Reklama

Technologie mogą pomóc w walce z kryzysem

Dzięki udanej eksploatacji gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych na przestrzeni ostatniej dekady błękitne paliwo – z surowca rzadkiego i drogiego – stało się tam powszechnie dostępne i znacznie tańsze – pisze prezes PKN Orlen

Publikacja: 06.03.2013 05:53

Red

Dwa lata temu podczas swojego wystąpienia na CERAWeek nakreśliłem najważniejsze trendy, które moim zdaniem będą determinować przyszłość branży energetycznej. Zmiany, które wówczas można było dostrzec, nabrały teraz jeszcze większej dynamiki.

Według najnowszych scenariuszy opracowanych przez IHS CERA (scenariusz energetyczny Global Redesign „Globalne Przeprojektowanie" z listopada 2012 r.), w 2035 roku:

– zużycie energii na świecie będzie o połowę wyższe niż obecnie;

– światowe zużycie ropy naftowej będzie o 15 proc. wyższe niż obecnie, lecz zużycie samego gazu ziemnego wzrośnie aż o 70 proc.;

–węglowodory będą źródłem trzech czwartych zużywanej na świecie energii;

Reklama
Reklama

– ropa naftowa będzie nadal droga, lecz w ujęciu realnym cena baryłki surowca nie będzie wyższa niż obecnie.

A zatem, w perspektywie długoterminowej, popyt na węglowodory i ropę naftową nie zniknie. Oznacza to, że ktoś nadal będzie musiał tę ropę przerabiać.

Dobre i złe wiadomości

To doskonała wiadomość dla segmentu rafineryjnego – rafinerie nie odejdą do lamusa. Zła wiadomość jest taka, że rozkład popytu na świecie nie będzie równomierny.

Sedno problemu europejskiej polityki energetycznej tkwi w opacznym rozumieniu, czym w ogóle jest energia

Nastąpi przesunięcie sporej jego części w kierunku rynków, które obecnie rozwijają się najprężniej, takich jak Chiny czy Brazylia. Krzywa wzrostu europejskiego segmentu przerobu ropy i sprzedaży produktów ropopochodnych będzie spadać.

Kluczowym czynnikiem zmieniającym reguły gry nie tylko w obszarze „upstream", lecz również „downstream" jest gaz ziemny. Dzięki udanej eksploatacji gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych, na przestrzeni ostatniej dekady błękitne paliwo – z surowca rzadkiego i drogiego – stało się w USA powszechnie dostępnym i znacznie tańszym paliwem pochodzącym ze źródeł krajowych. Dzisiaj widzimy też, że sukces amerykańskiego gazu łupkowego udało się powielić również w przypadku ropy naftowej (tight oil).

Reklama
Reklama

Za sprawą rewolucyjnej technologii pozyskiwania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych w Ameryce Północnej nastąpiła znacząca poprawa w zakresie wszystkich trzech priorytetów polityki energetycznej, określanych mianem „Energetycznego Trylematu":

– zwiększa się bezpieczeństwo energetyczne kontynentu,

– rośnie liczba nowych, stałych miejsc pracy – zarówno w branży energetycznej, jak i poza nią,

– gaz ziemny zyskał powszechne uznanie jako paliwo okresu „przejścia" ku gospodarce niskoemisyjnej.

Na tle globalnej branży rafineryjnej, w Europie popyt w tym sektorze będzie rósł najwolniej

Informacje napływające z Ameryki Północnej niosą optymistyczne przesłanie dla całego świata: ograniczenie szkodliwych emisji przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności i utrzymaniu wzrostu gospodarczego jest możliwe. W istocie ten jakże pozytywny scenariusz można powielić w wielu innych krajach i regionach dzięki eksploatacji złóż gazu łupkowego na szeroką skalę.

Reklama
Reklama

Są jednak też i złe wieści dla świata. Mimo wszystkich wysiłków regulacyjnych w ostatnich latach emisja dwutlenku węgla w europejskim sektorze energetycznym wzrosła. W efekcie, między rokiem 2010 a 2012, w Europie odnotowano niemal 8-procentowy wzrost poziomu emisji CO2.

Ten niekorzystny obrót spraw ujawnia smutną prawdę o pozornie proekologicznych rozwiązaniach wypracowanych i wdrożonych przez główny ośrodek mający ambicję kreowania globalnej polityki klimatycznej – rozwiązania unijne po prostu się nie sprawdzają.

