Bohater „Konesera”, który dziś wchodzi na nasze ekrany, ma na nazwisko Oldman. I wyjątkowo ono do niego pasuje. To kostyczny mężczyzna w garniturze ze staromodną kamizelką, historyk sztuki, handlarz antykami, człowiek, który jak nikt inny potrafi prowadzić aukcje cennych dzieł.
Virgil Oldman ma zasady, których nigdy nie łamie. Utrzymuje dystans do świata, z nikim się nie spoufala, żyje otoczony niewidzialnym murem. Ale ma też swoją tajemnicę. W luksusowym domu, w tajnym pomieszczeniu, trzyma kolekcję obrazów. Portrety kobiet, malowane przez mistrzów, warte miliony euro.
Samotnik
W szczelnie zamkniętym gabinecie, wśród dam z różnych epok, tytułowy koneser czuje się najszczęśliwszy. Ale w dniu 61. urodzin odbiera telefon od młodej kobiety, która prosi go, by zinwentaryzował i wycenił majątek, jaki odziedziczyła po zmarłych rodzicach. Dla Virgila zaczyna się dziwny czas. Dziewczyna prowadzi z nim grę. Cierpi na uraz psychiczny, który nie pozwala jej pokazywać się publicznie. Virgil jest nią coraz bardziej zainteresowany i powoli kruszy jej opór. Staje się powiernikiem, opiekunem. I... zakochuje się.
Giuseppe Tornatore zrobił film stylowy. Zanurzył widza w świecie sztuki. Nie po raz pierwszy. To on kiedyś oddał piękny hołd kinu, w „Cinema Paradiso” wrócił do rodzinnego miasteczka na Sycylii, gdzie jako chłopiec zaprzyjaźnił się z kinooperatorem i zakochał w sztuce filmowej.
Magia ruchomych obrazów wciągnęła go całkowicie. Tornatore zrobił przecież także film „1900 – człowiek legenda” poświęcony genialnemu muzykowi.
Zwiastun filmu "Koneser"
Sycylijczyk
Filmy urodzonego w 1956 roku Giuseppe Tornatore są bardzo osobiste. Trochę tak, jakby nimi sam z sobą się rozliczał. Często wraca do rodzinnych stron. „Cinema Paradiso” powstało w Bagherii – mieście, w którym się wychował, na Sycylii rozgrywała się akcja „Sprzedawcy marzeń”, potem Sycylia stała się bohaterem „Maleny”, a wreszcie poświęcił jej wielką polityczno-rodzinną sagę „Baaria”.
– Wierzę, że miejsce, gdzie spędza się dzieciństwo, na zawsze odciska swoje piętno – powiedział mi kiedyś w rozmowie. – Nie daje się tego wymazać. Tak jak kodu DNA. Można zmienić otoczenie, styl, język, ale w środku człowiek pozostaje taki sam. Urodziłem się na Sycylii i mieszkałem tam do 26. roku życia. Moja rodzina do dzisiaj żyje w Bagherii. Dlatego to miejsce wywarło ogromny wpływ na moją osobowość. Myślę zresztą, że jest w jego kulturze i tradycji coś szczególnego. Na niewielkim skrawku ziemi można tu znaleźć wszystkie możliwe konflikty. Ludzie mają wyraziste osobowości i temperamenty. Namiętności wybuchają z ogromną siłą. Mafia też narodziła się na tej wyspie dlatego, że ludzkie żądze i namiętności podniesione są tu do potęgi. A mafia to przecież pieniądze, władza, ale także lojalność, zdrada, zemsta, zazdrość i miłość.
To na Sycylii zaraził się też Tornatore miłością do kina. – Kiedy miałem dwadzieścia parę lat, chodziłem do starego kina – opowiada. – Kiedyś właściciel poprosił mnie, żebym pomógł mu rozmontować projektor. Powiedział: „Jak to zrobisz, możesz go zabrać”. Pracowałem cały dzień w walącym się, pustym budynku.
Siedem lat później Tornatore zrobił „Cinema Paradiso”. Ale, jak przyznaje, ideę tego filmu nosił w sobie od tamtego dnia.
We wszystkich filmach Giuseppe Tornatore czuło się południowy temperament. „Koneser” jest inny. Znacznie chłodniejszy, elegancki, bardziej nordycki. A przecież też bardzo w stylu tego reżysera.
Artysta
Obok Sycylii tematem, do którego Tornatore powraca, jest sztuka. I jej przenikanie się z rzeczywistością. Sztuka może dać życie albo je zniszczyć. Życie może stać się inspiracją dla sztuki, ale też może ją zniszczyć. Dla Salvatore z „Cinema Paradiso” kino było wszystkim. Stworzyło go. Ale już w przypadku muzyka, bohatera filmu „1900 – człowiek legenda”, było inaczej.
Wychowany na statku podrzutek emigrant, genialny artysta, szykował się do wydania płyty z przepiękną, przepełnioną miłością muzyką. To miał być jego wielki sukces, zasłużony triumf. A jednak gdy kobieta, którą kochał, opuściła statek, a on nie miał siły, by za nią pójść, zerwał kontrakt i zniszczył nagranie.
W „Koneserze” życie też okazuje się silniejsze i bardziej niebezpieczne od sztuki. Namiętność może przynieść tragedię. Stary Virgil, genialnie zagrany przez Geoffreya Rusha, w wykwintnym świecie antyków zestarzał się i skostniał. Okopał się w swojej samotności jak w twierdzy. Ale był bezpieczny. Kobieta, miłość, obudzone tęsknoty zburzyły mur oddzielający go od codzienności.
Giuseppe Tornatore w gruncie rzeczy zrobił film o wychodzeniu ze skorupy. O budzeniu się uczucia. O rezygnacji z bezpiecznego świata po to, by móc przeżyć coś ważnego, prawdziwego. Jednak opuszczenie życiowego kokonu może okazać się niebezpieczne. Virgil Oldman doskonale wie, co w sztuce jest autentykiem, a co fałszerstwem, w życiu nie potrafi natomiast odróżnić prawdy od kłamstwa.
„Koneser”, który zaczyna się jak finezyjny dramat psychologiczny, kończy się jak thriller. Ale czy to znaczy, że nie warto ryzykować?