– Tuż przed wyborami politycy nie chcą otwierać dyskusji na temat pogarszania się sytuacji w gospodarce, bo to mogłoby ich narazić na krytykę – zwraca uwagę prof. Dariusz Rosati, były członek Rady Polityki Pieniężnej i kandydat do Sejmu z listy Platformy Obywatelskiej.

Jeśli jednak Polska chce dotrzymać złożonej Brukseli obietnicy obniżenia deficytu finansów publicznych w przyszłym roku poniżej 3 proc. PKB, potrzebne będzie znalezienie nowych oszczędności lub większych dochodów.

Czytaj także:



Jabłoński: Budżet zamiatany pod dywan

Mimo toczącej się kampanii wyborczej powinna teraz trwać debata nad przyszłoroczną kondycją kasy państwa – sugerują ekonomiści. Powód? Przyjęte w maju przez rząd założenia budżetowe – z uwagi na oczekiwane spowolnienie gospodarki – są już zbyt optymistyczne.

Analitycy stawiają raczej na 3-proc., a nie 4-proc., wzrost PKB (tyle założył rząd) oraz niższe niż przyjęte 9-proc. tempo wzrostu dochodów z podatków. Ostatnie tygodnie pokazały, że obecnie trudno się spodziewać takich wyników, gdy Europie Zachodniej grozi recesja.

4 procent - w takim tempie w ocenie rządu będzie się w 2012 roku rozwijała polska gospodarka

– Rząd ma bardzo optymistyczne, żeby nie powiedzieć: nierealistyczne, założenia na  2012 r. – mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów. Rosati dodaje, że zasada ostrożności, jaka obowiązuje przy przygotowywaniu planu dochodów i wydatków, nakazuje przyjąć bardziej pesymistyczne założenia.

– Nie przewidujemy żadnych zmian w projekcie ustawy budżetowej na przyszły rok – mówi tymczasem „Rz" Małgorzata Brzoza, rzecznik Ministerstwa Finansów. – Nie prowadzimy w tej chwili nad nim żadnych prac.

Projekt był już wstępnie zaakceptowany przez rząd 5 maja i skierowany do konsultacji w Komisji Trójstronnej. Premier chciał uchwalenia budżetu przed wakacjami, ale OPZZ zablokowało prace. Będą one kontynuowane we wrześniu – w drugiej połowie miesiąca projekt ma zostać przyjęty przez rząd i wtedy trafi pod obrady parlamentu.

– Gdyby miały zostać wprowadzone zmiany w podatkach, dyskusja o tym musiałaby się rozpocząć już dziś – mówi

prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PwC. – W listopadzie będzie za późno na podwyżki podatków dochodowych, chyba że rząd zdecyduje się podnieść VAT i akcyzę. Moim zdaniem pierwszym krokiem powinna być likwidacja ulg, zwłaszcza prorodzinnej i internetowej.

W ocenie Gronickiego trudno jednak oczekiwać, że tuż po wyborach politycy zdecydują się na taki krok. – Skoro wskutek niższego wzrostu gospodarczego dochody podatkowe będą niższe, to najprawdopodobniej o tyle zmniejszą się wydatki na inwestycje – uważa ekonomista.