. Co więcej, liderzy branży zapowiadają dużą poprawę w 2017 r. Jak na tym tle może wypaść warszawski deweloper? W I kwartale br. sprzedaż wzrosła o 17 proc., do 401 lokali. Zdaniem Wojciechowskiego w całym 2017 r. sprzedaż może się zwiększyć z powodu większej oferty, ale nie należy się spodziewać fajerwerków.

– Nie nastawiamy się na jakieś wielkie liczby. W 2006 r. sprzedaliśmy 4 tys. mieszkań, ale znacznej części klienci nie odebrali – mówi Wojciechowski. Dodaje, że podobne doświadczenie ma z rynku amerykańskiego, gdzie spędził kilkanaście lat przed powrotem do Polski w latach 90. – Tam też, kiedy pieniądz podrożał, większość klientów zrezygnowała z zakupu i zostałem z dużym portfelem nieruchomości. Takie sytuacje się zdarzają co jakiś czas. Dziś wprawdzie mamy ustawę deweloperską i klient nie może zrezygnować z umowy bez powodu, tak jak było to kilka lat temu, ale zdarza się, że trzeba oddać wpłacone pieniądze – mówi Wojciechowski.

Popyt na mieszkania z rynku pierwotnego napędzany jest niskim stopami procentowymi i dobrą sytuacją gospodarczą. Zdaniem Wojciechowskiego po tłustych latach trzeba się jednak liczyć z cyklicznym schłodzeniem koniunktury. – Nie sądzę, żeby rynek się załamał – w końcu wciąż są bardzo duże potrzeby mieszkaniowe. Działamy od 24 lat, nawet w najtrudniejszych momentach sprzedawaliśmy 1 tys. mieszkań rocznie – podkreśla milioner.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Warto wspierać rynek

Jak Wojciechowski zapatruje się na zakończenie programu „Mieszkanie dla młodych" i skoncentrowanie się rządu na programie Mieszkanie+, nastawionego na masową budowę lokali na wynajem? – Dużą część dorosłego życia spędziłem w Stanach, które uchodzą za kraj drapieżnego kapitalizmu, gdzie niczego się nie dofinansowuje. Ale pamiętam, że realizowane tam były przeróżne programy – np. preferencyjne kredyty dla nabywców pierwszego w życiu mieszkania – mówi Wojciechowski. – Moim zdaniem, państwo powinno dbać o to, by młody człowiek miał poczucie stabilizacji. Pozbawienie konsumentów jakiegokolwiek wsparcia uważam za dużą niedogodność, bo przecież przed MdM były inne programy. Zanim Mieszkanie+ stanie się znaczącym elementem rynku, minie dużo czasu – tego nie uda się wykonać na dużą skalę w dwa, trzy lata – podsumowuje.