Reklama
Rozwiń
Reklama

Próba zmowy na rynku walutowym

Dilerzy z różnych banków dzielili się informacjami o zleceniach klientów i uzgadniali sekwencję własnych transakcji, które miały przynieść im korzyści, twierdzą źródła „WSJ”.

Publikacja: 23.12.2013 13:38

Globalne śledztwo w sprawie rynków walutowych pokazuje, zdaniem niektórych bankierów, że wpływowi londyńscy dilerzy często działali w zmowie. Próbowali manipulować kursami walut w celu maksymalizacji zysków i minimalizacji strat – twierdzą ludzie znający przebieg dochodzenia.

Dowód, w formie zapisów elektronicznych czatów, zdaje się pokazywać to, czego banki bały się od wielu miesięcy: że dilerzy z różnych banków dzielili się informacjami o zleceniach klientów i uzgadniali sekwencję własnych transakcji, które miały przynieść im korzyści – twierdzą nasze źródła.

Ten dowód stanowi poważny zwrot w śledztwie. Do niedawna wielu przedstawicieli branży twierdziło, że nie widzieli dowodów świadczących o działaniu w zmowie. W ostatnich tygodniach to się zmieniło, bo nowe dowody zdają się wskazywać, że dilerzy w nielegalny sposób działali wspólnie – mówią osoby znające sprawę.

Manipulacja fixingiem

Duże banki, w tym UBS, Barclays, J.P. Morgan Chase i Citigroup, zawiesiły przynajmniej dwunastu dilerów, twierdzą ludzie znający sytuację w tych firmach. Wśród zawieszonych pracowników jest kilku wysokich rangą menedżerów i przynajmniej trzech niedawnych członków komisji branżowej, powołanej pod auspicjami Banku Anglii do nadzorowania londyńskiego rynku walutowego. Londyn jest największym centrum operacji walutowych na świecie. Przechodzi przez niego prawie 40 proc. transakcji.

Głównym elementem manipulacji kursami walutowymi był fixing – codzienne ustalanie kursu wykorzystywane przez zarządzających aktywami i innych graczy do wyceny wartości swoich portfeli. Fixing jest ustalany na podstawie aktywności rynku w krótkim oknie czasowym. Najbardziej popularny jest fixing WM/Reuters wyznaczany o godz. 16 każdego dnia roboczego w Londynie. Nad jego wiarygodnością czuwa oddział State Street.

Reklama
Reklama

– WM wspiera wysiłki branży, by sprawdzić i rozwiązać wszelkie domniemane nadużycia ze strony uczestników rynku i jest otwarty na dyskusje w tej sprawie, a także na propozycje, jak zapobiec takim sytuacjom na przyszłość – powiedziała rzeczniczka StateStreet.

Na kilka minut przed fixingiem handel zostaje wstrzymany, ponieważ banki kontaktują ze sobą kupujących i sprzedających i zabezpieczają się na poczet własnego zaangażowania w zlecenia klientów. Taka praktyka jest powszechnie uważana za dopuszczalną.

Jednak w ostatnich tygodniach śledczy i same banki ujawnili dowody w formie zapisów czatów elektronicznych. Pokazują one, że niektórzy dilerzy łamali zasady podczas współpracy z konkurentami, by wpływać na ceny – twierdzą ludzie znający przebieg śledztwa.

Dla przykładu diler w jednym z banków mógł zakumulować wszystkie zamówienia „kupuj" ze swojej instytucji dla danej waluty, tak, by być odpowiedzialnym za wszelkie planowane transakcje. Później dzielił się tą informacją z konkurentami i wymieniał z nimi dane o całościowych pozycjach. Jeżeli dilerzy z konkurencyjnego banku planowali podobne transakcje, mogli skoordynować termin ich realizacji, tak, by zwiększyć zyski wszystkich zainteresowanych stron – twierdzi osoba, która widziała zapisy czatów.

Poruszenie w bankach

Celem – twierdzą nasze źródła – było wykonanie własnych transakcji przed fixingiem po cenach korzystniejszych niż musieliby zapłacić klienci po codziennym fixingu. Taka taktyka nie zawsze przynosiła dilerom zyski. Jeżeli nie wiedzieli o dużych przepływach idących w przeciwną stronę, tracili pieniądze.

C. Scott Hemphill, profesor prawa antytrustowego w Columbia Law School w Nowym Jorku mówi, że opis „WSJ" dotyczący aktywności na czatach „jest niepokojący, ale niekoniecznie musi świadczyć o złamaniu prawa antytrustowego. Nie wystarczy stwierdzić, że pracownicy komunikowali się ze sobą ze szkodą dla swoich klientów. Organ nadzoru musi jeszcze znaleźć powód, dla którego konkurencja została zakłócona".

Reklama
Reklama

Stojąc w obliczu poważnych kar, banki rozpaczliwie szukają rozwiązania. Niektórzy wysocy rangą menedżerowie w prywatnych rozmowach przyznają, że aktywnie badają rolę swoich instytucji w ustalaniu stóp benchmarkowych, by ocenić, czy korzyści z tego tytułu nie są przypadkiem większe niż potencjalne grzywny.

Kilka globalnych banków całkowicie zakazało już dilerom korzystania z czatów elektronicznych albo poważnie ograniczyło pracownikom dostęp do nich.

—Katie Martin, David Enrich, współpraca Clare Connaghan i Chiara Albanese; tłum. tk

(C) 2013 Dow Jones & Company, Inc. Wszelkie prawa zastrzeżone Aby zaprenumerować „The Wall Street Journal": www.wsjeuropesubs.com

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama