Przed dwoma laty nagrodą tą uhonorowana została „Ida” Pawła Pawlikowskiego. W tym roku nie ma polskiego filmu w najlepszej dziesiątce. Znalazły się w niej:
„As I Open My Eyes” Leyli Bouzid (Franccja/Tunezja/Belgia/Zjednoczone Emiraty Arabskie)
„A Syrian Love Story” Seana McAllistera (Wielka Brytania)
„Letters from War” Ivo Ferreira (Portugalia)
„Wojna” Tobiasa Lindholma (Dania)
„Things to Come” Mii Hansen-Love (Francja/Niemcy)
„Like Crazy” Paolo Virziego (Włochy/Francja)
„My Life as Courgette” Claude’a Barrasa (Szwajcaria/Francja)
„Sierranevada” Cristi Puiu (Rumunia/Francja)
„Suntan” Argyrisa Papadimitropoulosa (Grecja/Niemcy)
„Toni Erdmann” Maren Ade (Niemcy/Austria/Rumunia)
W tegorocznym zestawie znalazły się tytuły bardzo różne. Są tu mocne dramaty społeczne (m.in. opowiadające o losie uchodźcow), jest opowieść o dewastacji psychicznej na współczesnej wojnie, są próby przyjrzenia się dzisiejszej moralności, często zresztą oczami kobiet.
Trójka finalistów zostanie ogłoszona w Rzymie, podczas konferencji prasowej weneckiej sekcji „Venice Days” pod koniec lipca br. Tytuły te dostaną wsparcie w postaci sfinansowania napisów w 24 językach europejskich. Zdobywcę Lux Prize poznamy 23 listopada w Strasbourgu. Parlament wesprze jego promocję na wszystkich europejskich rynkach.