Globalne śledztwo w sprawie rynków walutowych pokazuje, zdaniem niektórych bankierów, że wpływowi londyńscy dilerzy często działali w zmowie. Próbowali manipulować kursami walut w celu maksymalizacji zysków i minimalizacji strat – twierdzą ludzie znający przebieg dochodzenia.
Dowód, w formie zapisów elektronicznych czatów, zdaje się pokazywać to, czego banki bały się od wielu miesięcy: że dilerzy z różnych banków dzielili się informacjami o zleceniach klientów i uzgadniali sekwencję własnych transakcji, które miały przynieść im korzyści – twierdzą nasze źródła.
Ten dowód stanowi poważny zwrot w śledztwie. Do niedawna wielu przedstawicieli branży twierdziło, że nie widzieli dowodów świadczących o działaniu w zmowie. W ostatnich tygodniach to się zmieniło, bo nowe dowody zdają się wskazywać, że dilerzy w nielegalny sposób działali wspólnie – mówią osoby znające sprawę.
Manipulacja fixingiem
Duże banki, w tym UBS, Barclays, J.P. Morgan Chase i Citigroup, zawiesiły przynajmniej dwunastu dilerów, twierdzą ludzie znający sytuację w tych firmach. Wśród zawieszonych pracowników jest kilku wysokich rangą menedżerów i przynajmniej trzech niedawnych członków komisji branżowej, powołanej pod auspicjami Banku Anglii do nadzorowania londyńskiego rynku walutowego. Londyn jest największym centrum operacji walutowych na świecie. Przechodzi przez niego prawie 40 proc. transakcji.
Głównym elementem manipulacji kursami walutowymi był fixing – codzienne ustalanie kursu wykorzystywane przez zarządzających aktywami i innych graczy do wyceny wartości swoich portfeli. Fixing jest ustalany na podstawie aktywności rynku w krótkim oknie czasowym. Najbardziej popularny jest fixing WM/Reuters wyznaczany o godz. 16 każdego dnia roboczego w Londynie. Nad jego wiarygodnością czuwa oddział State Street.