Jak podała w poniedziałek firma S&P Global, wskaźnik PMI, który mierzy koniunkturę w polskim przemyśle przetwórczym na podstawie ankiety wśród menedżerów logistyki około 250 dużych przedsiębiorstw, wzrósł we wrześniu do najwyższego od
czerwca poziomu 43,9 pkt. W sierpniu wynosił 43,1 pkt, najmniej od października 2022 r.
Pomimo tej zwyżki PMI pozostał wyraźnie poniżej 50 pkt, co teoretycznie oznacza, że aktywność w polskim przetwórstwie ponownie – już 17. raz z rzędu – zmalała w stosunku do poprzedniego miesiąca.
Czytaj więcej
Większość właścicieli mikro-, małych i średnich firm spodziewa się, że ich przychody nie zwiększą się, choć wciąż wysoka jest inflacja.
Ale szczegółowe wyniki ankiety, na której bazuje PMI, przyniosły też dobre wiadomości. Uwagę zwraca w szczególności wyraźny wzrost wskaźnika, który wyraża oczekiwania menedżerów polskich firm przemysłowych dotyczące poziomu produkcji za rok. Jak podała S&P Global, wskaźnik ten znalazł się najwyżej od marca br. Wcześniej, od ataku Rosji na Ukrainę, tylko raz był wyżej. To kontrastuje wyraźnie z danymi z Niemiec, gdzie analogiczny wskaźnik zmalał do poziomu najniższego od listopada ub.r.
Optymizm polskich przemysłowców może mieć kilka źródeł. Przedłużająca się recesja w przemyśle zachodnioeuropejskim bezpośrednio uderza tylko w polskich poddostawców tamtejszych firm.
Jednocześnie, jak bywało w przeszłości, może być korzystna dla tych przedsiębiorstw eksportujących na Zachód dobra finalne, których atrakcyjność dla tamtejszych nabywców w chudych latach rośnie. Jeszcze lepsze perspektywy zdają się mieć firmy, które zaopatrują także macierzysty rynek. Wiele wskazuje bowiem na to, że popyt konsumpcyjny w Polsce wkrótce wyraźnie się odbije. Przykładowo, świeży scenariusz makroekonomiczny analityków z PKO BP, opublikowany w poniedziałek, wskazuje, że w 2024 r. wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych podskoczą o 3,9 proc. po spadku o 1 proc. w br. Tymczasem w czerwcu ten sam zespół ekonomistów spodziewał się wzrostu konsumpcji w przyszłym roku o 3,6 proc. po zniżce o 1,3 proc. w tym roku. Przewidywania dotyczące wzrostu wydatków konsumpcyjnych zrewidowali ostatnio w górę także m.in. ekonomiści z banków Santander, BNP Paribas i Citi Handlowy.
Czytaj więcej
Prawdopodobieństwo tego, że inflacja w 2025 r. znajdzie się w paśmie dopuszczalnych wahań wokół celu NBP lub niżej wynosi obecnie 30 proc. – wynika...
Wszyscy oczekują w 2024 r. wzrostu konsumpcji realnie (tj. w cenach stałych) o około 4 proc. – jak w okresie boomu przerwanego przez pandemię Covid-19.
Tegoroczny spadek konsumpcji miał dwie główne przyczyny. Ważniejszą z nich była wysoka baza odniesienia, związana ze skokiem popytu po wybuchu wojny w Ukrainie. Drugą był spadek siły nabywczej dochodów gospodarstw domowych w związku z wysoką inflacją. Obie te siły ciągnące w dół wydatki w 2024 r. przestaną działać.
Wiadomo o tym nie od dziś, ale w ostatnich miesiącach przybyło powodów, aby oczekiwać, że drugi z tych hamulców puści szybciej, a odbicie siły nabywczej dochodów gospodarstw domowych będzie ostrzejsze. W przyszłym roku ponownie o około 20 proc. wzrośnie płaca minimalna, podtrzymując wysokie tempo wzrostu płac w szerokiej gospodarce. Do tego wyraźnie wzrosną transfery do gospodarstw domowych, choćby z powodu wzrostu wartości świadczeń wychowawczych z 500 zł do 800 zł na dziecko.
Czytaj więcej
Była minister przemysłu i handlu jasno mówi o tym, jak ocenia różne ruchy dokonujące się na rynku finansowym.
Nie bez znaczenia jest program „Bezpieczny kredyt”, który pobudził pogrążony ostatnio w marazmie rynek nieruchomości, stymulując przy okazji popyt na artykuły wyposażenia wnętrz. Wsparciem dla wydatków konsumpcyjnych będzie też zdecydowane poluzowanie polityki pieniężnej.
Nadchodzący boom konsumpcyjny, choć jest dobrą wiadomością dla polskich producentów, będzie jednak miał także negatywne konsekwencje. Przede wszystkim utrudni sprowadzenie inflacji do celu NBP (2,5 proc. z tolerancją odchyleń o 1 pkt proc. w każdą stronę). Wygląda na to, że najlepszy okres na opanowanie presji na wzrost cen właśnie dobiega końca.
Lipcowa projekcja analityków z NBP, sporządzana przy założeniu niezmienionych stóp procentowych, sugerowała, że inflacja znajdzie się w paśmie dopuszczalnych odchyleń od celu pod koniec 2025 r.
Ten scenariusz zakładał, że popyt konsumpcyjny w Polsce w 2024 r. wzrośnie o 3 proc. po załamaniu o 1,8 proc. w tym roku.
Czytaj więcej
Co drugi Polak kupuje online częściej niż rok temu. To najpopularniejsza strategia zakupowa na trudne czasy i to już drugi rok z rzędu. Oszczędzać...
Konsekwencją miało być to, że jeszcze w przyszłym roku tzw. luka popytowa – różnica między produktem faktycznym a potencjalnym, możliwym do osiągnięcia przy pełnym wykorzystaniu mocy wytwórczych – byłaby ujemna. Presja na wzrost cen mogłaby wygasać.
Dziś jest już jasne, że ten scenariusz był zbyt pesymistyczny. Luka popytowa zostanie zasypana znacznie wcześniej, komplikując walkę z inflacją. Wrześniowa ankieta NBP wśród szerokiego grona ekonomistów sugeruje, że ich wiara w powrót inflacji do celu w 2025 r. od czerwca zmalała. Prawdopodobieństwo tego, że za dwa lata ceny w Polsce będą rosły w tempie 3,5 proc. rocznie lub wolniej, oceniane jest dzisiaj na zaledwie 30 proc. Przybywa prognoz, w świetle których inflacja ustabilizuje się na całe lata w okolicy 5 proc.