Komisja Europejska 25 lutego przedstawi projekt unii energetycznej. – W dziewięciu punktach jest on zgodny z polskimi postulatami – przekonują w nieoficjalnych rozmowach polscy dyplomaci. Bo choć strategię napisała Komisja Europejska, to jednak Polska aktywnie zabiegała o jak najambitniejsze zapisy.
Zaczęło się na wiosnę 2014 r., gdy ówczesny premier Donald Tusk jeździł po stolicach dużych państw UE, żeby przekonać je do pomysłu wspólnych zakupów gazu i innych instrumentów zwiększających siłę przetargową UE wobec Rosji, w reakcji na trwającą już wtedy wojnę na Ukrainie.
Tusk nie był jednak pierwszy, bo po każdym poprzednim kryzysie ukraińskim ważni polscy politycy forsowali wzmocnienie energetycznych więzi w UE. Najpierw w 2006 r. ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz proponował tzw. pakt muszkieterów, który zawierał zasadę solidarności energetycznej w razie kryzysu.
Kolejno w 2009 r. ówczesny szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek wystąpił z projektem unii energetycznej, dla której uzyskał poparcie byłego szefa Komisji Europejskiej Jacques'a Delorsa. Po kryzysie 2009 r. UE przyjęła pierwsze akty prawne zmierzające do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego.
W środę ma nastąpić kolejny krok: tam, gdzie były zapisy o działaniu dobrowolnym, Bruksela proponuje obowiązkowość. Bo okazuje się, że część krajów boi się lub nie chce oficjalnie występować przeciw Gazpromowi.
Umowy do wglądu
W części dotyczącej bezpieczeństwa energetycznego nowością jest obowiązkowe prezentowanie w Brukseli projektu planowanych umów z zewnętrznymi dostawcami. Obecnie kraj może, ale nie musi tego robić w procesie negocjacji.
Obowiązek dotyczy tylko prezentacji po podpisaniu i często się okazuje, że jest już za późno, bo trudno zmienić zapisy niezgodne z unijnym prawem. Tak było w przypadku szeregu umów międzyrządowych dotyczących budowy South Stream, czyli południowego korytarza gazowego z Rosji.
Jedynym krajem, który w przeszłości zaprosił KE do negocjacji, jest Polska. Ponadto według obecnie obowiązującego prawa w Brukseli pokazuje się tylko umowy międzyrządowe. Projekt unii energetycznej przewiduje wgląd KE również w kluczowe umowy między podmiotami komercyjnymi.
Przejrzystość umów i wspólne zakupy gazu to element bezpieczeństwa energetycznego – jednego z pięciu filarów proponowanej unii energetycznej.
Filary nowej unii
Pozostałe proponowane filary to: dokończenie budowy wspólnego rynku energii, zwiększenie wydajności energetycznej, co ma doprowadzić do zmniejszenia popytu, zmniejszenie udziału węgla w unijnej gospodarce oraz innowacje. Lepsza wspólna infrastruktura w gruncie rzeczy ma prowadzić do tego samego celu, co przejrzystość kontraktów i wspólne zakupy: do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego. KE już wybrała 33 strategiczne projekty, które są częściowo finansowane z budżetu unijnego, jak np. energetyczny łącznik polsko-litewski. Poprzez lepsze połączenie systemów krajowych energetycznych kraje będą mniej podatne na nagłe przerwy w dostawach ze strony jednego dostawcy.
KE zamierza też wspierać budowę terminali LNG w Unii. Polski gazoport w Świnoujściu ma być gotowy w połowie tego roku.
Plany antykryzysowe
W UE po poprzednich kryzysach gazowych istnieje już mechanizm działań antykryzysowych. Każdy kraj musi przygotować odpowiedni plan, ale wyłącznie na poziomie narodowym. Plany regionalne są dobrowolne i nikt ich nie przygotowuje. KE chce więc wprowadzić obowiązek przygotowania takich planów na poziomie regionalnym.
– Docelowo mógłby powstać plan prewencyjny na poziomie UE – uważa polski dyplomata.
Ponadto projekt unii energetycznej obiecuje działania Brukseli na rzecz budowy korytarza południowego czy też zwiększenia dostaw gazu z basenu Morza Śródziemnego i Algierii.
KE w swoim dokumencie podkreśla też rolę lokalnych zasobów energii, w tym niekonwencjonalnych, czyli gazu łupkowego.
Nie wszystkie punkty podobają się Polsce, podobnie jak nie wszystkie spodobają się innym krajom UE. Oficjalnie przeciwko zwiększeniu władzy Brukseli w dziedzinie energii zaoponował węgierski premier. Unia energetyczna jest dokumentem strategicznym, jej realizacja wymaga zaakceptowania szeregu konkretnych aktów prawnych, co jest przedmiotem głosowania większościowego w unijnej radzie (rządy państw członkowskich) oraz Parlamencie Europejskim. W przeszłości propozycje KE w tej dziedzinie zawsze były osłabiane.
Podyskutuj z nami na Facebooku, www.facebook.com/ekonomia. Czy wierzysz, że unia energetyczna pozwoli zmniejszyć zależność gazową od Rosji?