Dosyć niespodziewanie Ministerstwo Finansów przyspieszyło prace nad nowelizacją tegorocznego budżetu państwa. Jeszcze kilka dni temu wiceminister Piotr Patkowski mówił, że projekt pojawi się raczej jesienią, gdy resort będzie miał więcej danych umożliwiających ocenę, jak pandemia odbiła się na dochodach podatkowych. We wtorek okazało się jednak, że relatywnie szybko udało się policzyć wpływy za lipiec, a rząd propozycją zmian w ustawie budżetowej na 2020 rok ma zająć się już w najbliższy czwartek.

– Ministerstwo Finansów zapowiadało, że spodziewa się ok. 100 mld zł deficytu w budżecie na ten rok. Sądzimy, że taka właśnie liczba pojawi się w znowelizowanej ustawie – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Czytaj także: Po lipcu 16,3 mld zł deficytu

O takich kwotach mówił zarówno wiceminister Patkowski, jak i minister finansów Tadeusz Kościński. Nowelizacja jest konieczna, bo ambitne plany premiera Mateusza Morawieckiego realizacji pierwszego po transformacji budżetu bez deficyt legły w gruzach przez pandemię. Już właściwie od marca wiadomo było, że przez kryzys gospodarczy mocno ucierpią wpływy z podatków, a wydatki państwa – w efekcie uruchomienia ogromnych programów pomocowych – będą znacznie wyższe od zaplanowanych.

Dobry lipiec

Minister Patkowski przekonywał we wtorek, że z kasą państwa nie jest tak tragicznie. Na Twitterze napisał, że „szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa za ubiegły miesiąc pokazują, że gospodarka zaczyna wracać na właściwe tory. W lipcu tego roku dochody były wyższe o 1,8 mld zł niż w lipcu 2019 r., tj. o 5 proc. i wyniosły 38,4 mld zł". – Rzeczywiście, wyniki są lepsze od oczekiwań – ocenia Pogorzelski. Świadczą o tym też dochody z VAT, które w samym lipcu okazały się aż o 9,5 proc. wyższe niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. – Zawdzięczamy to częściowo przyspieszaniu zwrotów tego podatku w poprzednich miesiącach – o czym poinformował wiceminister Patkowski, ale również relatywnie szybkiej odbudowie polskiej gospodarki po pierwszej fazie pandemii Covid-19 – ocenia ekonomista.

Dosyć imponująco wyglądają też dochody z CIT. O ile w marcu i kwietniu spadły w sumie 5,5 mld zł rok do roku, o tyle już od maja do lipca udało się nadrobić tę stratę i to z lekką nawiązką. Potwierdza to tezę resortu finansów, że na głęboki spadek CIT na początku pandemii duży wpływ miało przesunięcie terminów rozliczeń tego podatku. Inna sprawa, że w kolejnych miesiącach prawdopodobnie spadki wrócą, ponieważ wiele firm zanotowało od początku roku ogromny spadek przychodów i generuje straty.

Także deficyt w kasie państwa zmniejszył się po siedmiu miesiącach do 16,3 mld zł z 17,1 mld zł po czerwcu.

Skutki wirusa

Jeden dobry miesiąc, do tego wspierany działaniami fiskusa, nie zmienia faktu, że kryzys pandemiczny negatywnie wpłynie na budżet państwa w całym 2020 r. W okresie styczeń–lipiec wpływy z podatków były niższe o ok. 10,4 mld zł niż rok wcześniej. Dochody z VAT zanurkowały rok do roku o 6,3 proc. (tj. ok. 6,5 mld zł), z PIT o 6,7 proc. (tj. ok. 2,4 mld zł), z akcyzy zaś o 4,9 proc. (tj. ok. 2,1 mld zł). Tylko dochody z CIT wzrosły o 2,8 proc. (0,7 mld zł). Znacznie lepiej niż rok wcześniej kształtowały się dochody niepodatkowe, ale to przez wpływy z zysku NBP, których w 2019 r. nie było.

Za to wydatki rosną szybciej, niż planował rząd. W okresie styczeń–lipiec 2020 były wyższe o 7,9 proc., podczas gdy w ustawie budżetowej zapisano ich wzrost o 4,4 proc.

Więcej informacji

Zapowiedź przedstawienia nowelizacji budżetu jeszcze w tym tygodniu może tylko cieszyć, bo jej dotychczasowy brak rodził podejrzenia (np. u polityków opozycji), że rząd ukrywa prawdziwy stan finansów państwa. – Jednocześnie trzeba podkreślić, że sam budżet centralny mówi nam stosunkowo niewiele o kondycji całego sektora – zaznacza Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Millennium Banku. – Duża część wydatków na walkę z kryzysem została wypchnięta poza budżet. Oczekiwałbym, że rząd przy okazji nowelizacji ustawy budżetowej przedstawi także całościową informację o wszystkich swoich wydatkach i planach finansowych na ten rok – dodaje. Poza budżetem znalazł się choćby Fundusz Przeciwdziałania Covid-19 (jest zarządzany przez BGK) w wartości ok. 100 mld zł czy program subwencji dla firm, też o wartości 100 mld zł, którym zarządza Polski Fundusz Rozwoju.

Opinia dla „rz"

Aleskander Łaszek, glówny ekonomista Fundacji FOR

Mam nadzieję, że resort finansów w końcu przedstawi nie tylko nowelizację budżetu na 2020, ale też plan finansowy funduszy, które zarządzają ogromnymi kwotami na walkę z pandemią, a wiemy o nich bardzo niewiele. Bez tego wciąż nie będziemy dysponować prawdziwym obrazem kondycji finansów publicznych, co utrudnia debatę publiczną na ten temat.

Jakie plany na rok przyszły

Równocześnie z pracami nad nowelizacją budżetu na 2020 rok, w resorcie finansów trwają prace nad planem na 2021 r.

Zgodnie z przyjętym harmonogramem, rząd powinien do końca sierpnia przyjąć i przekazać projekt na przyszły rok do Rady Dialogu Społecznego. Do końca zaś września nowy budżet powinien trafić do Sejmu.

Jak wynika z przyjętych przez Radę Ministrów założeń, planowane jest pewne zacieśnienie polityki wydatkowej. Przede wszystkim chodzi o propozycję zamrożenia tzw. wskaźnika wynagrodzeń w sferze budżetowej na poziomie z 2020 r. Oznacza to, że wynagrodzenia urzędników nie będą automatycznie podnoszone, na podwyżki będą mogli liczyć tylko nieliczni.

Za to w przyszłorocznym budżecie mają się znaleźć pieniądze na 13. oraz 14. emeryturę.

Minimalne wynagrodzenie, jak proponuje rząd, ma wzrosnąć o 7,7 proc., z 2600 zł do 2800 zł na miesiąc.