W skrócie plany zmian można nazwać anty-lidlowymi i anty-deweloperskimi. To właśnie wśród dyskontów i firm deweloperskich najczęściej pojawiają się spółki komandytowe, które za sprawą przepisów nie płacą podatku. W gronie zainteresowanych nową ustawą powinna być też Anna Lewandowska.

Plany Ministerstwa Finansów dotyczące zmian w CIT, które planowane są od przyszłego roku:

Spółki komandytowe i jawne zapłacą CIT. Dotąd podatek spływał dopiero, gdy wypłacana była dywidenda. Budżet ma zyskać na tym rocznie około 2 mld zł.

Nawet przez cztery lata nie zapłacą CIT firmy z obrotami do 50 mln zł rocznie i indywidualnymi właścicielami, które nie wypłacają dywidend. Polska wersja "estońskiego CIT" ma zmniejszyć wpływy budżetu o 5 mld zł w pierwszym roku.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych (podatek od obrotu) i kartę podatkową będą mogły stosować firmy z przychodami do 2 mln euro rocznie - dotychczas limitem było 250 tys. euro. Premier Morawiecki szacował koszt tej zmiany na miliard złotych rocznie.

Limit przychodów, który uprawnia do 9-procentowego CIT, podniesiony zostanie do 2 mln euro, co ma zmniejszyć dochody budżetu o 400 mln zł rocznie.

Zredukowana zostanie ulga abolicyjna, czyli ulga w opodatkowaniu PIT emigrantów, ale i firm, które wykorzystywały to do optymalizacji podatku swoich właścicieli.

Grzegorz Szysz, Partner i Doradca Podatkowy kancelarii Grant Thornton Frąckowiak sp. z o.o. sp. k., uważa, że "podatek estoński" w polskiej wersji jest mocno "ułomny".

Realnie długoterminowo na zmianie w CIT stracą wszystkie większe spółki komandytowe. Ustawa ma też objąć CIT spółki jawne.

Wśród takich są biznesy Anny Lewandowskiej. - Wbrew narracji wynikającej z uzasadnienia ustawy bez wątpienia zmiany mają kluczowe znaczenie dla firm prywatnych, głównie polskich firm rodzinnych - ocenia Grzegorz Szysz z Grant Thornton.