Centralne Biuro Antykorupcyjne po raz kolejny prześwietliło działalność krajowego giganta nawozowego Grupy Azoty. Po tym jak w czerwcu doszło do zatrzymań byłych członków zarządu zależnych Polic, tym razem funkcjonariusze zainteresowali się aktualnym szefem rady nadzorczej chemicznej grupy Markiem G. Wśród zatrzymanych jest także pracownik Grupy Lotos Aleksander I. Obie giełdowe spółki kontrolowane przez państwo łączy osoba warszawskiego biznesmena Andrzeja M.
Według ustaleń CBA Andrzej M. razem z pracownikiem Lotosu mieli powoływać się na wpływy w giełdowej spółce i oferować pomoc w załatwieniu długoterminowych kontraktów na zakup przez Lotos biokomponentów. W zamian za to inwestor, któremu załatwią kontrakty, miał znacząco dokapitalizować spółkę warszawskiego biznesmena i przekazywać im prowizję w wysokości około 10 proc. od sprzedaży biopaliw do Lotosu.
Podobny mechanizm – według CBA – miał działać w przypadku dostaw różnego rodzaju półproduktów do Grupy Azoty. W tym przypadku gwarantem powodzenia tego przedsięwzięcia miał być szef rady nadzorczej chemicznej spółki. Miał on nadzorować interes z Azotami. Ustalenia CBA wskazują, że Andrzej M. oraz Marek G. podjęli się załatwienia dostaw surowców do spółek z Grupy Azoty w zamian za doinwestowanie niewielkiej firmy kwotą 40 mln zł oraz dalszy kilkuprocentowy udział w zyskach ze sprzedaży surowców.
W tych sprawach zatrzymano także trzy inne osoby. Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani. Za płatną protekcję grozi kara pozbawienia wolności do ośmiu lat.
CBA o biznesmenie Andrzeju M. mówi tylko tyle, że jest on prezesem spółki z branży energetycznej. Natomiast z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że chodzi o warszawską firmę WKM Energia, działającą od 2011 r. Udało nam się skontaktować z przedstawicielem tej spółki. Poinformował nas, że nie zna szczegółów sprawy i nie ma kontaktu z prezesem. Podkreślił, że spółka jak dotąd nie rozpoczęła jeszcze działalności operacyjnej.
Sprawy komentować nie chcą ani Azoty, ani Lotos, ani też pełniący nad nimi nadzór ministrowie – w przypadku tej pierwszej spółki chodzi o Ministerstwo Rozwoju kierowane przez Mateusza Morawieckiego, a w przypadku Lotosu – o resort energii z Krzysztofem Tchórzewskim na czele.
– W ubiegłym tygodniu zatrzymano szeregowego pracownika, który nie miał wpływu na decyzje podejmowane w grupie – potwierdza jedynie Krzysztof Kopeć z biura prasowego Lotosu. Z kolei rzecznik Azotów Artur Dziekański przekonuje: – Zaistniałe zdarzenie nie ma wpływu na bieżące działanie spółki.
Obecne władze Grupy Azoty, tuż po objęciu sterów w chemicznej grupie, od razu rozpoczęły rozliczanie poprzedników. Chcą dochodzić roszczeń wobec byłych menedżerów chemicznej grupy, zaangażowanych przed laty w inwestycję w złoża fosforytów w Senegalu. Feralną inwestycją zainteresowały się CBA i prokuratura. Sprawa jest w toku.
Byli menedżerowie Azotów pod lupą śledczych
W czerwcu 2017 r. CBA zatrzymało kilku byłych członków zarządu i byłych dyrektorów Grupy Azoty Police oraz kooperujących z firmą biznesmenów. Według prokuratury na skutek działalności menedżerów Polic spółka straciła co najmniej 30 mln zł. Sprawa jest wielowątkowa i dotyczy m.in. działalności Azotów w Senegalu.