– Oczekujemy pisemnych deklaracji ze strony Urzędu Regulacji Energetyki, które doprecyzują szczegóły działania spółki Gaz-System – powiedział wczoraj dziennikarzom wysokiej rangi urzędnik Komisji Europejskiej. Umowa międzyrządowa i kontrakt operatorski pod presją i z pomocą KE zostały poprawione w taki sposób, że nie są już niezgodne z przepisami UE liberalizującymi rynek energii. Ale w kontrakcie operatorskim brakuje szczegółowych gwarancji.
Komisja oczekuje, że w najbliższych dniach URE prześle jej na piśmie deklaracje, jak zamierza zapewnić, że przepustowość Jamału nie będzie w praktyce zarezerwowana dla Gazpromu. Chce mieć też pewność, że ceny dla innych chętnych będą takie same jak dla rosyjskiego dostawcy. W praktyce musi być również zapewniony odwrotny przepływ gazu, czyli np. z Niemiec do Polski.
[wyimek]10 mld m3 gazu rocznie będzie kupować Polska z Rosji[/wyimek]
Mają być także stworzone gwarancje, że jeśli dostęp innych firm i odwrotny przepływ gazu będą wymagały inwestycji, to właściciele ich nie zablokują. Według unijnych przepisów w sprawie takich inwestycji ostateczną zgodę wydaje URE, a jeśli właściciel, czyli EuRoPol GAZ (spółka PGNiG i Gazpromu), będzie przeciwny, to Gaz-System, czyli przyszły niezależny operator systemowy, będzie mógł je realizować, szukając innych źródeł finansowania. Wszystko to wynika z obowiązującego już drugiego pakietu energetycznego, a także – częściowo – z trzeciego pakietu, który wejdzie w życie w marcu przyszłego roku.
Przeciw Polsce toczy się ciągle postępowanie o naruszenie unijnego prawa w obecnie obowiązujących porozumieniach dotyczących funkcjonowania Jamału. Chodzi przede wszystkim o brak dostępu stron trzecich do gazociągu na jasnych i niedyskryminacyjnych zasadach. Weszliśmy już w drugi etap procedury, następnym będzie skierowanie sprawy do unijnego sądu w Luksemburgu. Bruksela na razie nie rezygnuje z tej możliwości.