Od połowy tego tygodnia w Polsce ma się ochłodzić. Właściciele hoteli, pensjonatów i wyciągów liczą więc, że narciarze skuszą się na wcześniejsze wyjazdy, bo rezerwacje na ferie rosną bardzo powoli.
I kolejne zmartwienie: koszty działania tak bardzo wzrosły, że wielu właścicieli miejsc noclegowych w górach wciąż jeszcze się zastanawia, czy warto oferować pakiety z wyżywieniem. – Co z tego, że się otworzę, a z dziesięciu pokojów wynajmę dwa – mówi Maria Zakrzewska, właścicielka dwóch apartamentów w Karpaczu. Nie zamierza oferować wyżywienia, bo urlopowicze sami wolą się żywić. – Tak jest taniej, a ja musiałabym zatrudnić dodatkowe osoby, co po podwyżce płacy minimalnej jest nieopłacalne – mówi.
Czekanie na śnieg
Wielu narciarzy zwleka z rezerwacjami, bo czekają na komunikaty śniegowe. Według prognoz długoterminowych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej nadchodząca zima w Polsce ma być chłodna, z umiarkowaną ilością opadów. Najzimniej ma być w lutym. A deszcz i śnieg mają padać głównie w północnej części kraju, gdzie warunków do narciarstwa zjazdowego raczej nie ma. Brytyjski AccuWeather podał, że śniegu będzie za to pod dostatkiem w Alpach, więc obejdzie się bez szukania dobrych warunków narciarskich na lodowcach.
Czytaj więcej
Rezerwacji jest mniej niż przed rokiem, bo Polacy czekają na komunikaty śniegowe i okazje. Wzrosły za to koszty i operatorzy wyciągów oraz hotelarz...
Drożeje wszystko
Powodem zwlekania z rezerwacjami jest znaczący wzrost cen dosłownie wszystkiego, co jest związane z zimowym wyjazdem – droższe jest paliwo, noclegi, wyżywienie, więcej zapłacimy w wypożyczalniach sprzętu i szkółkach narciarskich. Więcej też, i to w niektórych wypadkach nawet o 40 proc., zapłacimy za karnety.
A to już ostatni moment na wykorzystanie 500-złotowego bonu turystycznego, który traci ważność z końcem marca 2023 r. Część jego wartości zjadła wprawdzie inflacja, ale jeśli ktoś jeszcze nie wydał tej rządowej dopłaty, to ferie 2023 r. będą ostatnią okazją.
Widać także, że Polacy, którzy są zdeterminowani, aby wyjechać na narciarskie ferie zimowe, bardziej liczą się z pieniędzmi. W Polsce wybierają wyjazdy krótsze niż jeszcze przed rokiem, i to o jeden–dwa dni. A więc z tygodniowego urlopu sprzed pandemii zostały trzy–cztery dni. Dłuższe, bo pięcio–sześciodniowe wyjazdy Polacy planują w Alpy, gdzie ceny wzrosły podobnie jak u nas. Ponieważ koszty dojazdu są wysokie, krótszy wyjazd robi się już relatywnie drogi.