Podwyżki podatków i opłat, oprócz cięcia wydatków, są jednymi z powszechniejszych sposobów samorządów na podreperowanie finansów w czasie kryzysu. Nie wszędzie jednak pomysły burmistrzów i wójtów udaje się przeforsować. Radni nie zgadzają się na dodatkowe obciążenia finansowe dla mieszkańców. Włodarze odpowiadają: to oznacza głębsze cięcia wydatków.

Zobacz »

Samorząd

»

Finanse

»

Budżet

Prezydentowi Kielc Wojciechowi Lubawskiemu w czwartek po raz trzeci w ostatnich miesiącach nie udało się przekonać radnych do podwyżek podatku od nieruchomości. Jego propozycja zakładała 8-procentowy wzrost dla przedsiębiorców i 4-procentowy dla osób fizycznych. Budżet miasta miał zyskać na tym dodatkowe prawie 5 mln zł.

Wystarczy,  że rząd podwyższa

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Głosami klubów PO, PSL i PiS kieleccy radni nie zgodzili się na wprowadzenie projektu uchwały do porządku sesji. Prezydent ostentacyjnie opuścił salę posiedzeń i zapowiedział, że więcej na sesji się nie pojawi. – Nie dając szansy na rzeczową dyskusję dotyczącą finansów miasta, radni upokorzyli prezydenta – mówi Andrzej Sygut, zastępca prezydenta Kielc.

Radny PSL Włodzimierz Wielgus nazywa to dziecinadą i tłumaczy, że nawet w czasie recesji nie można po raz kolejny sięgać do kieszeni mieszkańców. Zaznacza, że w tym roku radni zgodzili się już m.in. na podwyżkę ogrzewania, wzrosły też opłaty za parkowanie.

Sygut uważa jednak, że decyzja radnych i tak może uderzyć w podatników. – Będziemy musieli ciąć wydatki bieżące w tych obszarach, gdzie jest najwięcej pieniędzy, czyli w edukacji i pomocy społecznej – ostrzega.

10-procentowej podwyżki podatku od nieruchomości nie udało się wprowadzić też dwa tygodnie temu w Zakopanem. Radni uznali, że mieszkańcy i tak są obciążani nieustannymi podwyżkami rządowymi. – I nie przemawiało do nich nawet to, że podatki lokalne zostają w samorządzie – mówi Helena Mamcarz, skarbnik Zakopanego. Miasto miało zyskać 1,6 mln zł (w 96-milionowym budżecie). – Ten budżet i tak ciężko mi się planowało, a teraz jeszcze trzeba będzie ciąć wydatki bieżące na brakujące 1,6 mln zł. Rzecz nie do wyobrażenia – ubolewa Mamcarz.

Podkreśla, że podwyżka miała być pierwszą od 2008 r. i nie pokryłaby nawet inflacji z tego okresu.

W Garwolinie (woj. mazowieckie) stawki podatku nie zmieniają się od siedmiu lat. Dlatego tamtejsze władze próbowały przekonać radę do konieczności pozyskania z tego tytułu dodatkowych 300 tys. zł, na które składać się miała 8-procentowa podwyżka dla przedsiębiorców i 5-procentowa dla osób fizycznych. Bez skutku.

Fiaskiem zakończyła się też podobna inicjatywa m.in. prezydentów Pabianic i Radomska (woj. łódzkie).

A w Lublinie wewnątrzpartyjną awanturą zakończyła się niedawna próba podniesienia cen biletów komunikacji miejskiej z 2,4 zł do 2,8 zł. Propozycję prezydenta Krzysztofa Żuka (PO) zbojkotowali jego partyjni koledzy w radzie miasta. Projekt przepadł.

Ludzie i polityka

– Dla samorządów kryzys oznacza mniejsze wpływy do kasy, które trzeba załatać, więc tego typu decyzje są racjonalne. Ale nie można zapominać o tym, że podwyżki to system naczyń połączonych – mówi prof. Stanisław Michałowski, politolog z UMCS w Lublinie. – Jeśli zestawimy z pozoru niewielki wzrost podatku od nieruchomości z podniesieniem np. opłat targowych, podatków od posiadania psa, a przede wszystkim szalejącą ceną benzyny, to zobaczymy, że nawet drobne podwyżki nie pozostają bez wpływu na domowe budżety podatników, a zarazem wyborców. Potrzebny jest umiar. Granice wytrzymałości społecznej muszą być zachowane.

Rozmówcy "Rz" przyznają, że nie bez znaczenia jest polityka.

– Naszym zadaniem jest kontrola prezydenta i z tego rozliczają nas wyborcy. Nie będziemy głosować nad wszystkim, co się nam pod nos podsunie – mówi kielecki radny Włodzimierz Wielgus.

Plan Ministerstwa Finansów

Spór o limit deficytu samorządów

Maksymalnie 10 mld zł ma wynieść deficyt w budżetach miast czy gmin w 2012 roku – planuje resort finansów. W 2013 r. limit ma wynieść 9 mld zł, a począwszy od 2014 r. – 8 mld zł. To podstawowe zapisy przedstawionego w piątek projektu nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Z prognoz samorządów wynika, że dziura budżetowa sięgnie 12 mld zł. To o 2 mld zł więcej niż limit, ale zwykle samorządy wykonują swoje plany w 50 – 60 proc.

Organizacje samorządowe będą protestować przeciw propozycjom Ministerstwa Finansów. Chodzi głównie o zapis, że od 2014 r. limit miałby wynosić 8 mld zł.

Niski poziom dopuszczalnego deficytu może bowiem uniemożliwić samorządom wykorzystanie unijnych dotacji.

awc

Zobacz także:

Samorząd » Finanse » Podatki i opłaty