Pożar pojawił się dawno temu, a do jego wybuchu niewątpliwie przyczyniło się niedbalstwo załogi (złe zasady funkcjonowania strefy euro). Początkowo nie był duży, objął tylko odległą kajutę (Grecja). Można go było ugasić, posługując się podręcznym sprzętem gaśniczym (restrukturyzacją długu i funduszem ratunkowym, wspartym środkami MFW). Zamiast szybko zareagować, załoga zaczęła jednak długotrwałe spory o to, skąd wziąć gaśnice i kto pokryje koszty ich użycia.
Czas mijał, ogień rozprzestrzeniał się, obejmując stopniowo sąsiednie pomieszczenia – nadal mało ważne z punktu widzenia całego okrętu (Portugalia, Irlandia). Kiedy załoga w końcu zgodziła się co do tego, jak go gasić – okazało się, że zgromadzonych gaśnic jest zdecydowanie za mało. Starczyłoby ich może do zgaszenia pożaru kilka miesięcy wcześniej, ale teraz ogień hulał już na całego (uczestnicy rynku tracili zaufanie do kolejnych krajów). I zaczął dochodzić do pomieszczeń, bez których trudno byłoby wyobrazić sobie normalne funkcjonowanie okrętu (Hiszpania). A tymczasem załoga nadal dyskutowała. Gdy wreszcie gromadziła środki do gaszenia – były już one zbyt skąpe na to, by zwalczyć groźny żywioł, który w międzyczasie się rozszerzył. I trwało to dopóty, dopóki pożar nie zbliżył się do miejsc życiowo ważnych – innymi słowy, do okrętowego składu amunicji (Włochy). Gdyby pożar dotarł i tu, nie byłoby sposobu jego ugaszenia, a konsekwencją mogłaby być eksplozja, która momentalnie posłałaby cały okręt wraz z załogą na dno.
W takiej sytuacji pozostaje już tylko jedno – zalanie składu amunicji morską wodą, czyli działanie naprawdę rozpaczliwe i nieliczące się z kosztami. Rolę zalewającej skład amunicji morskiej wody mogą odgrywać tylko wydrukowane przez Europejski Bank Centralny biliony euro, za które EBC kupiłby bez ograniczeń hiszpańskie, włoskie, a być może i francuskie obligacje po to, by nie dopuścić do takiego wzrostu oprocentowania, które mogłoby doprowadzić do bankructwa tych krajów.
Bolesne, ale prawdziwe. Statek płonie, zalanie wodą składów amunicji to dziś chyba jedyny sposób uniknięcia tragedii – choć jeszcze rok – dwa lata temu można było podjąć takie działania, by nie było to niezbędne. Ale na tym nie koniec historii. Jeśli nawet uda się uniknąć eksplozji i zgasić pożar, nie rozwiązuje to wcale problemów. Wystarczy kolejne uderzenie pioruna – o które w czasie burzy nietrudno – by ryzyko pojawiło się na nowo.
Dlatego trzeba tak zmienić zasady zarządzania okrętem, by nigdy więcej nie mógł się powtórzyć przerażający spektakl z ostatnich dwóch lat: rozszerzającego się pożaru i załogi, która miesiącami kłóci się, zamiast ratować okręt (chodzi o nowe zasady funkcjonowania strefy euro, a także o przyznanie EBC wszelkich uprawnień i obowiązków strażaka).