Początki scjentologii sięgają lat 50. ubiegłego wieku, kiedy pisarz s-f Ron Hubbard wymyślił tzw. dianetykę, która miała być alternatywą dla psychologii i psychoterapii. Uznał, ze „człowiek jest istotą duchową ściągniętą w świat materii i cielesności. I że trzeba mu pomóc”. Sam stanął zatem na czele kościoła scjentologicznego. Jego kolebką jest Saint Hill w East Grinstead w Sussex.
Po śmierci Rona Hubbarda w 1986 roku, jego miejsce w kościelnej hierarchii scientologów zajął David Miscavige. To on właśnie w krótkim czasie awansował do stopnia inspektora generalnego do spraw etycznych Marty Rathbuna, jednego z bohaterów filmu dokumentalnego. W ten sposób Rathbun stał się ważnym członkiem władz kościoła. Do jego czołowych zadań należało tłumienie w zarodku wszelkich buntów i ukrywanie tajemnic nowego szefa.
Jednym z filarów scjentologii jest tajemnica ujawniana jedynie tym, którzy zapłacą tyle, by pokonać trzeci poziom zwany „ścianą ognia”, czyli poznać „prawdziwą historię ludzkości”. Wszystkie kolejne etapy wiedzy ezoterycznej kosztują słono - i rzecz jasna – są rozłożone na wiele lat.
– To jeden wielki przekręt, za który trzeba zapłacić 100 tysięcy dolarów – przyznaje po latach Marty Rathbun.
Szefowie sjentologicznego bractwa wpływają na członków nie tylko nauczaniem i zachętą, ale także grożąc wykluczeniem i cenzurując ich życie a, w razie potrzeby odsyłając do ośrodków reedukacyjnych. Kościół nadzoruje wszystkie sfery życia wiernych, którzy nie mogą się wiązać z nikim spoza kościoła. Młodzi wstępując do grupy zorganizowanej na wzór armii ślubują wierność kościołowi „w tym i w następnych wcieleniach”, jak głosi kontrakt na miliard lat.
Odejście ze scjentologicznej wspólnoty nie jest proste. Oznacza długie procedury, oświadczenia sławiące kościół i poważne darowizny na jego rzecz. Nie można też odmówić scentologom skuteczności działania – urząd podatkowy zwolnił ich z płacenia podatków jako instytucji niedochodowej.
Marty Rathbun jest najwyższym rangą scjentologiem, który postanowił wycofać się z kościoła. Doszedł jednak przy tym do wniosku, że nie jego wiara jest zła, ale kościół. Po odejściu zamieszkał w Teksasie i rozpuścił plotkę, że umarł, chcąc wieść spokojne życie. Kiedy zaczął prowadzić blog, informując także o organizowanych przez siebie sesjach terapeutycznych, jego stronę w internecie odwiedziło ponad 8,5 miliona ludzi, wśród nich wielu utożsamiających się z jego poglądami. Ale też dotarli do niego tzw. pogromcy heretyków, czyli zaufani Kościoła wyznaczeni do nękania odstępców. W miasteczku, w którym zamieszkał, przebywali 200 dni…
Premiera dokumentu „Scjentolodzy wyruszają na wojnę” we wtorek 10 listopada o godz. 22.55 w TVP 2.