Liberalizacja rynku pracy była jednym z warunków, jakie Grecja zobowiązała się spełnić w zamian za pakiet pomocowy wart 110 mld euro.
Teoretycznie od 2 lipca tego roku każdy, kto chce być taksówkarzem, otworzyć piekarnię,czy prowadzić aptekę czy też oprowadzać turystów po Akropolu, może to robić. Teoretycznie, bo w praktyce jest inaczej. Rząd obawiając się nowej fali protestów nie wprowadził w życie większości z obiecanych zmian.
Taksówkarze strajkowali przez ponad 2 tygodnie blokując porty , lotniska i autostrady.To doprowadziło do protestu z kolei innych firm, bo turyści nie byli w stanie do nich dojechać. W wielkich kurortach restauracje stały puste, a turyści ograniczali swoje posiłki do hotelowych restauracji. Taksówkarze zapewniali,że zgadzają się na liberalizację rynku przewozów, ale rząd wcześniej musi im oddać po 200 tys. euro, jakie wielu z nich zapłacili za licencje na prowadzenie działalności. Jak na razie ich protest spowodował odwołanie 10 rejsów wypływających z Pireusu i setki odwołanych lotów. W efekcie Grecja odnotowała wprawdzie 15 procentowy wzrost w turystyce, ale o 10 proc. spadły wydatki zagranicznych urlopowiczów - wynika z danych Greckiej Konfederacji Handlu.
Yannis Stornaras z analitycznej firmy IOBE w rozmowie z greckim dziennikiem „Kathiremini" zapewnia jednak,że na rynku nie ma już problemu z tym,że zagraniczna tancerka nie może znaleźć pracy, albo baletnica chciałaby założyć szkołę i jest blokowana przez grecką konkurencję. — Ale farmaceuci, inżynierowie budowlani i prawnicy bronią swoich profesji - dodaje. Według wyliczeń IOBE otwarcie wszystkich zawodów w ciągu następnych 10 lat dało by Grekom przyrost w wysokości 17 proc. PKB. Za niemożność przeprowadzenia zmian Stornaras wini parlament. Deputowani do ustaw liberalizacyjnych wprowadzają tyle poprawek,że ostatecznie nie ma mowy o otwarciu najbardziej bronionych zawodów. Wyraźnie widać,że rząd stracił w tym względzie zapał do reform po zeszłorocznym strajku kierowców ciężarówek, którzy w szczycie sezonu turystycznego praktycznie sparaliżowali kraj.
Tymczasem z powodu zamknięcia zawodów i braku konkurencji bankrutują kolejne firmy i rośnie bezrobocie. Przewodnicy oprowadzający turystów po największych zabytkach zagwarantowali sobie wprowadzenie obowiązku posiadania przez wycieczki dwóch oprowadzających. Jeden może być cudzoziemcem mówiącym w języku danej grupy turystów ale drugi musi być Grekiem i nie musi mówić w żadnym obcym języku. Jeśli ta zasada jest złamana, organizator wycieczki płaci 2 tys. euro kary i dodatkowo jeszcze grozi mu rok więzienia. To wszystko, mimo liberalizacji rynku tych usług jeszcze rok temu. Rynek apteczny nie został zliberalizowany, ale rząd postawił warunki - apteki muszą być otwarte dłużej,ceny leków zostały zatwierdzone urzędowo.Dodatkowo ministerstwo Zdrowia otworzyło 300 nowych aptek. Dotychczas było ich 12 tysięcy.Ale farmaceutom się to nie podoba i grożą zamknięciem placówek. Ich zdaniem konkurencja ze strony nowych aptek jest zbyt silna, a przychody uniemożliwiają spłacenie zadłużenia, bo z kolei rząd nie zwraca pieniędzy za leki sprzedawane po cenach regulowanych .