Przedstawiciele związków zawiesili w ubiegłym tygodniu współpracę z dyrekcją ws. pracy w nadgodzinach, zwiększenia wydajności i przyuczania do zawodu. Zarzucają dyrekcji narzucanie bardziej drastycznych cięć od przewidzianych w umowie z listopada.

Rada pracownicza wskazała, że napięcia między jej przewodniczącym Berndem Osterlohem i szefem marki VW, Herbertem Diessem nie zniknęły. Obaj mężczyźni nadal spierają się o środki zmniejszania kosztów. Rada wezwała prezesa całej grupy Matthiasa Muellera o większe zaangażowanie sil w rozwijanie tego konfliktu.

Związki zarzucają Diessowi, który wyrobił sobie w BMW opinię "niszczyciela kosztów", że chce szybciej i w większym zakresie od uzgodnień zmniejszyć liczbę zatrudnionych tymczasowo. VW twierdzi z kolei, że nie może zatrudniać tylu tych ludzi z powodu spadku popytu na pewne modele, np. Golf i Passat. Wymieniono liczbę ok.2 tys., którzy zostaną.

- "Ucieszyłoby nas, gdyby dyrekcja przyłożyła się z większą energia we wdrożenie przyszłego paktu przestrzegając podpisanych porozumień"- napisał w mejlu rzecznik rady pracowniczej.

Rzecznik marki VW potwierdził odroczenie rozmów, ale nie chciał powiedzieć nic więcej. W piśmie opolnym do załogi prezes Mueller dał do zrozumienia, że mógłby bardziej zaangażować się. "My jako dyrekcja i ja osobiście będziemy nadal robić wszystko, aby konflikty rozwiązywać w konstruktywny sposób i bez szkody dla firmy" - stwierdził.

Plan zawarty w listopadzie przewiduje oszczędności 3,7 mld euro rocznie do 2020 r. i likwidację do 2025 r. 30 tys. miejsc pracy w marce VW bez wręczania wypowiedzeń. Analitycy uważają ten plan za kluczowy dla zwiększenia rentowności głównego działu grupy, mniejszej niż w Renault, PSA czy Toyocie.