Reklama

Powrót do normalności

Po dwóch latach wzrostu gospodarki w tempie około 5 proc. rocznie - wyraźnie powyżej jej potencjału - trudno oczekiwać poprawy koniunktury. 2019 rok niemal na pewno przyniesie jej osłabienie. Ale powszechnie odczuwalne spowolnienie gospodarcze nadejdzie dopiero w 2020 r.

Publikacja: 31.12.2018 06:30

Powrót do normalności

Foto: Adobe Stock

Ankietowani przez „Rzeczpospolitą" ekonomiści (ankietę wypełniły 23 zespoły bądź indywidualni analitycy) przeciętnie przewidują, że produkt krajowy brutto Polski zwiększy się w 2019 r. o 3,8 proc., po ok. 5 proc. w 2018 r. i 4,8 proc. rok wcześniej. Najwięksi pesymiści spodziewają się wzrostu PKB o 3,2 proc., a najwięksi optymiści o 4,1 proc.

Jakikolwiek prawdopodobny wynik będzie rozczarowujący na tle spektakularnego tempa rozwoju Polski z dwóch ostatnich lat. Ale trzeba pamiętać, że w latach 2000–2016 polska gospodarka rosła średnio w tempie 3,6 proc. rocznie. W tym świetle najbliższy rok będzie więc raczej powrotem do normalności. Gorzej zapowiada się rok 2020, gdy – jak średnio przewidują ekonomiści – tempo wzrostu PKB wyhamuje do 3,2 proc., a być może nawet do poniżej 3 proc.

Hamulce wzrostu będą dwa. Jednym będzie wyraźne pogorszenie koniunktury w otoczeniu zewnętrznym, szczególnie w strefie euro, które nie tylko stłumi wzrost polskiego eksportu, ale może też zniechęcać firmy do inwestycji. Drugim zaś w ocenie ekonomistów będzie coraz wolniejszy wzrost zatrudnienia, który zdławi konsumpcyjny boom, stanowiący w ostatnich latach koło zamachowe polskiej gospodarki.

Wyhamowania wzrostu zatrudnienia i w ślad za nim konsumpcji ekonomiści spodziewali się już rok temu. Tak się nie stało. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Jednym z powodów jest to, że stopa bezrobocia w Polsce doszła już prawdopodobnie do granicy, poniżej której nie spadnie. - Stopa bezrobocia wg. BAEL (ankietowego Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności – red.) już przestała maleć. Po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych ustabilizowała się na poziomie 3,8 proc. Wygląda na to, że to jest punkt równowagi – ocenia Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole w Polsce.

Oprócz spadku liczby bezrobotnych, do wzrostu zatrudnienia przyczyniała się w ostatnich latach imigracja, głównie z Ukrainy. Jej skala jednak maleje, a w związku z większą otwartością Niemiec na imigrantów spoza UE, część pracujących w Polsce Ukraińców może nawet wyjechać na Zachód. Tymczasem w Polsce liczba osób aktywnych zawodowo ostatnio maleje.

Reklama
Reklama

Ankietowani przez „Rzeczpospolitą" ekonomiści przeciętnie spodziewają się, że zatrudnienie w polskiej gospodarce zwiększy się o 1,1 proc., po 2,6 proc. w 2018 r. Będzie to zarówno efekt narastających problemów firm ze znalezieniem odpowiednich kadr, jak i nieco mniejszego zapotrzebowania firm na pracowników z powodu osłabienia koniunktury. Stąd wolniejszemu wzrostowi zatrudnienia będzie towarzyszyła też prawdopodobnie niższa dynamika płac.

– Wyhamowanie wzrostu popytu na pracę w związku ze spowolnieniem gospodarczym będzie łagodziło w 2019 r. presję płacową – przyznaje Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao. Jak przypomina, od lipca największe firmy doświadczą wzrostu pozapłacowych kosztów pracy w związku z uruchomieniem Pracowniczych Planów Kapitałowych. To może dodatkowo ograniczać ich skłonność do podwyższania płac. Ekonomiści przeciętnie spodziewają się więc wzrostu wynagrodzeń w Polsce o 6,6 proc., po ok. 7–7,5 proc. w 2018 r.

Taka sytuacja na rynku pracy sprawi, że wzrost konsumpcji spadnie z ok. 4,6 proc. w 2018 r. do 4 proc. w 2019 r. A jednocześnie hamował będzie drugi silnik gospodarki: inwestycje.

Uczestnicy noworocznej ankiety „Rzeczpospolitej" zakładają przeciętnie, że nakłady brutto na środki trwałe zwiększą się o 6 proc., po ok. 8 proc. w 2018 r. – Wzrost inwestycji może być niewiele słabszy niż w 2018 r. Szczyt wykorzystania funduszy z UE ciągle jest przed nami – ocenia Maciej Reluga, główny ekonomista Santander Bank Polska. Zastrzega jednak, że przyspieszenie wzrostu inwestycji jest mało prawdopodobne. – Zabraknie dopalacza w postaci inwestycji samorządów, których kumulacja przypadła przed wyborami z października 2018 r. – wyjaśnia.

- Wzrost PKB wyniesie między 3,5 a 4 proc.; gdyby nie otoczenie zewnętrzne, mógłby być nawet wyżej. Ale gdyby miało być gorzej, to w budżecie będzie spora przestrzeń do stymulacji fiskalnej – podsumowuje Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

O perspektywach polskiej gospodarki na 2019 r., a także bardziej długofalowych wyzwaniach, będziemy rozmawiać podczas debat organizowanych przez "Rzeczpospolitą" już na początku roku.

Dane gospodarcze
Nowy sygnał z RPP: możliwe cięcia stóp już w lutym lub marcu
Dane gospodarcze
Pozytywna niespodzianka w przemyśle na koniec 2025 r.
Dane gospodarcze
Wizerunek USA traci przez Trumpa. Polska na 31. miejscu Global Soft Power Index
Dane gospodarcze
Inflacja galopuje w Rosji. „Dzięki temu człowiekowi”
Dane gospodarcze
Profesor Tyrowicz: obecny poziom stóp procentowych powinien pozostać bez zmian
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama