Obawiają się, że nie będzie ich stać na pobyt, jeśli zawodnicy z ich krajów dotrą do finału.

Najbardziej narzekają Anglicy, Koreańczycy i Japończycy, którzy wiedzą, że jeśli ich ekipa wygra w poniedziałek, 5 grudnia z Chorwacją, to będą musieli się zapożyczyć na dalszy pobyt. Waluty tych trzech krajów szczególnie dużo straciły w stosunku do związanego z dolarem amerykańskim katarskiego riala. Katarska waluta umocniła się w tym roku o 9 proc. wobec koreańskiego wona (bo znacząco spadł eksport i jest kryzy na rynku nieruchomości), o 10 proc. wobec brytyjskiego funta (z powodu kryzysów politycznych) i aż o 17 proc. wobec jena (z powodu polityki pieniężnej w tym kraju i napięć na linii Tokio-Waszyngton). Tymczasem drużyny tych krajów przeszły do 1/8 finałów. I, jak na razie, grają dalej.

Czytaj więcej

Mundiale wcale nie dają zarobić gospodarzom

- Dla nas przygotowanie do kibicowania podczas Pucharu Świata było wyzwaniem tak fizycznym, jak i finansowym - mówi cytowany przez Bloomberga Koreańczyk Choung Jongchan, który na ten wyjazd zaczął oszczędzać już rok temu. Wspomina jak trudno było kupić bilety na mecze i jak wielu kibiców było niezadowolonych z miejsc, kiedy ostatecznie już im je przyznano. Ostatecznie jednak je kupił, ale potem się ich pozbył, bo doszedł do wniosku, że nie uniesie finansowo całej imprezy. Sprzedaż biletów nadal jest możliwa za pośrednictwem specjalnej platformy, gdzie pobierane jest 5 proc. opłaty transakcyjnej. Choung Jongchan narzeka oczywiście na ceny w Katarze, gdzie za piwo trzeba zapłacić 50 riali, czyli 13,60 dolara. To dziesięciokrotnie więcej niż w Seulu. Na karcie kredytowej została mu już tylko równowartość 1,7 tys. dolarów i kiedy będzie się zbliżał do tego limitu, wróci do kraju.

W jeszcze gorszej sytuacji są Japończycy, bo w październiku kurs jena był najniższy od 30 lat. Kiedy rezerwowali bilety na wyjazd na mundial za riala trzeba było zapłacić 25-30 jenów. Teraz kurs wynosi 35-40 jenów.

Katarczycy zarzekają się, że zrobili wszystko, by koszty pobytu kibiców nie rosły. Zakazali odsprzedawania biletów przed stadionami, kontrolują ceny hoteli i uruchomili specjalną platformę rezerwacyjną, aby zapobiec „dzikiemu” wynajmowi. Dla wszystkich kibiców, którzy mają Hayya Card transport publiczny jest bezpłatny, podobnie jak karty SIM dające dostęp do internetu. Muszą mieć tylko odpowiedni dokument i bilety na mecze. Ale na silnego dolara nie mają już wpływu.

A hotele pobierają pieniądze z kart kredytowych dopiero na 6 dni przed przyjazdem gościa, czyli ściągnęły je wówczas, gdy dolar był najdroższy, a nie po cenie, po której była składana rezerwacja. Natomiast odpowiedzią na wysokie ceny żywności są masowe jej zakupy poza stadionami, a niektórzy kibice nawet przywożą dozwolone w Katarze produkty ze swoich krajów. Byle tylko obniżyć koszty.

Czytaj więcej

Piłki na mundial szyją kobiety. Ich jakość kontrolują mężczyźni