Instytucje Unii Europejskiej powinny potraktować ten kłopotliwy wzrost emisji jako sygnał ostrzegawczy – ostateczne wezwanie do pogłębionej refleksji nad rozwiązaniami, które umożliwiłyby krajom członkowskim Unii realizować skuteczną politykę energetyczną i klimatyczną w wymiarze globalnym.

Dlaczego ceny europejskiego gazu są wciąż tak wysokie i czy naprawdę musi tak być? Pytanie to jest szczególnie zasadne w kontekście znacznych, potencjalnych zasobów gazu ziemnego ze złóż niekonwencjonalnych na terenie Europy. Zamiast wykorzystać te zasoby w optymalny sposób, UE pogrąża się w dyskusji, czy wydobycie gazu ze źródeł niekonwencjonalnych może stanowić realne zagrożenie dla środowiska.

Unia powinna wziąć przykład z Ameryki

Unia powinna odrobić lekcję, której uczy przykład Stanów Zjednoczonych. Powinna uświadomić sobie potencjalne korzyści z wydobycia gazu łupkowego – w tym również korzyści dla środowiska – i pozwolić przedsiębiorcom działać, porzucając ogólnikowe założenie, że prace wiertnicze i zabiegi szczelinowania hydraulicznego są złe z samej definicji.  I tak zmarnowano już zbyt wiele czasu.

Reklama
Reklama

Moim zdaniem sedno problemu europejskiej polityki energetycznej tkwi w opacznym rozumieniu, czym w ogóle jest energia. Wszyscy dobrze wiemy, że energii się nie produkuje.

Wykorzystywana przez nas energia jest – i zawsze była – pozyskiwana z pierwotnych nośników energii za pomocą odpowiednich technologii.  Innymi słowy: energia to ni mniej, ni więcej, tylko technologia stosowana w celu przekształcenia energii pierwotnej w jej użyteczne formy.

Na początku każda nowa technologia przekształcania jednej formy energii w inną jest rewolucyjną innowacją, zmieniającą istniejący porządek rzeczy. Węgiel kamienny i silnik parowy, ropa i silnik wysokoprężny, elektrownie opalane węglem i gazem, wreszcie reaktory jądrowe – wszystkie te rewolucyjne wynalazki przyniosły radykalne i dalekosiężne zmiany, które – w swoim czasie – tworzyły i mobilizowały zasoby energii napędzającej rozwój świata.

Problem polega na tym, że z chwilą, gdy nowatorskie technologie pozyskiwania energii z paliw kopalnych weszły do użycia na skalę przemysłową, uwagę ludzkości zaczęły zaprzątać zasoby pierwotnych nośników energii, to jest węgla kamiennego, ropy naftowej i gazu ziemnego – które stanowią obecnie główny czynnik ograniczający rozwój branży energetycznej.

W rezultacie debata publiczna dotycząca energetyki nie koncentruje się już na kwestiach technologicznych – jej punkt ciężkości przeniósł się na problem samych zasobów. To oczywiste, że tego rodzaju debata rodzi pytania o zagrożenia środowiskowe i nie sprzyja pogłębionej dyskusji na temat zalet nowoczesnych technik wiertniczych.

Reklama
Reklama

Zastanówmy się zatem jak powinniśmy prowadzić działalność w obliczu tak ogromnego przełomu technologicznego? Co on dla nas oznacza? Czy powinniśmy pozostać w miejscu, w którym jesteśmy – w segmencie przetwórstwa ropy naftowej – czy też zaangażować się w sektor poszukiwań i wydobycia? Czy nowe technologie to przekleństwo, czy błogosławieństwo dla firm rafineryjnych? To jest kluczowe pytanie, zwłaszcza dla spółek takich jak PKN Orlen, które nadal generują większość przychodów w segmencie „downstream".

Otoczenie makroekonomiczne nadal nam nie sprzyja. W Europie wiele problemów pozostaje wciąż nierozwiązanych. Po oddaleniu ryzyka rozpadu strefy euro warunki na rynku finansowym w Unii znacznie się w ostatnich miesiącach poprawiły. Jednak przeniesienie tej poprawy do realnej gospodarki na pewno będzie procesem powolnym. Według optymistycznych prognoz na najbliższe dziesięć lat, produkcja w latach 2013–2015 pozostanie na raczej niezmienionym poziomie, a kolejne lata przyniosą bardzo powolny wzrost gospodarczy, rzędu ok. 1,5 proc.

