Wyższy Urząd Górniczy uznał, że w kopalni nadal jest zbyt duże zagrożenie pożarowe, by można dopuścić w niej do normalnych prac. Nieoficjalnie mówi się, że normalne wydobycie będzie możliwe nawet za miesiąc.
– W kopalni jest zaciśnięty górotwór, ściany się obniżyły i nie zmieści się kombajn, więc na razie nie ma mowy o wydobyciu – mówi Edyta Tomaszewska, rzeczniczka WUG. – Nasi inspektorzy opracują plan wentylacji ścian, by nie doszło do samozagrzania węgla.
Każda następna doba postoju kopalni to dla JSW 2,9 mln zł utraty przychodów. Jeśli Budryk będzie stał przez cały luty – to kolejne 55 mln zł utraconych przychodów. Po doliczeniu kosztów strajku daje to łącznie blisko 150 mln zł. To wymiernie przełoży się na zmniejszenie zysku netto JSW – przynajmniej o ok. 30 mln zł. Dodatkowo spółka wyda ok. 5,5 mln zł na odszkodowania dla 1200 pracowników 15 firm zewnętrznych współpracujących z Budrykiem, musi też wygospodarować ponad 20 mln zł na wywalczone przez strajkujących z Budryka podwyżki oraz zabezpieczyć ok. 120 mln zł na podwyżki obiecane pracownikom swoich pięciu innych kopalń.
– Liczymy się z koniecznością poniesienia kosztów, ale porozumienia ze stroną społeczną w JSW zostały tak wyliczone, by mieściły się w granicach naszych możliwości – mówi Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW. Przyznaje, że spółka ma teraz w Budryku jeszcze dwa problemy. Pierwszym jest absencja – przez kilka najbliższych dni jeszcze blisko tysiąc osób z 2,4 tys. załogi będzie przebywać na urlopach i zwolnieniach lekarskich, na które poszli w czasie strajku. Po drugie Budryk nie ma na ten rok podpisanych kontraktów na węgiel ani ustalonych cen surowca w kontraktach wieloletnich („Rz” pisała o tym we wtorek).
95 mln zł przychodów z powodu wstrzymania sprzedaży węgla straciła od 17 grudnia kopalnia Budryk