Na razie wsparcie objęło tylko osoby fizyczne, które nie prowadzą działalności gospodarczej. Po zakupie auta mogą one otrzymać refundację w wysokości 18,75 tys. zł. To tyle samo, ile w poprzednim, ubiegłorocznym programie „Zielony samochód", który zakończył się kompletnym fiaskiem. Teraz jednak Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej radykalnie zwiększył limit ceny dotowanego pojazdu – ze 125 do 225 tys. zł. Poszerzyło to gamę dostępnych modeli blisko pięciokrotnie – z małych samochodów miejskich do aut klasy kompaktowej i rodzinnych SUV-ów. Wprowadzono także specjalny bonus dla posiadaczy tzw. Karty Dużej Rodziny z przynajmniej trójką dzieci: w tym przypadku dopłata sięga 27 tys. zł, a limit wartości kupowanego samochodu został zniesiony. Nie trzeba także wykazywać się obowiązkowym przebiegiem po odebraniu dopłaty, który w „Zielonym samochodzie" wynosił 10 tys. kilometrów. Ale przez dwa lata samochodu z dopłatą nie będzie można sprzedać ani zarejestrować poza Polską.

Choć program rusza od 12 lipca, dopłaty będą wypłacane do samochodów kupionych od 1 maja 2020 r. Budżet programu realizowanego do 2026 r. wyniesie 500 mln zł. „Mój elektryk" obejmuje tylko samochody w pełni elektryczne: nie będą więc dotowane auta z napędem hybrydowym, a także hybrydy z wtyczką (plug-in).

Rząd opóźnia jednak wprowadzenie dopłat dla kupujących samochody elektryczne przedsiębiorców, a także samorządów i instytucji. To radykalnie hamuje możliwości rozkręcenia rynku e-aut, bo jak twierdzi Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), 85 proc. samochodów z napędem elektrycznym kupowanych jest przez firmy. – Uwzględnienie przedsiębiorców w gronie beneficjentów jest kluczowe dla rozwoju rynku i powinno być wdrożone jak najszybciej – apeluje Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

NFOŚiGW deklaruje, że przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z dotacji „w ciągu kilku tygodni". – Równolegle będą uruchamiane dotacje do leasingu. Bez względu na formę finansowania pojazdu – zakup, leasing, najem – warunki wsparcia będą takie same – zapowiada Artur Lorkowski, wiceprezes NFOŚiGW. Za kilka tygodni ma być również uruchomione wsparcie dla zakupu busów do przewozu więcej niż ośmiu osób.

Ubiegłoroczny program „Zielony samochód" spalił na panewce przez niedopasowanie do realiów rynkowych – jeśli plany NFOŚiGW zakładały objęcie wsparciem 2 tys. e-aut, to wykorzystano je na zaledwie 241 samochodów. Tymczasem w innych europejskich krajach państwowe wsparcie dla takich pojazdów okazało się niezwykle skuteczne. Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że w I kwartale 2021 r. rejestracje aut z napędem czysto elektrycznym wzrosły r./r. w Unii Europejskiej o 59,1 proc., do prawie 146,2 tys. sztuk. – To zasługa rządowych dopłat – komentuje ACEA w raporcie podsumowującym rynek. W Niemczech rejestracje e-aut wzrosły w pierwszych trzech miesiącach tego roku o 149 proc., do 64,8 tys., we Włoszech o 146 proc., do 13,3 tys., w Austrii o 172 proc., do 6,6 tys. W Polsce zarejestrowano w tym czasie niespełna 1 tys. „elektryków". Tymczasem jeszcze w ub. roku Niemcy podniosły wielkość wsparcia do nawet 9 tys. euro, we Francji wysokość dotacji została podwyższona z 6 do 7 tys. euro, w Rumunii wynosi 10 tys. euro.

Jednak wsparcie dla samych pojazdów nie wystarczy. Według PSPA system wsparcia powinien zapewnić dotacje także do infrastruktury ładowania. Zwłaszcza że tempo rozbudowy sieci słabnie. Jeśli od czerwca 2019 do maja 2020 r. w Polsce zainstalowano 479 ogólnodostępnych stacji, to w ciągu kolejnych 12 miesięcy już tylko 322. Jak informował w ubiegłym miesiącu Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, w I kwartale 2021 r. liczba ogólnodostępnych punktów w Polsce względem końca 2020 r. wzrosła o zaledwie 5 proc., podczas gdy w Niemczech o 10 proc.