Na tle globalnej branży rafineryjnej, w Europie popyt w tym sektorze będzie rósł najwolniej. Jednym z niewielu regionów, gdzie spodziewany jest wzrost popytu na paliwa, będzie Europa Środkowo-Wschodnia, choć tempo wzrostu będzie niskie – 2 proc. rocznie.

Marże rafineryjne pozostaną pod presją. Niedawna poprawa marż jest wypadkową czynników o charakterze strukturalnym, takich jak wyłączenie istniejących mocy produkcyjnych oraz – mających tu większe znaczenie – czynników krótkoterminowych, takich jak pożar w rafinerii w Wenezueli, czy niski poziom zapasów, co sprawia że jest to poprawa na krótką metę.

Ogólna wielkość przerobu w branży powróciła już wprawdzie do poziomu sprzed kryzysu – 75 mln baryłek na dobę, jednak olbrzymie nakłady na konwersję odbijają się niekorzystnie na dyferencjale cen lekkich i ciężkich gatunków ropy naftowej, a co za tym idzie także na marżach rafineryjnych. Jesteśmy także w Europie narażeni na wysokie ryzyko wynikające z przepisów środowiskowych.

Reklama
Reklama

Trzy filary Orlenu

PKN Orlen niedawno opublikował nową, pięcioletnią strategię. W centrum uwagi pozostawiliśmy działalność podstawową, lecz na pewno nie zamierzamy ograniczać się wyłącznie do działalności rafineryjnej.

W dziesięcioletnim horyzoncie czasowym planujemy stać się koncernem o trzech mocnych filarach działalności: w segmencie „downstream", produkcji energii elektrycznej oraz segmencie poszukiwań i wydobycia węglowodorów. Będziemy inwestować w elektrownie, wykorzystując dobre warunki panujące na rynku energii elektrycznej w Polsce.

Naszym atutem jest dosyć dobra kondycja i perspektywy rozwoju krajowej gospodarki. Podczas gdy większość krajów europejskich boryka się z trudną sytuacją gospodarczą, Polska wykazała się największą odpornością na globalną recesję.

Europę Środkową – nasz rynek rodzimy – cechuje duża atrakcyjność oraz ogromny potencjał wzrostu. Dla przykładu – zużycie produktów rafineryjnych i energii elektrycznej per capita jest tu około dwukrotnie niższe od średniej europejskiej. Stąd wynika nasz stopień wykorzystania mocy przetwórczych rafinerii, sięgający 100 proc..

Przykład PKN Orlen dowodzi, że mimo zawirowań gospodarczych, osiągnięcie stabilnego wzrostu w branży rafineryjnej jest możliwe, nawet w Unii Europejskiej – z jej grupami interesów, nadmiarem regulacji, brakiem strategii długoterminowej i dość naiwnym podejściem do niektórych wyzwań cywilizacyjnych.

Peter Drucker powiedział kiedyś: „Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie." Nawet jeśli nie zawsze jesteśmy w stanie tworzyć przyszłość na poziomie globalnym, zawsze powinniśmy wiedzieć co robić, aby przyszłość nam nie uciekła.

—śródtytuły pochodzą od redakcji

Jest to wystąpienie Jacka Krawca na sesji plenarnej CERAWeek poświęconej segmentowi downstream.

CERAWeek to najważniejsza, doroczna konferencja branży energetyczno-paliwowej, organizowana w Houston przez prestiżowy ośrodek analityczno-doradczy IHS Cambridge Energy Research Associates.

Wśród prelegentów tegorocznej edycji znajdą się m.in. Khalid Al-Falih (CEO Saudi Aramco), Fanrong Lee (CEO CNOOC), Bob Dudley (BP), Igor Sechin (CEO Rosneft), Daniel F. Akerson (CEO General Motors), Bill Gates (Chairman Microsoft).

Jedynym przedstawicielem polskiej branży paliwowej zaproszonym do udziału w dyskusji plenarnej jest – podobnie jak dwa lata temu – Jacek Krawiec.

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama