Kluby najwyższej klasy rozgrywkowej z sezonu 2020/2021 otrzymały od miast w ubiegłym roku 21,5 mln zł. Pod tym względem lepsi okazali się jedynie piłkarze nożni (z Ekstraklasy i I ligi) oraz koszykarze. Gorzej to wygląda, jeśli chodzi o panie. Zespoły kobiece dostały niespełna 8 mln zł i przegrywają pod tym względem z każdą z liczących się dyscyplin zespołowych w Polsce.

Trudne relacje

Poziom PGNiG Superligi od lat jest wysoki, choć ton rywalizacji od ponad dekady nieprzerwanie nadają kluby z Kielc i Płocka. Dlaczego? Bo stać je na sprowadzenie zawodników prezentujących światowy poziom, a ci potrafią się odwdzięczać solidną grą oraz przyciągać do hali komplet publiczności. Takim piłkarzom trzeba jednak płacić niemałe pieniądze, a żeby je zdobyć, trzeba znaleźć źródło dochodu. O pomoc w konstruowaniu budżetu szefowie większości klubów zwracają się do samorządów. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, wszakże poprzez uczestnictwo w sportowej rywalizacji promuje się miasto. Miłość magistratu i szczypiorniaka potrafi być jednak szorstka.

Czytaj więcej

Samorządowcy nie szczędzą grosza na sport. Kto i na ile może liczyć

Mogłoby się wydawać, że wobec panującego kryzysu i szalejącej inflacji kluby nie otrzymają takiego wsparcia, jakiego by chciały, ale jedynie w dwóch miastach zostało ono zmniejszone. Kwota wsparcia w Kielcach spadła z 1,8 mln zł do nieco ponad 1,1 mln zł, jednak przy 90 mln zł budżetu ciężko uznać, aby miasto odgrywało tu jakąś istotną rolę. Mimo to prezes Bertus Servaas przy każdej możliwej okazji podkreśla, że jego klubowi z ratusza należy się więcej.

– Proszę mi wskazać drugi klub w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu, który w ciągu miesiąca rozegra cztery mecze z PSG i Barceloną – argumentował swego czasu Holender od wielu lat znający polskie realia i dziwiący się postawie prezydenta, w przeszłości trenera kielczan oraz reprezentacji Polski. – Bogdan Wenta powinien być dumny z tego klubu, a moim zdaniem nie jest – dodawał prezes Servaas, zdobywając się nawet na szantaż. – Dla mnie przeprowadzka do innego miasta nie będzie problemem. Jest wielu prezydentów, którzy by nas przyjęli. Uważam jednak, że ten klub powinien być w Kielcach, bo tu ma swoją historię. Mam nadzieję, że miasto się obudzi – grzmiał szef mistrzów Polski.

Sukcesy naszpikowanej gwiazdami drużyny zostały przez miasto docenione. Za czerwcowe wicemistrzostwo w Lidze Mistrzów zawodnicy i sztab trenerski otrzymali po 15 tys. zł premii, ale niedługo potem do klubu dotarła wiadomość, że miasto nie ma pieniędzy na przebudowę Hali Legionów (za jej wynajęcie klub płaci 2 mln zł), co może oznaczać, że w kolejnej edycji europejskich rozgrywek drużyna będzie musiała występować poza Kielcami. Zawodnicy zareagowali demonstracyjnym zaklejeniem herbu miasta na koszulkach i wystąpieniem w nich w jednym z meczów Ligi Mistrzów. Sytuacja zmienia się jednak jak w kalejdoskopie i prezesowi Servaasowi już wkrótce może się opłacać dobrze żyć z samorządem. Z początkiem roku klub straci bowiem sponsora tytularnego w postaci Łomży. Jeśli budżet nie będzie się spinał, to do kogo się zwróci o pomoc?

Kielce na mapie piłki ręcznej to szczególny przypadek, bo zarówno cele, jak i ambicje tego zespołu są zupełnie inne niż w przypadku pozostałych klubów, może z wyjątkiem Wisły Orlen Płock. Ta dostaje największe pieniądze od miasta (ponad 6 mln zł w 2021 r.), ale w kraju wciąż musi uznawać wyższość zawodników z Kielc. W przypadku pozostałych zespołów cieszy w zasadzie każda forma wsparcia miasta. W Opolu współpraca z magistratem układa się wręcz modelowo, wszak sport to oczko w głowie prezydenta Arkadiusza Wiśniewskiego, chociaż o wielkich pieniądzach nie ma mowy. Szefowie Gwardii już w 2019 r. wiedzieli, na jaką kwotę mogą liczyć, gdyż system rozpatrywania dotacji działa długofalowo (w 2021 r. zespół otrzymał 920 tys. zł). – Pieniądze z samorządu stanowią solidny fundament, na którym co roku możemy budować budżet – potwierdzają w Gwardii.

Ciepłe relacje panują też w Zabrzu, choć pod względem wysokości dotacji (480 tys. zł) Górnik plasuje się w dolnych rejonach tabeli. O pozostałą część budżetu dba prezes i właściciel klubu Bogdan Kmiecik. – Pieniądze z ratusza nie są duże, ale nam się przydają. Wydajemy je na bieżącą działalność. Z każdej złotówki pochodzącej z miasta musieliśmy się rozliczyć, przedstawiając szczegółowy raport – tłumaczy rzecznik Górnika Paweł Franzke.

Kobiecy kopciuszek

Jeśli zaś chodzi o zespoły kobiece, szczególne relacje panują w Lublinie. Miasto nie szczędzi gorsza na MKS FunFloor. Żaden klub Superligi nie może liczyć na 4-milionowe wsparcie. Na przyszły rok prezes MKS-u Bogusław Trojan będzie pewnie wnioskował o więcej, bo browar Perła przestał być sponsorem tytularnym. Ale to nie z tego powodu zespół w zeszłym sezonie nie zdobył 23. złotego medalu. Sięgnęło po niego Zagłębie Lubin. Choć ma w swej nazwie MKS, to od lat pieniędzy z ratusza nie otrzymuje. Sponsorem klubu jest bowiem KGHM Polska Miedź.

Pozyskiwanie sponsorów nie jest łatwe, ale kiedy się naprawdę chce, pieniądze się znajdą. Przykładem może być kobiecy zespół KPR z niewielkiej, bo liczącej około 2 tys. mieszkańców, wsi Kobierzyce. Od gminy otrzymał on w 2021 r. ponad 1,5 mln zł wsparcia. – To, że jako gmina Kobierzyce postawiliśmy na piłkę ręczną kobiet, ma swoje uzasadnienie w tradycji KPR, który powstał ponad 20 lat temu – mówi wójt Ryszard Pacholik. Jak tłumaczy, na początku działalności trenerzy szkolili zawodniczki w szkołach. Efekt był taki, że ze względu na brak profesjonalnej hali sportowej najlepsze z nich wyjeżdżały do innych klubów.

W 2011 roku wybudowano w Kobierzycach pełnometrażową Halę Widowiskowo-Sportową. – Spowodowało to błyskawiczny rozwój KPR Gminy Kobierzyce. W 2016 roku nasze zawodniczki zadebiutowały w najwyższej klasie rozgrywkowej, a trzy lata temu sięgnęły po pierwszy medal PGNiG Superligi Kobiet – brąz – mówi Pacholik. W kolejnych latach klubowa gablota systematycznie się zapełniała, a w sezonie 2021/2022 zespół po raz pierwszy w historii zdobył nawet Puchar Polski. – Nie jest tajemnicą, że sport, szczególnie na poziomie Superligi, wymaga nakładów finansowych. Klub ma swoich sponsorów, trwają też poszukiwania sponsora strategicznego – mówi Pacholik. Na razie jednak Kobierzyce udowadniają, że samorząd może być „ojcem” sportowego sukcesu. W końcu chcieć, to znaczy móc.