W tym czasie nasz pieniądz zyskał ok. 10 groszy do euro (jego kurs spadł poniżej 4,09 zł). W przypadku dolara zwyżka wyniosła aż 15 groszy, a kurs amerykańskiej waluty osunął się do 3,15 zł.

Wczorajsze osłabienie nie było jednak spowodowane kiepskimi danymi makroekonomicznymi z naszej gospodarki, ale wynikało z naturalnej, po tak dużym umocnieniu, chęci realizacji zysków. Do zamykania pozycji na złotym zachęcało też lekkie (o 0,2–0,3 proc.) osłabienie euro wobec dolara.

Już na starcie środowych notowań główne zagraniczne waluty zyskiwały w Warszawie po ok. 1 groszu. W szczytowym momencie spadków, wczesnym popołudniem, euro kosztowało 4,11 zł, szwajcarski frank 3,42 zł, a dolar 3,18 zł. Przed zamknięciem złoty zaczął jednak odrabiać straty. Dzięki temu wieczorem euro kosztowało 4,1 zł, a frank niespełna 3,41 zł, czyli po ok. 0,2 proc. więcej niż we wtorek. Dolar drożał o 0,3 proc. do 3,17 zł.

Wczoraj trwała za to dobra passa polskich papierów dłużnych. Po raz czwarty z rzędu ich ceny mocno wzrosły. Rentowność obligacji dziesięcioletnich zmalała do 4,07 proc., pięcioletnich do 3,67 proc., a dwuletnich do 3,46 proc.