Reklama

Filmowa córka Jeffa Bridgesa, Brada Pitta i Stephena Dorffa

Z 11-letnią Elle Fanning o rolach u boku wielkich gwiazd Hollywoodu i jej codziennym życiu rozmawia Barbara Hollender

Publikacja: 30.03.2011 19:46

Elle Fanning w filmie „Somewhere” Sofii Coppoli

Elle Fanning w filmie „Somewhere” Sofii Coppoli

Foto: Forum

Rz: Jak bardzo różni się twoje życie od życia innych jedenastolatek?

Elle Fanning:

Nie wiem, wcale tego nie czuję. Chodzę do szkoły, mam fajną rodzinę i przyjaciół. Lubię słuchać piosenek Beyonce. A kiedy chcę wybrać się do kina, muszę najpierw zapytać mamę, czy mogę. Jak każda dziewczyna w moim wieku.

Ale nie każda gra w filmach u boku wielkich gwiazd i chodzi po czerwonym dywanie na festiwalu w Wenecji.

No, tak, to jest super. Ale zaimponowałam kolegom tylko raz, gdy na premierę „Zmierzchu", w którym grała moja siostra Dakota, zabrałam przyjaciółkę. Dla niej to było przeżycie, bo kocha się w Pattinsonie. Dakota wcześnie zaczęła dostawać role, ja stanęłam pierwszy raz przed kamerą, gdy miałam 2 lata. Oswoiłyśmy się z różnymi galami, a poza tym one nie zdarzają się często. Na co dzień jest zwykła praca.

Reklama
Reklama

Nie miałaś tremy wchodząc w świat ludzi, których znałaś z kina, telewizji, kolorowych pism?

Nie. Moja siostra grała w filmach, więc pomyślałam: „Ja też mogę".

W swoim filmowym życiu miałaś bardzo sławnych ojców: Jeffa Bridgesa, Brada Pitta, teraz Stephena Dorffa.

W filmie „Babel" Brad Pitt pracował w Maroku, a ja w Meksyku. Spotkaliśmy się tylko raz, powiedział na powitanie: „Cześć, mała, nareszcie cię poznałem, a przecież to nasz drugi wspólny film". To prawda, wcześniej grałam w „Przypadku Benjamina Buttona". Natomiast Stephen Dorff był dla mnie jak prawdziwy tata.

W „Somewhere. Między miejscami" czuje się między wami prawdziwą chemię.

Bo polubiliśmy się. Trochę dzięki Sofii. Na długo przed rozpoczęciem poprosiła, żebyśmy czasem ze Stephenem razem gdzieś poszli, poznali się lepiej. No i on kilka razy zabrał mnie na spacer albo kręgle. Raz nawet przyszedł do mnie do szkoły, na mecz siatkówki.

Reklama
Reklama

W filmie jeździsz na łyżwach. Sama, bez dublerki.

Codziennie przed szkołą, o piątej rano chodziłam na lodowisko i ćwiczyłam z trenerką. Przez dwa miesiące, dzień w dzień. Jestem przyzwyczajona do różnych zajęć, od dziecka uczyłam się tańca baletowego i śpiewu. Jak gram w filmie, to po zejściu planu, zawsze siadam do nauki z nauczycielką. Nie mogę przecież oblać egzaminów.

Nie czujesz się przepracowana?

Skądże! Zresztą, gram przez dwa, trzy miesiące w roku, a potem mam wolne. I zaraz tęsknię za kinem.

Dlaczego?

Przy pracy nad „Somewhere" chodziłam po Chateau Marmont i myślałam: „Boże, po tych samych korytarzach chodziła kiedyś Marilym Monroe". Czy nie super? Gdy miałam 9 lat, byłam z filmem w Budapeszcie. Z Inarritu spędziliśmy kilka tygodni w Meksyku. Dzięki temu mam na przykład ochotę poznawać inne języki. Moja babcia była z pochodzenia Niemką, miała ośmioro dzieci, ale nie mówiła do nich nigdy po niemiecku. Tata nie zna tego języka, ja chcę się go nauczyć.

Reklama
Reklama

„Somewhere" to film także o tym, że hollywoodzkie gwiazdy tracą kontakt z prawdziwym życiem. Nie boisz się tego?

Nie. Poza planem Dakota i ja mamy normalne życie. Koledzy też nie rozmawiają ze mną o moich rolach.

A kupiłaś sobie coś specjalnego za własne pieniądze?

O każdy ciuch czy buty muszę prosić mamę. Nie dysponuję swoimi pieniędzmi, nawet nie wiem, ile zarabiam. Tym zajmują się rodzice.

Myślisz czasem o przyszłości?

Reklama
Reklama

Tak, bardzo chcę grać. Ale też uwielbiam modę. Jak będę starsza, może uda mi obie te rzeczy łączyć. Kiedyś chciałam zostać baletnicą, ale kariera tancerki trwa bardzo krótko, a grać można przez całe życie.

Za kilka lat czeka cię trudny moment. Niełatwo jest zamienić się z dziecięcej gwiazdy w dorosłego aktora.

Kilku aktorkom się to udało, dlaczego ma się nie udać mnie? Zresztą, cóż w tym dziwnego? Każdy musi kiedyś dorosnąć. Niezależnie od tego, co robi.

Rozmawiała Barbara Hollender

Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama