Z wakacji nie zrezygnujemy. Ale są sposoby, by obniżyć za nie rachunki

Szukanie tańszych okazji, przygotowywanie posiłków w domu, unikanie modnych lokali i kultowych miejsc, w których zjemy posiłek - to tylko kilka pomysłów na ograniczenie wakacyjnych wydatków.

Publikacja: 12.07.2023 11:53

Z wakacji nie zrezygnujemy. Ale są sposoby, by obniżyć za nie rachunki

Foto: Adobe Stock

Urlop wtedy jest może mniej atrakcyjny, ale wybierając takie rozwiązanie unikniemy powakacyjnego finansowego kaca.

Pakiet, nie sam nocleg

Opcja pierwsza, to wybór pakietu, a nie samego noclegu. Takich możliwości w Polsce jest coraz więcej, a zagranicą to już standard. Najmniej zapłacimy za wyżywienie się podczas zagranicznych wakacji, wybierając opcję „wszystko w cenie”, czyli All Inclusive (AI). Jest ona może niezbyt atrakcyjna, ale zwłaszcza kiedy jedziemy z dziećmi - bezpieczna, bo zawsze jest coś do wybrania. Nie zapłacimy też za napoje, lody, wyjście na basen.

Jeśli jedziemy samochodem, trzeba sprawdzić czy w pakiecie jest zagwarantowane miejsce na parkingu. W przypadku, gdy go nie ma - koniecznie sprawdźmy, ile kosztuje. W innym przypadku kilkusetzłotowy dodatkowy wydatek nieprzyjemnie nas zaskoczy.

Czytaj więcej

Wakacje za granicą wyjątkowo tanie. Gdzie opłaca się pojechać?

Opcja druga, to postawienie na samodzielność, która też może przybierać różne formy. Najpopularniejsza to wynajęcie apartamentu z możliwością korzystania z kuchni i robienia zakupów w lokalnych sklepach.

To wybór obciążający osobę, która będzie gotowała posiłki. Ma przed sobą perspektywę robienia tego samego, co w domu, tyle że w znacznie gorszych warunkach i bez sprzętu, do którego przywykła. Ale znów jest to „coś za coś”, tak samo, jak w przypadku All Inclusive.

Oczywiście, czas zajmie nie tylko samo przyrządzanie posiłków, ale i sprzątanie po nich oraz zakupy. Jeśli wakacje spędzamy w kraju, można liczyć, ze większość supermarketowych cen, nawet w kurortach, jest taka sama, jak w naszym miejscu zamieszkania. Tylko promocji może być mniej.

Nad morzem rybę najtaniej kupimy w porcie, albo na plaży, kiedy rybacy wracają z połowu. W Polsce dorsza teraz nie kupimy, bo obowiązuje zakaz połowów, ale już flądry - jak najbardziej. A przy dużym szczęściu może się trafić nawet turbot. Zawsze warto wcześniej się zorientować, w jakiej cenie są takie same ryby w sklepie, żeby premia za „superświeżość” nie była za wysoka. Ale nie jesteśmy narażeni na cenę „ za 100 gram” i sytuację, kiedy na naszym talerzu ląduje filet w grubej panierce ważący pół kilo, a nawet więcej.

Jeśli wynajmujemy apartament za granicą, weźmy ze sobą z domu podstawowe artykuły, takie jak kawa, herbata, sól, cukier, pieprz, tabletki do zmywarki, proszek do prania, czy torby na śmieci. Jeśli walizka nie jest zbyt ciężka, warto do niej dołożyć butelki z wodą. W większości krajów, do których tradycyjnie Polacy jeżdżą na wakacje, nawet w lokalnych supermarketach ceny są wyższe, niż te, jakie płacimy w kraju. Bo przecież wiemy, gdzie jest najtaniej.

Zacznijmy od kanapek

Kontrola wakacyjnych wydatków w każdej z tych opcji zaczyna się od podróży. Jeśli lecimy samolotem, to przygotujemy kanapki w domu: nie tylko zjemy to, co lubimy, a nie to, co oferuje przewoźnik. W ten sposób oszczędzimy przynajmniej 100 złotych w przypadku 4-osobowej rodziny lecącej czarterem. Pozostają wtedy napoje, których nie można wziąć z domu, czy kupić tanio w markecie. Najtańszym rozwiązaniem jest wtedy wziąć pustą butelkę i napełnić ją wodą z lotniskowego źródełka. Będzie taniej, niż na pokładzie i nadal mniej, niż wówczas, gdy kupimy napoje w automacie na lotnisku.

Czytaj więcej

Wakacje przyjazne dla portfela. Te kraje odwiedzimy najtaniej od lat

Nie korzystajmy na miejscu z hotelowych minibarów. Butelka wody potrafi tam kosztować nawet 10 euro/dolarów. W hotelach 4-gwiazdkowych i wyższej klasy zawsze stoją poza lodówką butelki z wodą, które już zostały wliczone w cenę naszego pobytu. A coraz więcej hoteli przy recepcji postawiło automaty z napojami. Tam jest wprawdzie drożej, niż na mieście, ale zdecydowanie taniej, niż w minibarze.

Tam, gdzie miejscowi

Postawmy na obfite śniadania. Pozwolą na zaoszczędzenie wydatków na kolejne posiłki w ciągu dnia.

Jeśli w naszej rezerwacji śniadanie nie jest wliczone w cenę, to wielkim błędem byłoby zjedzenie go w hotelowej restauracji. Tam jest najdrożej: ceny dochodzą w nawet do 30-40 euro. Restauracje w pobliżu hoteli doskonale sobie zdają z tego sprawę i oferują zestawy śniadaniowe po znacznie niższych cenach. Najczęściej w takich miejscach stołują się miejscowi.

Przy wyborze restauracji zawsze jest to wskazówka, że w takim miejscu jest niedrogo i dobrze. Zestaw śniadaniowy spokojnie wystarczy dla dwóch osób i trzeba tylko dobrać dodatkowy napój. No i kosztuje mniej, gdybyśmy oddzielnie zamówili pieczywo, masło, sałatkę sery, jajka - i co tam jeszcze jest. A jeśli nadal jesteśmy głodni? To zawsze można coś domówić i nadal zapłacimy mniej niż w hotelu.

Takie zestawy są oferowane także na obiad. Jeśli jest w nich jakieś danie, które nam nie odpowiada, warto zapytać kelnera, czy można je podmienić na inne. Najczęściej nie ma z tym problemu. Najtańszą opcją napoju jest woda z kranu nalewana z dzbanków - bo butelkowana, to zagranicą oznacza dodatkowy wydatek przynajmniej 5 euro, w Polsce od 10 złotych. Jeśli wybierzemy wino, to zawsze warto zapytać, czy to domowe jest ok. Najczęściej jest to trunek może nie wybitny, ale miejscowej produkcji, czyli nie zmęczony podróżą. I kosztuje przynajmniej o połowę mniej, niż butelkowane.

Widok jest najdroższy

Chcemy tylko wypić kawę? Najtaniej będzie, jeśli wypijemy ją przy barze. Zapłacimy za nią nie więcej, niż 1,5 euro, a w lokalach gdzie stołują się miejscowi - nawet 1 euro. Przy stoliku cena idzie ostro w górę i zaczyna się od 3-4 euro. W Polsce od 15 złotych.

A samo piwo? Np. w Bułgarii w hotelu zapłacimy za nie równowartość 5 euro, w kawiarni na zewnątrz - 2,5 euro. Na rynku we Wrocławiu - 18 złotych. Bo płaci się nie tylko za samą kawę/napój, ale i za widok. Taniej jest tam, gdzie nie podaje się alkoholu, bo wtedy płacąc za kawę, nie dokładamy się do koncesji, jaką restaurator musiał wykupić. Podatki obciążające gastronomię są wliczane do cen wszystkiego, co znajduje się w karcie.

Wysokość rachunku za posiłki zależy także od wyboru restauracji. Jeśli decydujemy się na popularne miejsce turystyczne z pięknym widokiem, to będzie ono miało swoją cenę i to wysoką. Warto więc przejść się kilka ulica dalej. I znów spojrzeć, gdzie siedzą miejscowi i co jedzą. Taki wybór będzie z pewnością przyjaźniejszy dla portfela. Zwłaszcza, że możemy dostosować miejsce do naszych możliwości. Praktycznie wszędzie w miejscowościach wakacyjnych menu wywieszone jest na zewnątrz. I uwaga! Do cen doliczany jest jeszcze podatek, plus opłata za obsługę, które nie widnieją w cenach potraw.

W krajach muzułmańskich najtaniej jest w restauracjach położonych w pobliżu meczetów. Tam oczywiście piwa nie wypijemy, ale jedzenie zazwyczaj doskonałe, bo przygotowane dla miejscowych.

Ale i w takich wypadkach trzeba zachować czujność. Kiedy kelner, już po złożeniu prze nas zamówienia, zapyta, czy dodatkowo podać nam jakąś przystawkę, trzeba koniecznie dopytać, ile ona kosztuje. Może się okazać, że drożej, niż cały posiłek. Podobnie jest z pieczywem, masłem, czy oliwą podawanymi w większości restauracji. Kiedy kelner je podaje, warto zapytać, czy jest to wliczone w cenę. Jeśli nie, do nas należy decyzja, czy skorzystamy z tej oferty, czy nie.

Urlop wtedy jest może mniej atrakcyjny, ale wybierając takie rozwiązanie unikniemy powakacyjnego finansowego kaca.

Pakiet, nie sam nocleg

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Rosyjska „stolica spa” powstanie za polską granicą
Biznes
Tony Mercer: Wielka zmiana w usługach wizowych i identyfikacyjnych
Biznes
TikTok: Bezpieczeństwo użytkowników jest dla nas absolutnym priorytetem
Biznes
Polskie miasta coraz częściej grają w zielone
Biznes
Orlen może zrezygnować z prasy i usług kurierskich. Odwrotu od fuzji nie będzie
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy