Na uruchomienie takiej "gorącej linii" miał zgodzić się minister obrony Japonii, Nobuo Kishi, w czasie rozmów z ministrem obrony Chin, Weiem Fenghe.

Kishi i Wei rozmawiali za pomocą wideołącza w poniedziałek. Japoński minister obrony w trakcie rozmów miał podkreślać wagę stabilności w rejonie Cieśniny Tajwańskiej.

Po rozmowie z chińskim ministrem obrony Kishi, na konferencji prasowej poinformował, że Tokio "bacznie obserwuje" rozwój sytuacji w rejonie Cieśniny Tajwańskiej.

Czytaj więcej

Japonia ćwiczy na wypadek zajęcia spornych wysp przez Chiny?

- Potwierdziliśmy, że rychłe uruchomienie gorącej linii wojskowej między Japonią a Chinami jest ważne - powiedział japoński minister obrony dodając, że Tokio jest "poważnie zaniepokojone" aktywnością chińskich jednostek straży przybrzeżnej na wodach otaczających administrowane przez Tokio Wyspy Senkaku, do których prawo roszczą sobie Chiny.

Tymczasem chiński resort obrony cytuje ministra Weia, który miał powiedzieć Kishiemu, że Chiny będą "zdecydowanie bronić swojej suwerenności terytorialnej, a także praw i interesów" w kwestiach dotyczących Wysp Senkaku.

Tokio jest "poważnie zaniepokojone" aktywnością chińskich jednostek straży przybrzeżnej na wodach otaczających administrowane przez Tokio Wyspy Senkaku

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów

Wei miał też powiedzieć, że Chiny i Japonia powinny "wspólnie zarządzać i kontrolować ryzyko" skupiając się na ogólnej sytuacji i relacjach dwustronnych oraz próbując utrzymać stabilność w rejonie Morza Wschodniochińskiego.

Pierwsza od grudnia 2020 roku rozmowa ministrów obrony Chin i Japonii trwała około dwóch godzin.