Centrum pomocy dla Ukraińców w opuszczonym szpitalu uruchomione od podstaw w ciągu kilku dni. Wyznaczył pan sobie ambitny cel.

Tak, bo tylko ambitnym celom warto poświęcać swoją uwagę i energię. Wtedy adekwatna jest satysfakcja.

O otwarciu tego drugiego już centrum pomocy w Krakowie poinformował pan na swoim profilu na FB we wtorek, gdy mieliście tylko budynek po szpitalu.

I już w czwartek przyjmujemy pierwszych ludzi. To wszystko się dzieje w bardzo szybkim tempie. Mamy 250 miejsc w salach z oknami i kolejne 250 w dawnych salach operacyjnych bez okien. Jeśli poradzimy sobie w tak krótkim czasie z przygotowaniem jeszcze jednego obiektu, to nie będziemy zagęszczać sal bez okien, choć mogą być wykorzystane, gdy ktoś szuka tylko miejsca do spania na jedną noc.

Jaką rolę pełnią te dwa obiekty w Krakowie?

Określamy je jako centrum pomocy, bo nie tylko zapewniamy tam miejsce pobytu, wyżywienie, ale zabezpieczamy także opiekę medyczną, rozrywkę dla dzieci i pomagamy zaplanować dalszą podróż. Ok. 20 proc. uchodźców po jednym–dwóch dniach wyrusza dalej. Kompletujemy więc grupy chętne do wyjazdu w inne miejsca w Polsce, gdzie mamy miejsca do zamieszkania na dłużej, a dla niektórych osób także zatrudnienie.

Nasza oferta jest więc coraz bardziej kompletna. Chcemy, by ludzie mogli się na nas zdać ze swoimi wszystkimi problemami. 80 proc. osób, które do nas trafiają, to matki z dziećmi, babcie z wnukami albo starsi mężczyźni, którzy nie mogą walczyć. Wśród uchodźców są matki z bardzo małymi dziećmi, którym potrzebne będzie pełne utrzymanie oraz troskliwa opieka przez wiele miesięcy. W większości przyjechali do nas pociągami, a uciekając przed wojną, zabrali do plecaka tylko kilka najbardziej potrzebnych rzeczy. W ośrodku na ul. Śniadeckich, gdzie mamy 200 miejsc, 500 par klapek i kapci rozeszło się w dwie godziny.

Pańskie przedsięwzięcie jest częścią wielkiej akcji pomocy polskiego biznesu dla Ukrainy, wspólnie z Pracodawcami RP, Corporate Connections, które zmobilizowały tysiące firm. Pan podkreśla jednak, jak ważna jest tu pomoc organizowana wspólnie z samorządami…

Tak, najciekawszy jest model tej pomocy – wiemy, że przedsiębiorcy mają puste biura czy inne tego typu obiekty, ale nie ma tam potrzebnej infrastruktury, w tym pryszniców, by można było zakwaterować ludzi. Nawet mając pieniądze, nie da się w tak krótkim czasie przebudować biur. Rozwiązaniem jest współpraca z samorządami. Prawie każde miasto w Polsce ma obiekty, które są czasowo nieużytkowane – idealnym przykładem jest były Szpital Uniwersytecki w Krakowie, ogromny kompleks szpitalny, który teraz stoi pusty, bo w ubiegłym roku miasto wyprowadziło szpital do nowej lokalizacji na obrzeżach miasta. Dzięki temu miejski ośrodek pomocy społecznej mógł przejąć te obiekty na Kopernika. Jednak ani MOPS, ani miasto Kraków nie byliby w stanie przygotować i uruchomić tam w kilka dni centrum pomocy. Przecież, by pozyskać setki łóżek, materacy, śpiworów etc., musieliby ogłosić przetargi.

Wtedy tego centrum nie udałoby się otworzyć nawet do lata...

Pewnie tak, i to pomimo tego, że i gmina Kraków, i krakowski MOPS są pełni energii i dobrej woli. Nie mają jednak możliwości manewru, bo jeszcze więcej problemów byłoby, gdyby chcieli to zrobić bez procedur przetargowych. I tu jest miejsce dla stowarzyszenia Siemachy, Corporate Connections i kogoś takiego jak ja. Siemacha, z którą współpracuję od blisko 30 lat, i która prowadzi fundację Demos, legitymizuje mnie, czyli przedsiębiorcę.

Jednak nie wszędzie przedsiębiorcy mają tak bliską współpracę z NGO-sami, organizacjami pozarządowymi. Powinni teraz wyszukać którąś z nich i wspólnie wystąpić do samorządów?

