Niezależna ekipa złożona z prawników i księgowego, wybranych przez Olympusa ustaliła, że b.prezes Tsuyoshi Kikukawa i jego poprzednik Masatoshi Kishimoto popierali plan ukrycia 134,9 mld jenów (1,73 mld dolarów) strat, poniesionych na spekulacyjnych inwestycjach w papiery wartościowe.
Sześcioosobowy panel stwierdził ponadto w raporcie liczącym 185 stron, że b.wiceprezes Hisashi Mori i były wewnętrzny audytor firmy Hideo Yamada byli centralnymi postaciami w machinacjach ukrywania prawdy ciągnących się od laa 90. Kikukawa ustąpił ze stanowiska prezesa w listopadzie, w szczytowym okresie skandalu, który pozbawił akcje producenta aparatów foto i innego sprzętu precyzyjnego ok.80 proc. wartości.
„Był to proceder dokonywany potajemnie przez niektórych przedstawicieli kierownictwa pod przywództwem samej góry – stwierdza raport. – Zasadnicza część kierownictwa była przegniła i skaziła ludzi wokół niego".
Raport napiętnował Olympusa za „niski poziom przejrzystości i rządzenia" i dodał, że „wielu w zarządzie było potakiwaczami i nie możemy uniknąć stwierdzenia, że stał się zwykłą fasadą. Wyprowadzeniem strat z ksiąg i usiłowaniem ukrywania ich w długim okresie czasu zajmowali się ludzie, którzy nie rozumieją pojęcia zgodności z przepisami".
Bardzo surowy w słowach raport dodaje, że każdy kto sprzeciwiłby się działaniom członków ścisłego kierownictwa mógł liczyć się ze zwolnieniem z pracy, nawet jeśli racja byłaby po jego stronie i przytoczył jako dowód na to wyrzucenie prezesa Michaela Woodforda, który ujawnił cały skandal. Pierwszego niejapońskiego prezesa-dyrektiora generalnego wyrzucono 14 października, kiedy publicznie wytknął ukrywanie tej sprawy i poważne problemy w kierowaniu firmą istniejącą od 92 lat.
Brytyjczyk był członkiem rady dyrektorów Olympusa do minionego tygodnia, kiedy zrezygnował z jej przewodniczeniu. To pozwoliło mu rozmawiać swobodnie z udziałowcami o podjęciu batalii mającej doprowadzić do usunięcia obecnej rady i do przywrócenia jego roli w tej firmie.
Teraz oświadczył, że raport wykazał zmasowaną skalę wykroczeń służbowych. - Teraz można rozpocząć prace nad przywróceniem dobrego imienia Olympusa jedynie z nieskażonymi szefami. Dzisiejszy raport musi być początkiem a nie końcem naszych wysiłków w wykryciu, co naprawdę wydarzyło się w Olympusie – oświadczył.
Były sędzia Sądu Najwyższego Tatsuo Kainaka, który przewodniczył temu panelowi oddalił spekulacje, jakoby korupcyjna działalność w Olympusie miała powiązania ze słynnym przestępczym syndykatem Yakuza. – Śledziliśmy przepływ pieniędzy i nie było szlaku prowadzącego do sil antyspołecznych - zapewnił na briefingu po publikacji raportu, używając powszechnego eufemizmu na zorganizowaną przestępczość.
Dodał, że stosowany do dawna proceder był znany jedynie garstce szefów i był niezwykle trudny do wykrycia. – Używane sposoby były przemyślne, a informacje krążyły tylko w małej grupie - stwierdził Kainaka. – Myślę, że coś takiego mogłoby zdarzyć się wszędzie na świecie, nie tylko w Japonii.
W komunikacie opublikowanym po tym raporcie Olympus oświadczył, że skoryguje bilanse z ostatnich 5 lat i nadal przygotowuje sie do dotrzymania terminu 14 grudnia publikacji bilansu kwartalnego. Gdyby nie dotrzymał tego terminu, groziłoby mu skreślenie z tokijskiej giełdy.
Akcje znękanej firmy zakończyły sesje w Tokio zwyżką o 9,07 proc. do 1190 jenów, do połowy wartości sprzed wyrzucenia Woodforda.