Mimo wcześniejszych prognoz liczba osób zakażonych w Polsce nie spada. Co więcej, rośnie dobowa liczba stwierdzonych przypadków, co może świadczyć o tym, że gospodarka i życie społeczne zostały odmrożone za wcześnie. Albo że Polacy za bardzo uwierzyli w to, że najgorsze już za nami.

W środę Ministerstwo Zdrowia podało, że odnotowano 471 nowych zakażeń. W sumie od początku epidemii w Polsce koronawirusa potwierdzono u 19 739 osób. Zmarły 962 osoby.

Środa była kolejnym dniem z rzędu, gdy statystyki rosły. We wtorek wykryto w sumie 383 nowe przypadki, a w poniedziałek – 356.

W środę najwięcej, bo 275 dodatnich testów było na Śląsku, gdzie już od ponad tygodnia trwa walka z zakażeniami wśród górników i ich rodzin. Ale niepokojący jest też wzrost zachorowań w Wielkopolsce. W środę resort zdrowia poinformował o 84 nowych przypadkach.

Ten wzrost to efekt wykrycia ogniska chorobowego w Fabryce Mebli Tapicerowanych Wersal w Jankowach w powiecie kępińskim. W przedsiębiorstwie stwierdzono 153 przypadki zakażenia (nie tylko z powiatu kępińskiego, ale także z sąsiadujących oraz województwa dolnośląskiego i łódzkiego), a testy jeszcze się nie zakończyły. W firmie pracuje blisko tysiąc osób.

– Do czwartku testujemy wszystkich naszych pracowników. Pomaga nam w tym wojsko – mówi „Rzeczpospolitej” Krzysztof Czesny, dyrektor fabryki.

Pierwszy przypadek koronawirusa wykryto w zakładzie już na początku maja. Przeprowadzono wówczas testy u wydzielonej grupy pracowników. Część osób odizolowano i zaostrzono rygor. – Współpracowaliśmy z władzami regionu i sanepidem – mówi Czesny.

Na razie fabryka nie działa. – Przed powrotem pracowników z ujemnym wynikiem testów, przeprowadzamy podwójną dezynfekcję. Na koszty nie zwracamy uwagi, bo najważniejsze jest życie i zdrowie ludzi. Na szczęście większość naszych pracowników przechodzi infekcję bezobjawowo lub lekko – opowiada dyrektor.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Czy kolejne ognisko oznacza, że epidemia znów się nasila?

– To zależy, czy uda nam się te ogniska koronawirusa szybko opanować. Ich powstanie wynika z tego, że w porę nie podjęto odpowiednich kroków w środowisku, w którym łatwo o rozprzestrzenienie się wirusa. Mam na myśli np. błyskawiczne wprowadzenie zasad dystansu społecznego – mówi prof. Włodzimierz Gut, wirusolog. – Trzeba jednak być przygotowanym na to, że liczba zakażeń nie będzie spadać szybko z uwagi chociażby na czas trwania choroby.

Ale na wzrost nowych zachorowań wpływ miało także trwające od ubiegłego tygodnia odmrażanie gospodarki i reguł życia społecznego. Od 6 maja działają żłobki i przedszkola. Otworzono także galerie handlowe. Od tego tygodnia ruszyły natomiast restauracje, zakłady fryzjerskie i kosmetyczne. W obliczu rosnącej liczby zachorowań powstaje pytanie, czy nie stało się to za wcześnie.

– Rząd nie miał chyba innego wyjścia. Nie można w nieskończoność trzymać zamkniętych zakładów pracy, by nie skazywać ludzi na biedę. Ludzie muszą nauczyć się żyć z wirusem – wyjaśnia prof. Gut.

– Inna sprawa, że chyba doszło do zbyt dużego rozluźnienia. Polacy uwierzyli, że epidemia to przeszłość, i przestali zwracać uwagę na trzymanie odpowiedniego reżimu – dodaje.

Jego zdaniem, jeśli sytuacja będzie wymykać się spod kontroli, należy zrezygnować z dalszego odmrażania gospodarki, a nawet wrócić do poprzednich zaostrzeń.