Tamten film intrygował tajemnicą i oryginalną wizją plastyczną świata po zagładzie. Niestety, po rozdęciu go do rozmiarów pełnometrażowej animacji stracił wszystkie atuty.

[link=http://www.rp.pl/galeria/9131,2,364711.html] Zobacz galerię zdjęć[/link]

Powstała schematyczna fabuła rodem z kina akcji – tyle że podana w fantazyjnej otoczce.

Uszyta z juty laleczka z numerem 9 na plecach i wmontowanym w środku mechanizmem, dzięki któremu może się poruszać i mówić, ożywa w ciemnym, zakurzonym pomieszczeniu. Kiedy wychodzi na zewnątrz, widzi zgliszcza domów, leje po bombach, góry śmieci i wszelkiego rodzaju żelastwa. Na pierwszy rzut oka świat, z którego wyparowało życie.

Jednak wśród złomu żyją podobne do numeru 9 istoty, na które poluje mechaniczna bestia – osobliwe skrzyżowanie szkieletu dinozaura z psem. Stwór porywa jedną z lalek. 9 chce jej pomóc, ale rządzący grupką szmacianek 1 stanowczo się temu sprzeciwia...

Satysfakcja z rozwiązywania zagadek wykreowanego przez Ackera świata jest niewielka. Zawodu nie rekompensuje nawet płynna animacja i wartkie tempo. Reżyserowi szybko kończą się fabularne pomysły. Akcja sprowadza się do ciągłych starć laleczek z coraz bardziej wymyślnymi maszynami. Przy okazji odkrywamy, że do apokalipsy doprowadzili ludzie, którzy nie potrafili odpowiednio skorzystać z dobrodziejstw postępu.

Takie banały można odnaleźć w co drugim filmie science fiction klasy B, choć „9” firmują nazwiskami ludzie z hollywoodzkiej top listy. Producentami pełnometrażowego debiutu Ackera zostali Tim Burton i Timur Bekmambetow.

[i]USA 2009, reż. Shane Acker, wyk. Elijah Wood, John C. Reilly, Jennifer Connelly [/i]