Reklama

Młoda pisarka szuka sensu życia, ale nie znajduje

„Szatan kazał tańczyć" to karykatura artystyczno-hipsterskiej bohemy. Niestety, nieznośnie irytująca, bo też forma przerosła treść.

Katarzyna Rosłaniec spogląda na świat przez różowe hipsterskie okulary. Nawet zgłębiając ważne społecznie zjawiska, bardziej interesuje ją forma wizualna, kolorystyka obrazu balansująca na granicy kiczu niż analiza socjologiczna. I to się spodobało. Jej dwa pierwsze filmy przyciągnęły w sumie prawie milion widzów.

Zadebiutowała w 2010 roku „Galeriankami" o gimnazjalistkach prostytuujących się w galeriach handlowych w zamian za mniej lub bardziej wartościowe podarunki. Potem było „Bejbi Blues" (2013) – historia siedemnastolatki zachodzącej w ciążę, bo „chciała mieć coś do kochania". Dziesięć lat starsza Karolina (przekonująco narcystyczna brawurowa Magdalena Berus – największy atut filmu), bohaterka jej najnowszego filmu, gorączkowo i intensywnie konsumuje życie.

Karolina jest początkującą pisarką, której debiut – historia współczesnej Lolity – przyniósł międzynarodową sławę i uwolnił od trosk materialnych. Ale nie egzystencjalnych. Jej codzienność wypełnia pustka. Spragniona coraz to nowych wrażeń, nie wie, czego naprawdę chce. Prawdziwego uczucia, akceptacji – ale co właściwie znaczą te słowa?

Alkohol, narkotyki, seks, masturbacja, podróże po świecie, erotyczne sesje fotograficzne, konflikty z matką (Danuta Stenka) czy wreszcie ciąża nie zaspokoją potrzeby nowych, mocnych, ale do końca niewyartykułowanych wrażeń. Co najwyżej skrócą drogę do samozatracenia. Dosłownie, bo Karolina boryka się z poważnym problemem kardiologicznym. I nie przywrócą utraconej gdzieś pisarskiej weny.

Ukazany tu drapieżny, przekoloryzowany świat jest zlepkiem powierzchownych obserwacji i kalek na temat współczesnej młodej bohemy. Razi nachalną sztucznością, która zapewne zamierzona w efekcie niczemu nie służy.

Reklama
Reklama

To wrażenie pogłębia eksperymentalna forma. Hedonistyczne życie Karoliny reżyserka ukazała w 42 dwuminutowych epizodach (jakby nawiązujących do kręconych za pomocą Snapchata) uzasadnionych chaotycznością życia bohaterki, wspomaganych z offu narracją w wykonaniu reżyserki. Każdy jest osobny, wzajemnie się nie zazębiają. Do tego przedstawiony jest w formacie 4:3, nawiązującym do kwadratowych zdjęć z Instagrama.

Być może na smartfonie wypadnie to naturalnie, w kinie jest nieznośnie irytujące. W tym filmie forma zdecydowanie przerosła treść. Powstała efektowna – to trzeba przyznać – ale tylko wydmuszka.   

Film
„Pan Nikt kontra Putin”: narastająca propaganda reżimu obejmuje nawet dzieci
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Film
Renate Reinsve w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dziewczyna z małej wioski
Film
Rok Andrzeja Wajdy rozpocznie się 6 marca
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Film
Berlinale 2026: Złoty Niedźwiedź dla „Yellow Letters”
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama