Na koniec 2013 r. deficyt w kasie państwa wyniósł 42,5 mld zł – poinformowała także wczoraj wiceminister finansów Hanna Majszyczyk. To nieco ponad 9 mld zł mniej niż plan po nowelizacji (czyli 51,6 mld zł). Udało się to osiągnąć dzięki o 6 mld zł niższym wydatkom i o 3 mld zł wyższych dochodom. – Takie dostosowanie po stronie wydatków prawdopodobnie było możliwe głównie przez cięcia inwestycji, a to oznacza, że polityka państwa nie wspomagała wzrostu gospodarczego – zauważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Mimo osiągnięcia lepszych wyników od planu 2013 rok był dla budżetu wyjątkowo trudny. Dochody ogółem okazały się aż o 8,9 mld zł niższe niż w 2012 r. Szczególnie duży uszczerbek zanotowano w podatku VAT (wpływy mniejsze o 6,4 mld zł) oraz z CIT (o 2 mld zł) – wynika z analizy „Rz". – To źródła najbardziej czułe na obniżenie aktywności gospodarczej. Potwierdzają, że nowelizacja była konieczna – zauważa Mirosław Gronicki, b. minister finansów.
W samym IV kw. 2013 r. gospodarka rozwijała się już w przyzwoitym tempie. Jak szacuje minister Szczurek, PKB wzrósł o 2,9 proc. wobec 0,8 proc. w I kw. Przełożyło się to także na lepsze wyniki budżetu, choć nie rozwiązało jego wszystkich problemów. Dochody z PIT były o 6 proc. wyższe niż w IV kw. 2012 r. (wobec wzrostu o 4,7 proc. w całym roku), z akcyzy – o 4,8 proc. (w całym roku +0,5 proc.), a z CIT – o 2,7 proc. (w całym roku -7,8 proc.). Tylko VAT ciągle się nie odbił – w IV kw. spadek o 1,3 proc. (w całym 2013 r. o 5,4 proc.).
– Podobnie mogą wyglądać dochody państwa na początku 2014 r. – uważa Jankowiak. – Im bardziej eksport napędza gospodarkę, im mniejsze jest ożywienie w popycie krajowym, a inflacja utrzymuje się na niskim poziomie, tym wpływy z VAT ciągle nieimponujące – wyjaśnia.
– W pierwszej połowie roku, przy nie najwyższej konsumpcji gospodarstw domowych i inwestycjach przedsiębiorstw, na nagłą poprawę w dochodach resort finansów nie ma co liczyć. Ale to będzie zgodne z przyjętymi przez rząd założeniami – dodaje Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Polska. —acw
Belka o oczekiwaniach na podwyżki
Rada Polityki Pieniężnej nie ruszyła stóp procentowych (podstawowa to 2,5 proc.) i powtórzyła, że koszt pieniądza pozostanie na obecnym poziomie co najmniej do połowy roku. W ostatnich tygodniach zaostrzyły się apetyty inwestorów na podwyżki stóp. To efekt optymistycznych wypowiedzi niektórych członków RPP. Jerzy Hausner mówił w wywiadzie dla „Rz", że według jego prognoz gospodarka rozwija się szybciej, niż spodziewa się bank centralny, a w III kw. wzrost PKB może sięgnąć nawet 4 proc. Prezes NBP Marek Belka studzi jednak oczekiwania na szybkie rozpoczęcie podwyżek stóp. – Gospodarka przyspiesza, a inflacja pozostaje pod kontrolą. Każdy prowadzący politykę pieniężną marzy o takiej sytuacji. Nie widzę powodów, aby wykonywać nerwowe ruchy – powiedział wczoraj podczas konferencji prasowej. – Chcemy dać silny sygnał rynkowi, że sytuacja jest pod kontrolą, i nie ma powodów, aby zmieniać podejście – dodał. Belka zaznaczył, że nie wystarczy sam szybszy wzrost gospodarczy, aby RPP zdecydowała się zmienić politykę. – Bardzo dużo zależy od tego, jakie będą prognozy dotyczące inflacji (...). Więcej światła w dłuższym horyzoncie rzuci marcowa projekcja inflacyjna – powiedział. Już za miesiąc poznamy najnowsze prognozy banku centralnego do roku 2016. Na politykę RPP nie powinno też mieć wpływu ostatnie osłabienie złotego. – To sytuacja przejściowa, już odrabiamy straty. Jedynie nadzwyczajne ruchy, nadzwyczajna dynamika na rynku walutowym sprawia, że sygnalizujemy rynkowi naszą obecność. Nic takiego nie miało miejsca – uspokajał Marek Belka. —agmk