Inwestując w nieruchomości w obszarach, które zostaną objęte programami rewitalizacji, można sporo zarobić. W takich miejscach ceny powinny rosnąć wyraźnie szybciej niż przeciętnie w danym mieście – uważają analitycy firmy doradczej Reas.
– Potrzebne są tam jednak inwestycje infrastrukturalne i zmiana klimatu społecznego. Poprawa komunikacji, bezpieczeństwa, ale i wizerunku – tłumaczy Kazimierz Kirejczyk, prezes Reasu. To daje szansę na zarobek. W Warszawie, w przedwojennych praskich kamienicach metr mieszkania kosztuje często poniżej 4 tys. zł. Jednak w rejonach, w których zaczęto rewitalizację, trudno znaleźć mieszkanie za mniej niż 5 – 6 tys. zł. – Od kiedy jest moda na krakowski Kazimierz, czyli od ok. pięciu lat, ceny są tam o przynajmniej 50 proc. wyższe od przeciętnych w mieście – mówi Jacek Kolibski, prezes Europejskiego Instytutu Nieruchomości. – A na początku lat 90. to były zapuszczone tereny, którymi inwestorzy zupełnie się nie interesowali – przypomina.
Kilka lat trwało opracowanie koncepcji rewitalizacji Kazimierza. Pracowali przy tym urzędnicy, architekci, urbaniści. – Najpierw wrócili restauratorzy, potem sklepikarze. Teraz mamy wielu chętnych do zamieszkania i hotele, w których trudno znaleźć miejsce – mówi Kolibski. Rewitalizacja coraz częściej kojarzy się z budową loftów w budynkach pofabrycznych. Głośno jest o projektach w Żyrardowie (Stara Przędzalnia) czy Warszawie (PZO). Najgłośniej jest jednak o Łodzi, a zwłaszcza o inwestycji U Scheiblera. Te lofty, skierowane do zamożnych, szybko podniosły średnią cenę metra nowo wprowadzanych na rynek łódzki mieszkań o kilkadziesiąt procent! Nawet teraz, przy spowolnieniu na rynku sprzedawane są z drugiej ręki po ok. 6,8 – 7 tys. zł za mkw. Tymczasem z danych Oferty.net wynika, że średnia cena na rynku wtórnym w Łodzi to wciąż poniżej 5 tys. zł.
W Polsce powiodło się już wiele projektów rewitalizacyjnych całych fragmentów miast, zwłaszcza średniej wielkości. To np. Bełchatów, Skawina, Mikołów. W starych dzielnicach, często na rynkach, przywracane są inne funkcje niż biurowo-administracyjne. Pojawiają się mieszkania, usługi, placówki kulturalne – dzięki temu po godz. 17 te części miasta nadal żyją.
Przeciwnicy koncepcji rewitalizacji podkreślają jednak, że takie odnawianie centrum miast jest droższe od budowania w szczerym polu. Tyle że miasto o zwartej zabudowie jest później o wiele tańsze w funkcjonowaniu. – Weźmy choćby koszty komunikacyjne, czas spędzany w korkach – mówi Kolibski. – W Europie bardziej szanuje się tereny, dlatego większość miast stawia na zwartą zabudowę. Rewitalizuje się tereny w centrum – dodaje.