Norweski fundusz GPFG, pod względem wielkości drugi tego typu podmiot na świecie, na koniec 2010 r. miał w portfelu polskie akcje o wartości 5,06 mld koron, czyli około 2,57 mld zł
– wynika z jego najnowszego sprawozdania finansowego. To o 31 proc. więcej niż rok wcześniej.
W tym czasie WIG zyskał niespełna 17 proc., a WIG20 niecałe 15 proc. Sugeruje to, że zaangażowanie Norwegów na naszym rynku zwiększyło się nie tylko dzięki zwyżkom na GPW, ale i nowym zakupom. W ich portfelu pojawiły się m.in. walory PZU.
Liczą się duże spółki
Norweski fundusz posiadał pod koniec 2010 r. walory 41 polskich spółek, jednej więcej niż rok wcześniej. Nie oznacza to, że jedyną zmianą, jakiej dokonał, było kupno akcji PZU. W jego portfelu pojawiły się też papiery innego ubezpieczyciela, TU Europa, a także m.in. koncernu energetycznego Enea, spółki budowlanej ABM Solid i telekomunikacyjnej Netii. Spośród znaczących pozycji zniknęły z niego z kolei walory grupy Kęty, Polish Energy Partners i wydawnictwa WSiP.
GPFG tradycyjnie interesuje się przede wszystkimi dużymi firmami znad Wisły. Spośród spółek z WIG20 brakuje mu tylko akcji Tauronu (walory CEZ ma, ale kupione w Pradze). Do tego indeksu lub mWIG40 nie należy tylko osiem firm z jego portfela, w tym notowana na NewConnect Pharmena. Szczególną przychylnością Norwegów cieszył się w 2010 r. KGHM. Wartość akcji koncernu miedziowego w ich portfelu zwiększyła się w 2010 r. o blisko
200 proc., do ponad 470 mln zł. W tym czasie walory spółki podrożały o 63 proc. GPFG dokupował też znaczące ilości akcji banków BRE i Millenium, a także paliwowego Lotosu, chemicznego Synthosu i Polskiej Grupy Energetycznej.
O rosnącym zaangażowaniu Norwegów na GPW świadczy także to, że udział GPFG w kapitale polskich spółek z jego portfela wynosił pod koniec 2010 r. średnio 0,9 proc. w porównaniu z 0,7 proc. rok wcześniej.
Wśród analityków przeważa opinia, że to pozytywne zjawisko. Państwowe fundusze są bowiem inwestorami długoterminowymi i mają przez to stabilizujący wpływ na giełdową koniunkturę.
Dominują papiery brytyjskie
Norweski fundusz, którego oficjalna nazwa to Rządowy Globalny Fundusz Emerytalny (GPFG), został założony ponad 20 lat temu. Inwestuje pieniądze pochodzące z eksportu ropy naftowej, aby zabezpieczyć przyszłość Norwegów. Zarządza nim tamtejszy bank centralny, Norges Bank. W minionym roku fundusz, który słynie z przejrzystości swoich inwestycji, zarobił 9,6 proc., w porównaniu z niemal 26 proc. w rekordowym dla niego 2009 r. Po uwzględnieniu nowych wpłat jego aktywa urosły o 17 proc., do blisko 3,1 bln koron (1,6 bln zł). Spośród rządowych funduszy inwestycyjnych większy jest tylko ten z Abu Zabi.
Pod koniec ubiegłego roku 38,6 proc. portfela GPFG stanowiły obligacje skarbowe i korporacyjne, które dały mu zarobić 4,1 proc., resztę zaś akcje blisko 8,5 tys. spółek z 58 państw. Ta część portfela przyniosła mu stopę zwrotu na poziomie 13,3 proc. To niemal tyle, ile zyskał w ubiegłym roku indeks MSCI ACWI obejmujący 45 rynków dojrzałych i wschodzących.
Aż 30 proc. akcji w portfelu norweskiego funduszu stanowią papiery amerykańskie, a kolejne 14 proc. – brytyjskie. Na tym tle udział polskich papierów jest marginalny – wynosi obecnie ok. 0,27 proc. Norwegowie najwyraźniej jednak pokładają w warszawskim rynku zaufanie, bo udział Polski w ogólnoświatowych indeksach akcyjnych jest jeszcze mniejszy. W przypadku wspomnianego MSCI ACWI wynosi 0,22 proc.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora g.siemionczyk@rp.pl