Oczywiście, że tak. NGO-sów jest w Polsce bardzo dużo, więc przypuszczam, że każdy energiczny przedsiębiorca w każdym, nawet kilkunastotysięcznym mieście będzie w stanie znaleźć organizację społeczną, wraz z którą może wystąpić do gminy i wspólnie stworzyć podobny projekt jak nasz. Prawie każda gmina ma jakieś czasowo puste obiekty – my w sobotę, niemal z godziny na godzinę, umieściliśmy 200 osób w internacie Szkoły Pożarnictwa w Nowej Hucie. Urząd miasta podjął decyzję, MOPS przeprowadził cały proces, a my – czyli Siemacha, Sonik i Corporate Connections – zapewniliśmy resztę, w tym stanowiska komputerowe, wyżywienie i wszystkie niezbędne rzeczy, by przygotować obiekt na przyjęcie matek i dzieci z Ukrainy.

Takich obiektów jest w Polsce bardzo dużo i jeśli zastosuje się ten lub podobny model biznesowy, mamy super skuteczne rozwiązanie, dokładnie takie, jakie jest potrzebne na obecne czasy – dni i godziny. Proszę zwrócić uwagę, że w ten sposób możemy wykorzystywać te poszpitalne budynki w Krakowie i inne podobne obiekty przez miesiąc, dwa czy trzy – albo tak długo, jak to będzie potrzebne.

Ważne jest, by zapewnić takie obiekty, w których nie będziemy mieli problemu czasu, choć trzeba pamiętać, że nie są to docelowe warunki. Mamy 10–12-osobowe sale, w których można spędzić kilka tygodni, ale nie rok czy dwa.

Potrzebne jest więc długoterminowy plan?

Na tym polega retencja – my teraz dajemy tym ludziom wszystko, czego potrzebują – np. w środę uruchomiliśmy dostawy nowej bielizny, a teraz Answear zaczyna dostarczać całą nową odzież, by uchodźcy mogli się lepiej poczuć. Nie chcemy, by ludzie musieli wybierać z kartonów starą, używaną odzież, bo to jeszcze bardziej ich pognębia.

Wprawdzie w awaryjnej sytuacji dobry jest i stary sweter, ale gdy tylko mamy możliwość, by zapewnić uchodźcom lepsze warunki, trzeba ją wykorzystać – by czuli się naszymi gośćmi, Europejczykami.

Chcę jednak podkreślić, że my, jako przedsiębiorcy, nawet wspólnie z NGO-sami, nie poradzilibyśmy sobie bez pomocy gminy. Niezależnie od tego, ile byśmy mieli pieniędzy. Gmina jest w tym procesie niezbędna, bo tylko ona może przekazać takie obiekty, jak dawny szpital, internat czy akademik – które można szybko przekształcić w centra pomocy. Bez wsparcia gminy skala naszej pomocy byłaby 20 razy mniejsza niż obecnie. Z kolei MOPS ma w swojej dyspozycji większość instrumentów kryzysowych i społecznych. Co więcej, jest operacyjny, bo jest częścią wielkiego europejskiego systemu opieki społecznej.

Jak to teraz w praktyce wygląda?

W każdym z naszych obiektów gros załogi to ludzie z MOPS: sprawdzeni, mający doświadczenie w opiece społecznej. My dokładamy wolontariuszy, ale całością zarządzają specjaliści z MOPS, który też może szybko dogadać się z innymi instytucjami. Dzięki temu m.in. PKP Intercity będzie teraz rozdawać ulotki-informatory w języku ukraińskim uchodźcom wyjeżdżającym z Przemyśla do innych miast, by mogli już planować swoje dalsze losy.

Możliwości gminy, MOPS i NGO-sów idealnie uzupełniają się z tym, co mogą zrobić polscy przedsiębiorcy, szybko uruchamiający środki finansowe, techniczne i organizacyjne, by zrobić coś z godziny na godzinę.

Przedsiębiorca, sportowiec i filantrop. W 1989 roku założył firmę Gemini Holding, spółkę posiadającą w swoim portfolio centra handlowe Gemini Park w Bielsku-Białej, Tarnowie i Tychach. Jedyny polski kierowca, który wygrał Rajd Dakar oraz dziewięciokrotny zdobywca Pucharu Świata. Od ponad 25 lat wspiera i współpracuje ze Stowarzyszeniem Siemacha. Współzałożyciel Stowarzyszenia Czysta Polska, które od dziesięciu lat organizuje projekt sprzątania tatrzańskich szlaków – Czyste Tatry.