Czy monopol, który miał chronić graczy i zasilać budżet, spełnia swoją rolę? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć uczestnicy panelu „Szara strefa” zorganizowanego podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia na rzecz Likwidacji Szarej Strefy Gier i Zakładów Wzajemnych „Graj Legalnie", zaczął od liczb. Obrót szarej strefy hazardowej w Polsce to 74 mld zł rocznie, 46 proc. całego rynku funkcjonuje poza prawem, ponad trzy miliony Polaków korzysta z nielegalnych serwisów – wśród nich kilkaset tysięcy nastolatków. Dane te pochodzą z raportów H2 Gambling Capital, globalnej firmy badawczej, z której wiedzy korzysta większość regulatorów z Europy i Ameryki.

Pieniądze uciekają do rosyjskich kasyn

Kostrubała przywiózł do Katowic również materiał przygotowany przez stowarzyszenie specjalnie na tę okazję. – Na jedno legalne kasyno online, które mamy w Polsce, przypada ponad sześć tys. nielegalnych stron – powiedział. Na jedną legalną firmę bukmacherską przypada około 400 nielegalnych domen. – Te dane wysyłamy dziś do ministerstwa i do Komisji Finansów Publicznych, bo chcemy, żeby ta informacja nie zakończyła się na dzisiejszym spotkaniu – zaznaczył.

Kim są operatorzy tych serwisów? Według danych stowarzyszenia dominują podmioty zarejestrowane w Curaçao – jurysdykcji, gdzie licencję można uzyskać za około 20 tys. euro. Ale to nie wszystko. – Gros tych podmiotów to kapitał rosyjski – mówił Kostrubała. Do niego uciekają pieniądze Polaków.

Ministerstwo Finansów prowadzi rejestr domen niedozwolonych – wpisało do niego już ponad 55 tys. adresów. Problem w tym, że rejestr ten jest nieskuteczny, co wytknął już w 2019 r. ówczesny prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski. Od tamtej pory lista urosła niemal sześciokrotnie, a mechanizmy blokowania płatności – w tym BLIK, który okazał się najpopularniejszą metodą rozliczeń w nielegalnych kasynach – nadal nie działają. Kary nałożone na operatorów z szarej strefy w ciągu ostatnich trzech lat to 50 tys. zł – wobec 74 mld zł obrotu. – Ten system kar nie działa – skwitował Kostrubała.

Obrazu dopełnił Marek Skrzyński, prezes Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem, który spojrzał na problem z perspektywy legalnych operatorów. Zapłacili oni w 2024 r. około 2,5 mld zł podatków, spełniają wymogi AML, prowadzą mechanizmy odpowiedzialnej gry i starają się dbać o to, by nie dopuszczać do gry nieletnich. Wszystko to przy podatku sięgającym 50 proc. przychodów – jednym z najwyższych w Europie. – Jednocześnie konkurujemy z podmiotami, które nie robią żadnej z tych rzeczy – mówił Skrzyński.

W 2025 r. Polacy wpłacili do nielegalnych operatorów szacunkowo 15 mld zł. Skrzyński zestawił tę kwotę z medialną burzą wokół afery kryptowalutowej. – Tutaj mówimy o 15 miliardach i cisza. Tylko czekamy, kiedy przyjdzie moment, że tamta afera będzie przy tym czymś stosunkowo niewielkim – ubolewał.

Poszukiwanie nowego modelu rynku

Co zatem należy zmienić? Kostrubała jest zwolennikiem otwarcia rynku na system licencyjny – śladem państw, które, jak mówił, w ten sposób przywróciły kontrolę państwa nad hazardem. Przykładów dostarczyła Birgitte Sand, była szefowa duńskiego regulatora, która nadzorowała tamtejszą liberalizację z 2012 r. Kiedy Dania otwierała rynek, kanalizacja – czyli udział legalnego obrotu w całości rynku – wynosiła zaledwie 10 proc. Rok po otwarciu skoczyła do 60 proc.

– Zanim te regulacje zostały wprowadzone, gracze udawali się gdzie indziej, sięgali po inne rozwiązania. Zaraz po otwarciu rynku działalność kasyn online wynurzyła się z głębokiej ciemności – mówiła Sand. Jej zdaniem kluczem nie była sama liberalizacja, lecz współpraca regulatora z podmiotami, które zdecydowały się kupić koncesje i płacić podatki. – Jedyny sposób na poprawę sytuacji to włączyć do współpracy tych uczestników rynku, którzy chcą działać legalnie. My i licencjonowane firmy jesteśmy po tej samej stronie – przekonywała.

Sand ostrzegała też, że znaczenie ma czas. Kiedy Dania przeprowadzała liberalizację, rynek online nie był jeszcze tak dojrzały jak dziś. – Teraz mamy rynki predykcyjne, media społecznościowe, kryptowaluty – to wszystko eksplodowało. Im szybciej zaczniemy działać, tym lepiej – mówiła.

Wypychanie graczy do szarej strefy

Prof. Artur Nowak-Far z SGH, były wiceminister spraw zagranicznych, zwracał uwagę, że sam model rynkowy jest wtórny wobec fundamentalnego problemu: nieefektywności państwa. – Państwo, które teraz sobie nie radzi, nie będzie sobie radziło również z jakimkolwiek innym modelem. Jego efektywność nie powstanie z tego powodu, że coś się zmieni w strukturach rynku – mówił. Ostrzegał też przed pochopną decyzją o liberalizacji, powołując się na orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE: rezygnacja z monopolu jest trudna do odwrócenia, a uzasadnieniem jakichkolwiek zmian nie może być zwiększenie dochodów budżetowych – jedynym dopuszczalnym celem jest podniesienie standardu ochrony graczy.

Kostrubała pod koniec półtoragodzinnej dyskusji zauważył, że przez ten czas „nikt nie powiedział, że jest dobrze”. – Każdy ma świadomość problemu (…). Obecny system wypycha graczy do szarej strefy. Nie możemy zgodzić się na utrzymanie status quo, bo to generuje nie tylko straty finansowe dla budżetu państwa, ale przede wszystkim straty społeczne. To jest ostatni dzwonek, żeby podjąć pilne i zdecydowane działania – apelował prezes „Graj Legalnie".

Brakującego elementu – dialogu między branżą a regulatorem – Kostrubała upatruje nie w braku dobrej woli, lecz w braku struktury. – Ministerstwo Finansów ciągle wraca z informacją, że monitoruje rynek i ma wszystko pod kontrolą – mówił. Jako wzór wskazał modele duński i norweski, gdzie dialog między regulatorem a rynkiem jest elementem systemu, a nie wyjątkiem.

Jakub Mikulski