Polityczne negocjacje planu zajęły sześć tygodni. Ma on pomóc wydostać się gospodarce z największego kryzysu od czasu wielkiej depresji z lat 30. XX wieku.

Jedną trzecią planu, ok. 286 mld, stanowią ulgi podatkowe mające pobudzić popyt konsumpcyjny. Reszta to wydatki publiczne, dzięki którym pracę ma znaleźć do 2010 roku od 3 do 4 mln osób. Jest to tym ważniejsze, że od grudnia 2007 r., gdy rozpoczęła się recesja w USA, pracę straciło 3,6 mln osób. Jest to największy spadek miejsc pracy od 1945 r.

W pakiecie znalazła się także część przedwyborczych obietnic Obamy, w tym przekazanie w latach 2009 i 2010 r. po 400 dolarów osobom samotnym i po 800 – rodzinom. Skorzysta z tego aż 95 proc. amerykańskich rodzin.

[wyimek]41 mld dol. - taki deficyt ma Kalifornia, największy stan USA pod względem liczby ludności[/wyimek]

W sumie pomoc dla rodzin i osób dotkniętych kryzysem pochłonie 43,7 mld dol. A ponad 20 mld dolarów trafi do firm w postaci ulg podatkowych.

Administracja Obamy ma jednak kolejny problem gospodarczy, któremu musi stawić czoła. Domy prawie 3 mln zadłużonych Amerykanów zostały przejęte przez dłużników. Ich ceny w USA tylko w 2008 r. spadły o prawie 20 proc. Z jednej strony Amerykanie tracą domy, a z drugiej – instytucje finansowe straciły miliardy dolarów z powodu spadku wycen nieruchomości. W środę Barack Obama ma przedstawić propozycje, które pozwolą rozwiązać ten problem.

Potężne problemy ma także stan Kalifornia. Jest na skraju bankructwa. Zwolnionych zostało około 20 tys. pracowników, wstrzymano finansowanie inwestycji o wartości 3 mld dol. Dla ratowania się przed niewypłacalnością władze planują m.in. emisję obligacji, tymczasową podwyżkę podatków.