Specjalizująca się w sztucznej inteligencji (AI) brytyjska firma Graphcore uruchomi w Gdańsku swoją centralę informatyczną na region Europy Środkowej i Wschodniej – dowiedziała się „Rzeczpospolita". Na początek zatrudni 30 programistów, ale nie zamierza na tym poprzestać.

Czytaj także: Programiści nie chcą wracać do biur

Przykładów podobnych inwestycji nad Wisłą przybywa – np. w lipcu niemiecki gigant farmaceutyczny Bayer uruchomił w Warszawie swój globalny tzw. Digital Hub. Pracę tam ma znaleźć około 400 speców od IT.

Przejęcie sposobem na pozyskanie pracownika

Graphcore to dobrze znana firma w branży AI – zainwestowali w nią m.in. Demis Hassabis, współzałożyciel Deepmind, oraz Zoubin Ghahramani, dyrektor badań w Google Brain, a także potężny fundusz Sequoia Capital oraz giganci: Bosch, BMW, Dell czy Samsung. Jej systemy wykorzystują np. Instytut Oxford-Man do opracowywania nowych sposobów przewidywania ruchów cen akcji, HealX – startup biotechnologiczny – do przyspieszenia rozwoju nowych metod leczenia rzadkich chorób, a nawet naukowcy z Microsoftu – do przyspieszenia diagnostyki Covid-19 w oparciu o komputerowe rozpoznawanie zdjęć RTG klatki piersiowej.

Teraz zaawansowane rozwiązania Graphcore będą tworzone także w Polsce (u nas powstanie największy oddział IT firmy poza Wlk. Brytanią).

Jak tłumaczy nam Matt Fyles, wiceprezes Graphcore, wybór Gdańska był prosty z uwagi na jakość i ilość talentów IT. – Dla nas kluczowe jest to, iż w Polsce istnieje niesamowita baza umiejętności w zakresie inżynierii oprogramowania. Polska zbiera owoce swoich długofalowych inwestycji w edukację naukową i technologiczną oraz zaangażowania w „sprowadzanie" do kraju największych międzynarodowych firm technologicznych – mówi Fyles. – Stworzyliście ekosystem talentów. Nie wspominając już o bogactwie talentów z sąsiednich krajów Europy Wschodniej, które postrzegają Polskę jako atrakcyjne miejsce do życia i pracy – podkreśla nasz rozmówca. I deklaruje, że firma chce powiększać zespół programistów.

Ambitne plany rozwoju nad Wisłą ma też Bayer, którego przyciągnął tu właśnie dostęp do specjalistów od IT. Jego warszawski Digital Hub ma koncentrować się na opracowywaniu innowacyjnych rozwiązań cyfrowych do zastosowań globalnych – w pierwszym etapie dla rolnictwa. Zatrudni 400 ekspertów IT.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

– Celem jest stworzenie świetnego, zróżnicowanego zespołu, który będzie rozwijał najbardziej innowacyjne rozwiązania cyfrowe do zastosowań na całym świecie. Pracownicy w Warszawie będą ściśle współpracowali z zespołami centrów IT firmy Bayer w Niemczech czy USA – wskazuje Bogusław Tobiasz, dyrektor hubu.

Zespół programistów w Polsce rozbudowuje też niemiecka grupa PSI Software, która wytwarza oprogramowanie sterujące pracą firm z wielu dziedzin (m.in. obsługuje sieci odzieżowe i księgarnie). Ogłosiła ona, że potrzebuje do biura w Szczecinie 100 takich specjalistów.

W tym roku we Wrocławiu centrum rozwoju usług IT otworzyła Klika Tech. Spółka z Miami, która działa w obszarze internetu rzeczy, miała w planach zatrudnienie kilkudziesięciu informatyków. Podobnie zrobił amerykański Box – spółka zajmująca się chmurą wybrała nasz kraj właśnie z uwagi na łatwiejsze pozyskiwanie talentów i możliwość rekrutacji absolwentów rodzimych uczelni technicznych. W lipcu na otwarcie kolejnego centrum kompetencyjnego (po Warszawie i Gdańsku) zdecydowała się 7N, duńska firma IT. A kalifornijski Snowflake, zamiast szukać programistów, postawił na akwizycję (Amerykanie przejęli spółkę Polidea).

