Środki te mają być pozyskane w IV kw. z emisji obligacji przeprowadzonej przez BGK na rzecz Krajowego Funduszu Drogowego. Przez fundusz ma także przechodzić cała unijna kasa.
Konieczna będzie jednak restrukturyzacja finansowa funduszu, by tym zadaniom sprostać. Budowanie na kredyt to nic nadzwyczajnego i jest nawet wskazaną formą postępowania, odciążającą budżet państwa. Tyle tylko, że jest to metoda sprawdzalna w normalnych czasach.
Rząd chce więc przymusić OFE do wykupu obligacji drogowych. Prawnicy muszą odpowiedzieć, czy taka ingerencja w działalność gospodarczą nie łamie konstytucji. Przymus wykupu rodzi też obawy o oprocentowanie obligacji, a więc opłacalność takiej operacji dla przyszłych emerytów.
Deficyt pieniądza na rynku stwarza także niebezpieczeństwo niepozyskania środków z emisji albo przez Skarb Państwa (potrzeby pożyczkowe w tym roku to 155 mld zł), albo przez BGK, albo przez samorządy, które wiele rzeczy finansują z obligacji komunalnych. Alternatywą są instytucje finansowe takie jak Europejski Bank Inwestycyjny, skąd premier Tusk przywiózł obietnicę pozyskania 4 mld euro. Ale muszą być dobre projekty. Na więcej pewnie nie mamy szans, bo nie tylko Polska ma apetyt na tanie kredyty. Francja i Niemcy chcą olbrzymiej pożyczki dla motoryzacji.
Cięcia inwestycji zapowiedziano w infrastrukturze kolejowej. Odkładanie przetargów i przegląd inwestycji wywołały już panikę wśród wykonawców.