Artykuł z archiwum tygodnika Uważam Rze
Samotny człowieczek przeciw bezdusznemu systemowi. Gdyby taki człowieczek grał w filmie amerykańskim, to dzięki determinacji i sprytowi wykiwałby system. I jeszcze na tym zarobił. Ale że jednostka taka występuje w filmie polskim, więc zostaje zgnojona. Dokładnie i dla postrachu.
Nie ma mocnych
Na przykładzie podał to reżyser Ryszard Bugajski (nigdy nie zapomnimy mu jego „Przesłuchania") w swym najnowszym filmie „Układ zamknięty". Akcja biegnie tu tak: trzej operatywni biznesmeni świetnie prowadzą wysoko dochodową firmę; firma jest transparentna, wiadomo, ile zarabia. Nie trwa to długo – zaczynają się wokół niej kręcić faceci, którzy sami niczego nie produkują, ale mają atuty – mianowicie stanowiska, od których zależą nawet najlepiej stojące firmy. Konkretnie pan prokurator (w tej roli Janusz Gajos) i szef skarbówki (Kazimierz Kaczor). Obaj wychodzą z założenia, że haracz za tzw. święty spokój im się należy i bez skrępowania o niego występują.