Dla sporej części rynków wschodzących miniony tydzień okazał się czasem umiarkowanej przeceny. Przede wszystkim dawała o sobie znać niepewność inwestorów co do dalszej polityki amerykańskiego Fedu, nazywanego czasem „de facto bankiem centralnym świata". Po tym jak szefowa Fedu Janet Yellen potwierdziła na sympozjum w Jackson Hole, że jej instytucja nadal chce stopniowo podwyższać stopy, inwestorzy zaczęli się zastanawiać, czy do podwyżki może dojść już we wrześniu. O ile wszyscy wiedzą, że stopy procentowe w USA nie mogą wiecznie pozostać ultraniskie, o tyle znów się okazuje, że zapowiedzi ich podwyżki potrafią psuć nastroje na rynkach.

– To, kiedy dojdzie do podwyżki stóp procentowych w USA, wciąż jest kwestią, co do której jest dużo wątpliwości na rynkach – twierdzi Suh Dae Il, ekonomista z firmy Mirae Asset Daewoo.

Indeks rynków wschodzących MSCI Emerging Markets kończył więc tydzień lekko na minusie. Podobnie zresztą jak chiński Shanghai Composite czy polski WIG20. Ponad 1 proc. stracił w ciągu pięciu sesji stambulski indeks BIST 100, co może mieć do pewnego stopnia związek z turecką interwencją wojskową w północnej Syrii.

Lekkie zwyżki zaliczyły za to indeksy giełd w Pradze, Budapeszcie i Sao Paulo. O ile pierwsze dwa rynki mają bardzo niewielkie znaczenie dla globalnych inwestorów, o tyle giełda brazylijska jest jednym z kluczowych wschodzących parkietów. W zeszłym tygodniu zwyżki w Brazylii były wciąż napędzane optymizmem związanym ze zmianą władzy w kraju na bardziej lubianą przez inwestorów. Senat w końcu zdecydował o odwołaniu niepopularnej, socjalistycznej prezydent Dilmy Rousseff, a prezydentem został pełniący od kilku miesięcy obowiązki głowy państwa wiceprezydent Michel Temer. Dla jednych to pucz, dla innych sprawiedliwość, ale dla inwestorów to jak dotąd znakomita okazja do zarobku. Bovespa, główny indeks brazylijskiej giełdy, zyskał od początku roku aż 34 proc. O takiej stopie zwrotu można na innych dużych rynkach jedynie pomarzyć. Czy jednak paliwa starczy na dalsze zwyżki? Stan brazylijskiej gospodarki nie jest dobry, więc wiele zależy od tego, czy obecna ekipa naprawdę będzie reformować gospodarkę, a to nie jest wcale takie pewne, jak mogłoby się wydawać inwestorom.

Wśród indeksów rynków wschodzących błyszczał w minionym tygodniu indyjski Sensex. Wzrósł on o 2,7 proc., do najwyższego poziomu od 13 miesięcy. Zagraniczni inwestorzy kupili wówczas indyjskie akcje warte 279 mld dol., podczas gdy lokalni inwestorzy instytucjonalni za 248 mld dol. Wielu analityków wskazuje jednak, że zwyżki na indyjskiej giełdzie powinny w nadchodzących tygodniach wyhamować. Nie tylko ze względu na ryzyko podwyżki stóp procentowych w USA, ale również dlatego, że akcje z giełdy w Bombaju stały się najdroższe od ponad roku. Współczynnik C/Z wynosi dla nich 16,4. Można tam wciąż jednak znaleźć ciekawe spółki. Np. dobrze zarobili inwestorzy, którzy posiadali w swoich portfelach akcje spółki Hindustan Construction. Zyskała ona w ciągu tygodnia aż 58 proc., gdyż udało się jej uzyskać duże odszkodowania od państwowych agencji, z którymi prowadziła interesy. Indyjski rynek jest jednak z wielu względów bardzo specyficzny.