Nadzieja na Wschodzie

Szacuje się, że Polsce brakuje ok. 50 tys. programistów. A popyt na nich szybko rośnie m.in. dzięki pandemii, która wymusiła na wielu firmach pracę zdalną. Ale i tak u nas jest pod tym względem lepiej niż w innych krajach Europy (w UE deficyt to 600 tys.). To dlatego zagraniczny biznes wziął polskich specjalistów od IT na celownik. Jak wyjaśnia nam Dmitrij Żatuchin, prezes DO OK, dziś konkuruje się nie tylko o polskiego inżyniera, ale o samą lokalizację w Polsce. Jego zdaniem wspomniana transakcja Snowflake czy akwizycja Skyrise.tech przez fiński Etteplan pokazują nowy sposób rozwiązania problemu braku speców od IT. Zauważa przy tym, że w krajach nordyckich popyt na freelancerów przewyższa podaż o 60 proc. – A jeszcze rok temu było odwrotnie – zaznacza.

Polska na tym tle wygląda zachęcająco, tym bardziej że nad Wisłę ściągają firmy IT z Ukrainy czy Białorusi. – Szukają one sposobów na przeniesienie części działalności operacyjnej do Polski, relokując również specjalistów. Najnowsze rozszerzenie programu Poland.Business Harbour o Gruzję czy Rosję pokazuje, jak liczymy na talenty spoza Polski – podkreśla Żatuchin.

Ssanie na programistów jest ogromne. Katarzyna Szulc, Talent Acquisition Specialist w Tpay, wyjaśnia, że liczba pracowników w tej firmie wzrosła w ciągu roku z 55 do 80 osób. – I wciąż intensywnie szukamy specjalistów – zaznacza.

Nic dziwnego, że fachowcy IT mogą przebierać w ofertach i stawiać wysokie wymagania. Nawet ci szeregowi, jak podaje Kodilla.com, są w stanie otrzymać pensję 6,5 tys. zł brutto, gdy wynagrodzenia na najniższych stanowiskach w innych branżach to 3,7 tys. zł. – Już w grudniu zauważyliśmy wzmożone ruchy w obszarze rekrutacji IT. Kandydaci uczestniczą w kilku procesach rekrutacyjnych jednocześnie i otrzymują nawet po trzy–cztery oferty. Spotykamy się z sytuacją, gdy pracodawca składa kontrofertę. Ta zazwyczaj zakłada podwyżkę – mówi Dominika Opozda z firmy Devire.

Polski ład podetnie skrzydła programistom?

W II półroczu 2021 roku liczba ofert pracy w IT wzrosła o ponad 13 proc. w porównaniu z I kwartałem – wynika z raportu „IT Market Snapshot". A wraz z popytem w imponującym tempie rośną też wynagrodzenia dla programistów. Ten pochód może zostać jednak zahamowany. Powód? Specjaliści IT pracują głównie na kontraktach, a zapowiedziane przez rząd zmiany w ramach Polskiego Ładu uderzą właśnie m.in. w takich pracowników. Zaproponowany sposób naliczania składki zdrowotnej (9 proc. od dochodu) oraz podwyższenie podatków obniżą dochody tej grupy i to, wedle szacunków Konfederacji Lewiatan, znacząco. Obciążenia mogą wzrosnąć o prawie 50 proc. Np. programista na umowie B2B, uzyskujący 15 tys. zł dochodu (po odliczeniu składek na ubezpieczenia społeczne), przy podatku liniowym płaci państwu dziś 2850 zł. W wyniku Polskiego Ładu obciążenie to mogłoby wzrosnąć o 1350 zł. A w efekcie zapłaciłby rocznie o 16,2 tys. zł podatku więcej niż obecnie. To sprawia, że rządowy projekt może spowodować odpływ informatyków z Polski za granicę. Tym bardziej że w USA czy Europie Zachodniej mogą oni liczyć na wyższe stawki.